komentarz Andrew Benigera do artykułu Mirosława Wałęgi “Miał być Top a jest.. klops”

Pozwalam sobie na kilka słów komentarza na łamach mojego macierzystego medium i.polen w Wiedniu, którego jestem komentatorem polityczno-społecznym od początku jego istnienia. I znowu – jak to drzewiej bywało – poraził mnie tragikomedią artykułu prezes Mirek Wałęga na temat Tablicy Papieskiej (wizyta w 1983 roku), a właściwie zbiórki pieniędzy na jej wykonanie i umieszczenie w murach Katedry p.w. Św. Szczepana.Tym niemniej wplecenie kolorowego wątku p. Andrzeja K. wzbudziło moją – jakże uzasadnioną – chęć dokładnego przestudiowania sprawy. Porównanie z kimś innym, szczególnie z postaciami fikcyjnymi literatury zuboża kulturę, jednakże język mnie swędzi, by po przeczytaniu artykułu Mirka Wałęgi nie porównać tego naszego „wspaniałego” działacza sportowo-religijnego do….. Nikodema Dyzmy.

A teraz krótko i pragmatycznie. Padł pomysł – jak ziarnko zboża w wilgotnej ziemi. Pomysł budowy, na jakich zasadach formalno-prawnych (?) padł – kwestarze żywo ruszyli z kapeluszami i mini spódniczkami. Po złote runo. Trzeba nazbierać tyle forsy ile się da. Jak mówił łacinnik: „pecunia non olet” – pieniądz nie śmierdzi – ale łatwiej brzmiała dla kwestarzy wersja rodzinna tego tłumaczenia: lepiej skonsumować schabowego – niż omleta (to tak swojsko). Jeszcze wczoraj, w głębokiej konspiracji, także w ukryciu ciemnego kąta jednej z „rennwegowskich piwodajni” rozmawiałem z piękną ofiarodawczynią, która w okresie kwesty chętnym, zgrabnym i lekkim ruchem wrzuciła 50 „€-urówkę” na uginającą się tacę od brzeczących monet i szeleszczącyh papierów- bankcetelków. Czyli – jak twierdziła moja wczorajsza interlokutorka, ofiarodawczyni wielkiej sprawy mistrza Nikodema Dyzmy A.D. 2013 – forsa leciała i leciała…miesiącami…może dłużej…

Potem cały ten skandal z tablicą. Nie dosyć, że nie poczyniono żadnych formalnych kroków kościelno-prawnych poprzez dziesiątki i setki biur i organizacji, które mogły by uchronić tablicę od jej „flopu”. Miał być „TOP”, a jest klops, ja bym użył słowa rolmops, jeden z najkwaśniejszych w historii naszej najnowszej Polonii wiedeńskiej. Idąc śladem wierszyka trzeba i znaeźć tego „tłustego” mopsa, który zjadł niejednego polonijnego „klopsa”. A – do tej pory – nie dostał kopsa.
Ale skomentujmy tę fatalną zaszłość na poważnie. Nasi Rodacy nie chadzają do prokuratorów, ani lubią zbytnio pisać donosów. Dlatego takie typy a la Nikodem Dyzma, podpisujące się słowem-wytrychem POLONIA, czy inne organizacje (nawet te dachowe) obrastają w tłuszcz nic-nieróbstwa, łatwych zarobków, omamień religijno-społecznych ludu polonijnego i masy wieloletnich przekrętów.
Efekt – smutny: od lat przeciętny Polonus usuwa się od jakichkolwiek spraw społecznych i politycznych. Chcą mieć spokój, mając nawet niezbyt dobrze obłożoną pajdę chleba niż kontakty z przedstawicielami grupy narodowościowej lub aparatu władzy państwowej.

Trwa dalej i trwać nadal będzie ów lot nad kukułczym gniazdem. Pamiętacie wspaniały film Milosa Formana (zdobył kilka „Oscarów” 1975).
Oto zalecałbym Państwu Czytelnikom wspaniały lot ponad Katedrą Św. Szczepana oraz tłumami turystów polskich, z których każdy włada prawie zupełnie biegle angielskim lub niemieckim (sic!!!) – 40 lat temu nie do pomyślenia(!!!), nad pustym coraz bardziej Rennwegiem (uwaga władze i służby polonijne), polećmy dalej nad te puste miejsca wokół Mexiko Platz, spore obszary dzielnic zachodnich czy 2. i 3. Bezirku, które ongiś krzyżowały życie polonijne. Dawniej było sporo Polaków – teraz jest ich niepomiernie mniej – prawie nie widać. Trzeba zapewne zorganizować kolejne Mistrzostwa Olimpijskie „Prawdziwie Płatnej” Polonii…. Już czas panowie „macherzy” polonijni…. Już późno….

A teraz już bardzo poważnie, tak abyście Państwo zastanowili się nad moim skromnym projektem:

„TOTUS TUUS” – wyobraźcie sobie lokalizację tej wzruszającej tablicy w miejscu, gdzie spotykają się (mieszkające tam od lat) tysiące polskich pielęgniarek i ich rodziny. Chodzi mi osadzenie tej tablicy pamiątkowej po bł. (i zapewne kanonizowanym wkrótce) JPII w kościele w Aspern p.w. Św Martina. Cóż za piękna lokalizacja pośród tylu Polaków. Również i nowi „osadnicy” nie mający żadnych kontaktów z Polonią osadzają się chętnie w 22. dzielnicy Wiedenia, właśnie w Aspern i okolicach. Chodzi mi osadników w drugim pokoleniu, może nawet trzecim, ci, którzy już mieszkali lub też „terminowali” – jak kto woli – w innych krajach i kupują nieco droższe domki (i drinki) z tzw. wyższej półki a rozpoczynają pracę w Austrii od manadżera – górę. I dla nich – choć nie zawsze im po drodze do kościoła – to i kwiatek pod Tablicą JPII zapewne by się znalazł.

Nie zapominajmy, że i polscy księża nie omijają na rekolekcjach świątecznych tej sympatycznej świątyni.

Dziś dotarło do mnie, że III RP w ostatnim roku „wypromowała” 700 (tak jest, 700) słownie: siedemset pielęgniarek. Mnóstwo z nich, ze względu na brak atrakcyjności tego zawodu w Polsce, marzy o pracy zagranicą, również w Austrii. Welcome to Aspern siostrzyczki!!!

Ale dalej nie będzie już „lotu nad kukułczym gniazdem”. Ani ci starzy „polonusi”, ani ci nowi spragmatyzowani dostatnym życiem za zachodzie nie dadzą się dalej nabierać przez lokalnych Nikodemów Dyzmów. Teraz głos powinien zabrać ktoś bardziej kompetentny, mogący powstrzymać zło w zarodku…. od tego są władze…..

Niekończące się afery, również te finansowe – powodują marazm. Marazm, w którym tkwi życie polonijne od lat kilkudziesięciu.
Jest teraz nowa szansa dla inwencji czynnikow państwowych w Wiedniu. Mamy tedy nową obsadę na stanowisku ambasadora i konsula.
Nie miałem jeszcze przyjemności, choć jako dziennikarz polonijny – było by nieco do obgadania.

Ja nie byłbym sobą, gdybym nie dorzucil krzty cynizmu – to tak, jak papryka bez ognia (chodzi o ten wewnętrzny – czasem, rzadki zewnętrzny).

Rozliczmy pełnym ogniem onej papryki polonijnej naszych sportowców „od tablicy”. Życzę lotu na „dopalaczach” i żeby piekło pochłonęło was za wasze wszystkie działalności „patriotyczno-kwestarskie”. Resztę uczynią odpowiedni urzędnicy.

Wczoraj, dnia 3 lipca 2013 usłyszeliśmy o bardzo prawdopodobnej kanonizacji Ojca Św. JPII . Na Rennwegu pod figurą JPII (godz. 20:01LT) znalazłem dwa żółtawo zgniłe patyki po przewiędłych „niby kwiatkach”… oraz trzy nieczynne lampki nagrobkowe, niezbyt czyste.

Dawniej Panie, przed trzydziestu, czterdziestu laty….
a może ‘cuius pecunia – eius regio’ (czyja forsa – tego władza)?

pozdrawiam Wszystkich Czytelników tchnieniem letniej nocy…

Andrew BENIGER
pisarz i dziennikarz poloniny

Wiedeń, Austria

pisano dnia 4 lipca 2013//11:06LT

nnnn

  


  
  
  

Komentarze



Dodaj komentarz

  
  

Tags