komunikacja
Kiedy rozmawiam z moimi zamężnymi koleżankami i żonatymi kolegami odnoszę czasem wrażenie, że z ich perspektywy, życie singla to sielanka. Może w trakcie studiów to jeszcze jakoś się sprawdza, ale im dalej w las, tym więcej drzew…

Singiel wszak nie ma żadnej odpowiedzialności, nie musi pracować, prać, sprzątać, prasować, gotować, chodzić na zakupy i zajmować się dziećmi. To ostatnie ma zastosowanie przynajmniej tak długo, jak długo dzieciate koleżanki czy siostry, ewentualnie koledzy czy bracia, nie odkryją, że z pewnością marzysz o tym, by poświęcać (tracić?) swój czas na zajmowanie się ich dziećmi. Najczęściej za przysłowiowe „Bóg zapłać”, często i bez tego, albo płacąc tyle, że naprawdę lepiej byłoby powiedzieć serdeczne „dziękuję” i zaprosić na dobrą kawę czy podarować bukiet kwiatów niż zapłacić kilkukrotnie mniej niż zwyczajowa stawka dla danego miejsca, uśmiechając się i mówiąc „przyda się Tobie”. Z pewnością, akurat starczy na obiad, którego często rodzina nie oferuje opiekunce, bo ona nie ma tam jeść, ale karmić dzieci. I żyć samym zachwytem, że może zająć się cudzym dzieckiem. Nie mam wielu doświadczeń w tej kwestii, a przemyślenia są sumą moich doświadczeń i znanych mi z opowieści sytuacji.

Majętni, niemajętni, ludzie z różnych sfer społecznych, niemalże uważają, że to ich święte prawo dać Ci do zrozumienia, że dobrze zrobi Ci pobycie z ich maluszkiem. Znam osobę, która, choć kocha swoich siostrzeńców, kiedy po raz kolejny dostała do opieki malucha, bez słowa zapytania czy chce, może, powiedziała: „Miałam tyle rozumu, żeby się nie rozmnażać, a ciągle cudze bachory, bez słowa „dziękuję”!” Brutalne? Może. Tyle, ze gdyby siostra zapytała, poprosiła, reakcja byłaby inna. Klasyką są już opowieści, kiedy masz zająć się dzieckiem od 10.00, umawiasz się z rodzicem, rodzic bez słowa spóźnia się 40 min., i choć miało być do 16.00, o 17.00, bez słowa „przepraszam” rodzic pojawia się w drzwiach. „Bo mam małe dziecko” … Przecież marzyłaś o tym, by być dziś z 2 dzieciaczków. One są takie słodkie… A co Ty, możesz mieć lepszego do roboty…. Jesteś nieużytecznym społecznie singlem. Znam też opowieści, gdzie po roku od ostatniego kontaktu koleżanka, bez pardonu, zadaje w pierwszym smsie pytanie: popilnujesz mojego dziecka?

Nie, nie popilnuję. Chyba, że uczciwie ustalimy warunki. (W tej sytuacji min. 10 € za godzinę, koleżankami po rocznej przerwie w kontakcie nie jesteśmy tylko dlatego, że się znamy).
Rodziny są za mało wspierane! Polityka dyskryminuje rodziny! Krzyczą tam i ówdzie. Rodzinie należy się wsparcie, zgadzam się. I ma go wcale niemało. Osoby samotne, cóż za niespodzianka – tez nie chcą mieszkać ciągle na „wynajmowanym”, często nie mogąc sobie pozwolić na mieszkanie spółdzielcze, nie mając szans na socjalne, ze strachem czy nagle nie będą musiały się wyprowadzić. Osoby samotne mają do dyspozycji jedną pensję i są skazane na siebie.

Tyle od strony ekonomicznej. O, gorzka ironio, poza jedną osobą, wszyscy samotni i samotne, których znam, wcale tego nie wybrały. Ktoś pożegnał najbliższą osobę na zawsze, ktoś rozstał się po wielu latach z narzeczonym, kogoś zwodziła kobieta, ostatecznie wybierając inna drogę życia. Te osoby są samotne i musza się z ta samotnością mierzyć. Wracając do pustych czterech ścian, gdzie czeka co najwyżej kanarek. To wcale nie karierowicze, osoby nieatrakcyjne czy nieudaczne. Owszem, wszyscy są świetnie wykształceni, inteligentni, nigdy nie robili tego z myślą o karierze, a o tym… by móc kiedyś utrzymać rodzinę. Nie udało się.

Z każdej strony słyszymy, ze rodziny są dyskryminowane. A kto dba o prawa singli? Niemało ich wokół. Te osoby są odpowiedzialne same za siebie i społeczeństwo raczej patrzy na nie dość podejrzliwie, że na pewno coś z nimi nie tak, niż w ogóle się zastanowi nad tym, że właściwie te osoby robią to samo, co rodziny, pracując, zajmując się domem itd. i może w ilości mniejszej, ale robią to wszystko same, bez podziału obowiązków. Ale one wszak powinny rodzinom służyć, pomagać i wspomagać, inaczej w najlepszym przypadku, oskarżą je o egoizm. Kto będzie służył im? Która rodzina wyglądnie na chwilę ze swojego ciepłego gniazdka, by dojrzeć, ze jest jeszcze jedna planeta…, którą, by ułatwić sobie odbiór rzeczywistości nazwą planetą dziwaków bądź nieudaczników.
Wracając do dzieci – ciekawe ile z mam pytających o to, czy nie zajmiesz się ich dzieckiem, pomyślało o tym, że być może macierzyństwo czy ojcostwo to niespełnione marzenie tych wygodnych singli, karierowiczek, a zajmowanie się cudzymi dziećmi to raczej ból niż radość? Bo może plany na bycie mamą czy tatą przerwała czyjaś śmierć, niepłodność, choroba? Weź to pod uwagę, zanim otworzysz usta, by oskarżyć kogoś o bycie wygodnym samolubem albo zanim zaczniesz wymagać od innych pomocy, bo „masz małe dziecko”.
***
Przed chwilą odłożyłam telefon. Pewna pani spytała czy kobieta, z którą miałaby współpracować, ma dzieci: „Bo wie pani, te bezdzietne, to zazwyczaj dziwaczki”.

Anna Maria Gacek

Foto: Helmut J. Salzer / pixelio.de

  


  
  
  

Komentarze



Dodaj komentarz

  
  

Tags

samotni w austrii