PAPIEŻ BENEDYKT XVI ABDYKUJE – Watykan, 11 lutego 2013 z dodatkiem dnia 14 marca 2013.

Ta wiadomość spadła na nas jak grom z jasnego nieba. Tego nie spodziewał się nikt. Papież, Benedykt XVI ogłosił abdykację podając jako powód brak sił duchowych i fizycznych na dalsze utrzymanie, sprawne utrzymanie Tronu Papieskiego w Watykanie.
Ogłosił wycofanie się do Castel Gandolfo, później zaś za Mury Watykańskie do klauzury zakonnej, mającej trwać aż do schyłku jego życia. Oczywiście wieść ta podziałała elektryzująco na świat i media. Czy spodziewane konklawe w połowie marca (teraz na dniach) przyniesie skutek w postaci wyboru nowej Głowy Kościoła Katolickiego. Na spodziewane jutro (tj. 12. marca br.) konklawe przybyło już wszystkich 115 purpuratów tj. kardynałów-elektorów poniżej 80-tego roku życia. I pytanie zasadnicze – jakie były prawdziwe przyczyny abdykacji Benedykta XVI?

Pytanie owo jest niezwykle skomplikowane i tylko bardzo sprawni na umyśle i trzeźwo patrzący na sprawy Spiżowej Bramy watykaniści mogą pokusić się na ocenę i możliwe nieprzyjemne, pełne jątrzeń wewnętrznych przyczyny, a także układy międzyludzkie, które wspomogły tak nieoczekiwaną decyzję papieża-seniora, emeryta Benedykta XVI? Jeżeli na to nałożymy ogólnoświatowe afery seksualne, problemy z księżmi pedofilami, których są pomiędzy wiernymi, a stale jeszcze wykonujący posługę bożą – dziesiątki tysięcy; kompletne załamanie się ilości powołań kapłańskich, manipulacje finansowe w kasie watykańskiej, dyktat finansowy banku niemieckiego nad operacjami Stolicy Piotrowej, szereg afer podsłuchowo-podglądowych tzw. Vatileaks, ujawnienie działalności operacyjnej Watykanu, a w rzeczy samej komfortowy Dom Seniora Katolickiego….. to mnie, kolejno cytując te gigantyczne problematy papieskie – boli głowa już teraz… Ale co z tym zrobić; rada konieczna jest w myśl łacińskiego: hic et nunc. Co wiele ważniejsze: kogo młodego, prężnego, nieskorumpowanego, czystego duchowo i absolutnego charyzmatyka postawić na stanowisko papieża? Może nawet wybrać za posłannictwem Ducha Świętego – jak to się nazywa w oficjalnej nomenklaturze watykańskiej. Istotnie, tylko Duch Święty okaże na zbliżającym się konklawe rozptropność ….. w ręce i głowy człowiecze nie pokładałbym tej sprawy! Kto więc tedy będzie tym nowym papieżem, Piotrem naszym, nowych dziesięcioleci rzymskiego katolicyzmu? Kto???? Filozof polityki stwierdziłby, iż mając takie problemy władzy nie będzie możliwa kontyuacja w obecnej formie i kształcie. Ja jednakowoż mam głęboką wiarę, że Watykan i to, co Spiżową Bramą łatwiej się sprawi aniżeli wszystkie inne ziemskie zawirowania polityczne. Dlaczego? Bo Watykan nie wytacza nikomu wojny, a raczej, przeważnie pozytywnie działające, posłannictwo cytowanego już Ducha Świętego. Tak oto dzisiaj wygląda ów Dom Seniora Katolickiego na uboczu, a w rzeczywistości spraw polityki międzynarodowej. Aliści, warunki, którymi obłożyłem nadchodzącego Pontifixa są diableskie…. Ale przecież ów Nowy jest merytorycznie przypisany do walki z …. ‘Nieczystym’. Jak zawsze… konfronatacja: dobre ze złem.

Należy dodać, że Benedykt XVI okazał ślad geniuszu podczas swojego pontyfikatu, a jego ciche odejście jest odbiciem cechującej go od lat nowoczesności i odrzucania ‘ultrakonserwy’. Jeden z księży Kurii Rzymskiej (tak skłóconej z papieżem Benedyktem) rzekł kilka dni temu. Oby konklawe wybrało takiego papieża, cytuję ‘in extenso’, ażeby stanowił w 50 procentach Jana Pawła II, a w drugich 50 procentach Benedykta XVI. Hmmmmm. hmmmmm

………..
I dziś możemy pisać już piewsze podsumowanie po wczorajszym konklawe. SURSUM CORDA. Mamy papieża Franciszka I.
Choć jeszcze świeże są we mnie emocje wczorajszego konklawe (13 marca 2013) – to wnioski są bardzo optymistyczne. Jedno, co mnie nieco razi – ale też jest zjawiskiem normalnym – nasz nowy papież Franciszek l należy, choćby na zaawansowany wiek do grupy konserwatystów, więc nie trzeba lać „krokodylowych łez” nad faktem, że nie będzie akceptował hurraoptymistcznie związków jednopłciowych, bedzie się opierać biogenetyce, szczególnie tej ginekologicznej (opartej na ‘pół-przemyslowej metodzie i za pieniążki) produkcji dzidziusiów np. wśród par bezpłodnych lub homoseksualnych.

Co nowy papież Franciszek i będzie czynił? Sądzę, że będzie się starał pokazać przykład pełnych kościołów w Argentynie i Brazylii. Myślę, że ciesząc się z wyboru „Pasterza’ języka Cervantesa pohamuje nieco napór Brazylii, która wysuwa się na czoło gospodarek i kultury południowo-amerykanskiej, gdzie – jak wiadomo – językiem oficjalnym jest portugalski…. język Camoensa. To, że tak jest do dzisiaj – to oczywiście sprawa kokwisty i jej dalekosiężnych skutków. Znalezienie dzisiaj języka uniwersalnego, dostępnego dla każdego w Ameryce Południowej – jest niemożliwe – tak więc – będzie lepiej dla ekonomii i rozwoju pozostać przy hiszpańskim i portugalskim…. są one bowiem do siebie nieco podobne, szczególnie przy czytaniu tekstów liturgicznych (jak polski i czeski, przepraszam za trywializm językowy – ale tak najłatwiej….). Zadaniem wielkim dla Franciszka będzie walka z biedotą i zorganizowaną przestępczością, czego nie da się ukryć dla przybywająch z Europy i Ameryki. Wyniki – może za lat 15 lub więcej…. Czy da się wyeliminować przestępczość Słowem, nawet Bożym?

Ameryka Łacińska – to dziś światowe serce religii katolickiej przy czym – 89 proc. wierzących w stosunku do 29 proc. katolików w zamierającej duchowo Europie… Fatalnie… Fatalnie…. Sodoma i Gomora! Europa katolicka wymaga zmian hic et nunc (teraz i na miejscu)! Jak to nie nastąpi pod franciszkańską ręką naszego nowego papieża – to koniec duchowości naszego Starego Kontynentu….

Przepowiednia wykłada, iż do końca świata – trzeba by było jeszcze papieża-Afrykańczyka.
Mi, osobiście wogóle by to nie przeszkadzało, gdybym wiedział, że w żyłach jego – homo sapiens africanensis – płynie krew geniusza.

Brakuje nam geniuszy, brakuje nam białych i czarnoskórych i żółtych i czerwnoskórych….. a może świat człowieka wymaga regeneracji.
Jakiś północnokoreański idiota lub marny polityk na Kremlu lub w kubańskim łózku dla nerwowo chorych … – ot, mamy i…….. koniec świata, koniec naszych czasów.

Nie wierzę w koniec świata, choćby dlatego, że chcę jeszcze parę latek pobiegać na tym padole ziemskim, lecz błyskawica przerzynająca niebo nad Bazyliką Św. Piotra w Watykanie wydawała się być znamienną….. ‘memento mori’?
Radzę przeczytać….. „Kod Leonarda Da Vinci” autorstwa Dana Browna. Warto przeczytać, bo porywająca bajeczka i pasuje do tematu naszych zmagań duchowo-religijnych.

Pozdrawiam serdecznie Czytelniczki (tych mam ostatnio wiele) i Szanownych Czytelników (spotykam w różnych miejscach Europy, co mnie nawet wobec mej skromności – dziwi) i specjalnie pozdrawiam tych Państwa wybierających się do Holandii, by nauczyli się nowego zwrotu w języku Erazma z Rotterdamu – ‘lang leve de koning’ (niech żyje król) – po raz pierwszy od 123 lat….

Pozdrawiam bardzo serdecznie,

Andrew BENIGER
pisarz i dziennikarz polonijny

pisano w Wiedniu dnia 14 marca 2013 r. o godz. 15:50LT//

  


  
  
  

Komentarze



Dodaj komentarz

  
  

Tags