Lubię brać udział w otwartych wykładach w różnych instytucjach. Kiedy udaję się na takowy wykład w Wiedniu mam jeszcze większą przyjemność, bycia całkowicie anonimową. Wcześniej z racji wykonywanego zawodu zdradzał mnie nawet kolor gąbki mikrofonowej. Nie wstydzę się swojej tożsamości, niemniej moja intuicja i jakieś doświadczenie podpowiada mi, że pokazywanie legitymacji prasowej zmienia perspektywę rozmowy. Przy okazji prezentacji książki Integracja polityczna Polaków w Austrii Ewy Nowak, Ryszardy Ewy Bernackiej oraz Rafała Riedla, postanowiłam sprawdzić na ile wykłady otwarte są rzeczywiście otwarte dla przysłowowiowego Kowalskiego, w tym przypadku Kowalskiej.
Nie chodzi mi absolutnie o uiszczenie opłaty wstępu, której rzecz jasna nie było. A o co? Pozwolą Państwo, że po kolei…

Z perspektywy nauki

W piątek, 4 października 2013 w Sali Sobieskiego zaprezentowano publikację, jaka została wydana wspólnymi siłami Stacji Naukowej PAN w Wiedniu oraz Uniwersytetu Marii Curie- Skłdowskiej. W prezentacji udział wziął m.in. Ambasador Rzeczypospolitej Polskiej w Austrii, Pan Artur Lorkowski oraz Pan Konsul RP w Wiedniu, Kazimierz Fordon. Na właściwą prezentację składały się krótkie wprowadzenie szefa PAN, skrótowa prezentacja jednej z autorek, pani dr Ewy Nowak oraz komentarze prof. Janusza. Te trzy elementy okazały się jedynie przedsmakiem. Książka, jaka miała być przedmiotem dyskusji przy Boerhaavegasse 25 prezentuje wyniki badań dotyczących integracji politycznej Polaków. Wychodząc od teorii integracji politycznej, kultury politycznej oraz tożsamości społecznej, autorzy badania ocenili wśród Polonii austriackiej takie czynniki jak stosunek respondentów do kultury politycznej, w wymiarze poznawczym, behawioralnym i emocjonalnym. Publikacja ta jest owocem badań ilościowych (ankiety) oraz jakościowych (zogniskowanego wywiadu grupowego). Z ciekawych przedstawionych konkluzji warto wymienić choćby to, że Polonia austriacka bardziej ufa – bynajmniej na czas badań ufała – prezydentowi Austrii niż Polski, większość badanych bardziej interesuje się życiem społecznym Austrii, a przy tym jedynie 10% określa swoją tożsamość jako Austriak czy Austriaczka polskiego pochodzenia. Większość badanych wykazywała więcej cech typowych dla austriackiego życia politycznego.
Tyle konkretów. Więcej znaleźć można – przynajmniej mam taką nadzieję w odnośnym dziele. Prezentacji troszkę zabrakło precyzji, jasnego oddzielenia metod od teorii, niemniej jednak składam to na karby wymogów czasowych.

Dyskusja, ale o czym?

Po pierwszych rzeczowych uwagach metodologicznych, ciekawości co do zadanych pytań, rozpętała się stricte polityczna dyskusja, przesuwająca punkt ciężkości. Temat uznania Polonii za grupę mniejszości narodowej rozbudził silne emocje, które powodowały, że interlokutorom gdzieś umknęła kultura dyskusji. Anonimowość ma cudowną zaletę: ja nie znam nikogo, nikt nie zna mnie. Proszę mnie nie źle nie zrozumieć, skrzętnie notowałam wszystkie nazwiska, ale oszczędzę sobie tę wyliczankę, bo byłoby to równie żenujące jak przysłuchiwanie się tym słownym przepychankom.
Uderzyło mnie kilka faktów: nie od dziś wiadomo, że w rozumie kolektywnym siła, kiedy idzie jednak o tak ważny problem jak uznanie Polonii za mniejszość narodową, nie na miejscu wydaje mi się posługiwanie się stwierdzeniami typu: podobno trzeba… Nie wiem czy to moja dusza absolwentki administracji wydaje we mnie okrzyk zdumienia… czy raczej dociekliwą dziennikarską stroną umysłu aż rwę się do zapytania: a czy ktoś z Państwa czytał ustawę? Dyskusja wokół tego tematu toczy się od 1995 roku. Wydawać by się mogło, że te niemal 20 lat starczy by wgłębić się w austriackie prawo. Zdaję sobie sprawę, że to problem złożony. W administracji istnieje jednakże pojęcie kryteriów formalnych. I tu nie ma litości, kryteria te są z reguły zero-jedynkowe. Spełnione (wszystkie) bądź nie. Słowo „podobno” wyklucza rzetelny dialog na tej płaszczyźnie. Dyskutowanie o tym, zamiast konkretnego działania, przyniesie owoce takie jak do tej pory – żadne.
W pewien sposób miałam też wrażenie, że uczestniczę w festiwalu skarg i zażaleń. Miło było się przekonać, że są Polacy, którzy kandydują w wyborach. Niemniej uszom własnym nie wierzyłam, że można mieć pretensję o nieoddane głosy rodaków. Czysto hipotetycznie – nie sądzę, że oddałabym głos na Polaka, tylko dlatego, że jest Polakiem. Chociażby ta dzisiejsza dyskusja pokazuje, że interesy Polaków mogą często lepiej reprezentować obcokrajowcy. Jasne, że ważna jest polityczna reprezentacja Polonii w radzie miasta, w parlamencie… niemniej myślę sobie, że kandydując z ramienia danej partii, reprezentuje się jej interesy. Interes Polonii jest drugorzędny. Dlaczego? Bo tak można się z partią szybko rozstać. A to nie jest w interesie żadnego wybranego.
Bon ton
I ostatnia uwaga – kiedy rozstąpił się tłum wokół autorki, miałam w końcu okazję zadać interesujące mnie metodologicznie pytanie… Jednakże w połowie przerwał mi Bardzo Ważny Pan, który miał do zakomunikowania autorce istotne informacje, spojrzał na mnie i nie kojarząc z absolutnie nikim ważnym, nie bardzo przejmując się moją obecnością, prowadził kilkuminutowy wywód, nie wtrąciwszy nawet „przepraszam”. Jest takie powiedzenie, że jeśli człowiek miły dla Ciebie, jest niemiły dla kelnera, nie jest miły. Nie oczekiwalam wyrazów sympatii czy empatii, ale elementarnej kultury. Spojrzałam na Bardzo Ważnego Pana z litością, z niesmakiem może wyznaję, bo w tym momencie uświadomiłam sobie, że to był wykład w istocie zamknięty. Z jasno określoną grupą docelową znajomych.. znajomych, a moja (nie)przypadkowa tam obecność nie była tam pożądana. Jedna z pań uczestniczących w dyskusji powiedziała, że tę politykę należy zostawić młodym.
Pani wybaczy, ale ja za taką politykę podziękuję.

Anna Maria Gacek

  


  
  
  

Komentarze



2 komentarze do “(Dez)integracja polityczna”

  1. Dodał: Dybaś Bogusław - 11 October 2013 21:51

    Każde medium ma prawo publikować, co mu się żywnie podoba. Ponieważ powyższa recenzja czy komentarz p. Anny Marii Gacek dotyczy wydarzenia zorganizowanego przez Stację i projektu, którym się bezpośrednio zajmowałem, sądzę że projektu ważnego, to muszę zabrać głos. Chodzi mi zwłaszcza o to, że autorka wyciąga wniosek o “zamkniętości” spotkania, głównie na podstawie tego, że ktoś ją zignorował. To dość specyficzna metodologia pracy dziennikarskiej, gdy dziennikarz bardziej skupia się na sobie, niż na sprawie, o której piszę. Szkoda, że wyarażając dość śmiałą i moim zdaniem zupełnie gołosłowną tezę, że w prezentacji zabrakło precyzyjnego oddzielenia metod od teorii, nie zechciała odnieść się do dyskusji o metodzie, która nota bene zajęła podczas prezentacji sporo miejsca. Także ambasador Lorkowski zabierał w tej sprawie głos. By choć trochę wyzwolić autorkę od poczucia wyobcowania, chętnie zapośredniczę w kontakcie z dr Ewą Nowak, na pewno uzyska kompetentną odpowiedź na dręczące ją pytanie. Czy odzyska równowagę ducha, tego naprawdę nie wiem…

  2. Dodał: Anna Maria Gacek. - 13 October 2013 02:04

    Szanowny Panie Profesorze! Bardzo dziekuję za Pański komentarz. Cenie sobie wszystkie uwagi, również (przede wszystkim) te krytyczne.
    Nie zgodzę się jednakże z kilkoma wątkami.
    Zadne medium nie ma prawa publikowac co mu sie rzewnie podoba. To zbyt optymistyczne pojecie wolności słowa ograniczonej jednakże po pierwsze odnośnymi ustawami, po drugie, porządkami spoleczno- gospodarczo- politycznymi. Ta specyficzna “metodologia”, jak ujął to Pan Profesor, jest typowa dla felietonu. Moim celem nie było napisanie sprawozdanie z wydarzenia, dlatego punkt ciężkosci został przesunięty. W dużej mierze artykul opiera się na subiektywnym więc zdaniu, z którym każdy ma prawo się nie zgadzać. Pozwolę sobie zauważyc, że bardzo krytyczna dyskusja o metodzie, która w istocie miała miejsce, raczej wątpliwości mnożyła, niż je eliminowała. Z odbiorem prezentacji jest jak z odbiorem każdego wydarzenia komunikacyjnego – każdy spostrzega je inaczej. I na inne punkty kładzie nacisk.
    Nie nazwałabym słów “Prezentacji troszkę zabrakło precyzji, jasnego oddzielenia metod od teorii” śmiałą tezą, jedynie opinią – gdyż jak podkreślam caly artykul pisany byl raczej w konwencji felietonu niż sprawozdania – czy bezpodstawną? Zależy od punktu widzenia. Ja w projekcie nie uczestniczyłam, wiec kiedy są prezentowane jego wyniki, oczekuję wiekszej precyzji, która osobie z zewnątrz pomoże zrozumieć zalozenia projektu .
    Dziekuję za chęć skontaktowania mnie z autorką. Myślę, że znalezienie adresu e-mail na stronie UMCS (albo w bazie Ludzie Nauki) to w XXI żaden problem… Niemniej dostosowując się do zasad kultury, jakie zostały mi zaprezentowane, uparcie tkwiłam w miejscu, z którego pytanie zadawać zaczęłam, nieco nieswojo czując się, będąc zmuszona do słuchania cudzych konwersacji, pytanie postawiłam osobiście. Odpowiedź spotągowala jedynie moje odczucie niejasności. W sensie stricte naukowym. I stąd wyrażona na koniec akapitu nadzieja, że po przeczytaniu książki zostaną one rozwiane. Jeśli jednak nie, a pani dr Nowak na tyle ceni sobie swoją prywatność, że nie posiada żadnego oficjalnego maila, nie omieszkam poprosić Pana Profesora o kontakt. Wniosek o braku równowagi ducha jest zbyt daleko idącym, zapewniam Pana, że czuję się świetnie. A mój duch znajduje się w stanie harmonijnej równowagi.
    Czego każdemu życzę.
    Jeszcze raz dziekuję za Pańskie uwagi.

    Z poważaniem
    Anna Maria Gacek.

Dodaj komentarz

  
  

Tags