IMG_6435_1_top
24 Dni Kultury Polskiej uwazam za otwarte….Tę magiczną regulkę tradycyjnie uslyszala publiczność przybyla na uroczystość Otwarcia Dni Polskich w Ratuszu 3 dzielnicy w sobotnie popoludnie, 12.09.2015. Z ponad 60 imprezami ruszyły one jak żelazna lokomotywa. Chyba z tej racji iz w Austrii bardzo duzo mówi się ostatnio o szkolnictwie, organizatorzy w tym wlaśnie duchu – akademii szkolnej- przygotowali w.w. Galę.

Oficjalne rozpoczecie odbylo się w niezbyt oryginalnej konwencji apelu szkolnego – niekonczące się wymienianie i wywoływanie nazwisk osob tzw. zasłużonych dla Dni Polskich lub Polonii , trochę mało treściwe w swej treści przemówienia VIPów ( czy musi się w ogóle coś mówić w sytuacji, kiedy nie ma się nic do powiedzenia?), wstawanie, siadanie, oklaski, wstawanie, siadanie, oklaski…

Novum w tym roku był fakt, iż nie pojawił się ani jeden przedstawiciel władz austriackich, a moderacja prowadzona była wylącznie w języku polskim. Nie wiem, na ile organizatorom Gali, Forum Polonii w Austrii, leży na sercu idea integracji środowisk polskich z Austriakami. Uspokaja jedynie fakt, iż w programie Dni znalazło się wiele imprez organizowanych przez działające na terenie Austrii Stowarzyszenia, które skierowane zostały do obydwu grup.

IMG_0131

Większą kreatywnością, choć niestety nie poszła ona w parze z poziomem, wykazali się natomiast organizatorzy wieczoru w uzasadnieniu doboru repertuaru części artystycznej , w której to , mimo ogromnego dorobku naszych polskich kompozytorow, którym byłaby okazja się w świecie pochwalić, znalezli się kompozytorzy z innych krajów .Publice zaanonsowano „Emigracyjne cztery pory roku” czyli luźno interpretując muzyczną opowieść o niejakim Waldim ( zdrobnienie od imenia Waldemar) ,polskim emigrancie , który prawdopodobnie spędził w Wiedniu 4 pory roku , czyli jak kto woli caly rok. Grupa muzyków o wymownej nazwie Abenteuer / Przygoda – przedstawila przygody (Vi)Waldiego na austriackiej ziemi . Miejscami można było odnieść wrażenie, że była to pierwsza przygoda tego Ansamblu z muzyką, a w każdym razie z niełatwą bez wątpienia materią dzieła Vivaldiego . Nie będę się rozwodzić nad tym, iż utwór ten ewidentnie przerósł techniczne umiejętności solisty i zespołu. Przede wszystkim został on wykonany bez charyzmy i finezji. Ale być może „ w tym szaleństwie była metoda” a muzycy chcieli wyrazić, jak ciężko i „pod górkę” układały się emigracyjne losy naszego Waldiego.Na szczęście cala historia zakończyła się najwyraźniej Happy End`em ,a może nawet ślubem Waldiego, gdy jako wyklaskany muzyczny bis uslyszeliśmy tym razem zagrany na uczciwym, dobrym poziomie utwór „Medytacja“ Masseneta, który często słyszy się na ślubach w kosciele.
Jak się Państwo domyślili cała koncepcja muzyczna „ Opowiesci o czterech sezonach (Vi)Waldiego na emigracji w Austrii” byla oparta na słynnym utworze „ Cztery Pory Roku” Antonio Vivaldiego, włoskiego kompozytora i księdza ,który długi okres życia spedził w austriackiej stolicy.

Warto tu dodać, iz obok solisty, Mateusza Kasprzyka- Lobodzińskiego oraz kwartetu „Abenteuer” na keyboardzie podgrywał znany Polonii muzyk Marek Kudlicki.
Zaraz po części muzycznej , gdy znużonej publiczności juz marzyło się zakończenie imprezy lub przynajmniej wyjście na przerwę, Prezes Teresa Kopeć zaanonsowała kolejną atrakcję wieczoru. Tym razem była to lekcja polskiej historii z czterema huzarami w roli głównej. Udobruchani i ukołysani pięknymi tonami „Medytacji“ Masseneta widzowie musieli błyskawicznie przeskoczyć na tzw. modus agresywno-obronny, kiedy to na scenę dziarsko wskoczyło czerech huzarskich Rembajłów ,ktorzy sprawnie wywijając szabelkami przeniesli zebranych w czasy Pana Wołodyjowskiego. I bez wątpienia,ten interesujący wykład na temat husarii i jej ulubionych szabel oraz pokaz walki zapamietam na długo. Tylko kombinacja punktów programu wydała mi się dziwna i nie na miejscu.
Ale i tego nie było organizatorom dosyć. Na scenie pojawł się przemiły zresztą młody człowiek z pustą ogromną świnką skarbonką. Przez moment pomyślałem o SKO – Szkolnej Kasie Oszczędności , gdzie regularnie wplacalem po 2 złote tygodniowo. Jednak nie chodziło tutaj o SKO a o charytatywną akcję na rzecz austriackiej sportsmenki , o której wypadku szeroko informowały media. Wszystko byłoby szlachetnie i pięknie, tyle tylko ,że okazało się, iż skądinąd sympatycznego młodego człowieka znaja całe trzy osoby z sali ,więc po różnych finansowych aferach i „charytatywnych” zbieraczach monet w polonijnym światku, przyjęty on został „bardzo wiarygodnie”.

Podsumowując, wszystkie te elementy Gali Otwarcia 24 Dni Kultury Polskiej w Austrii sprawiły, iż wśród wielu zaproszonych gości odżyły wspomnienia z ojczyzny i dawnych szkolnych czasów, a przebieg imprezy skwitować możnaby nawiązując do utworu naszego największego Wieszcza Narodowego, Adama Mickiewicza. Domyślacie się Państwo jakiego ?.. „ Wielka Improwizacja”. Dziady część IV tzw .polonijna.

Redakcja www.ipolen.at

Foto : Wladyslaw Wichrowski, Janina Osses – Frei

  


  
  
  

Komentarze



Dodaj komentarz

  
  

Tags