Większe mieszkanie, lepsze auto, nowy telewizor – pragnienia dotyczące dóbr materialnych wydają się być czymś oczywistym. Kupujemy nowe rzeczy, bo są modne, spełniają nasze oczekiwania, bo wydaje nam się, że tego właśnie chcemy. A gdyby tak zmienić model postępowania i założyć, że wszelkie reklamowe hasła to złudzenia? Że tak naprawdę rzeczy nie są nam potrzebne do szczęścia?
Właśnie takie pytania postawili sobie minimaliści. Są to ludzie, którzy zdecydowali się odciąć od nieustannego pędu za posiadaniem. Zmienili filozofię życiową z „mieć” na „być”. I choć minimalizm często kojarzy się z wyrzeczeniami i życiem godnym ascety, wcale nie musi tak wyglądać. Wręcz przeciwnie, minimaliści nie ograniczają siebie, a dążą do tego, czego naprawdę pragną. Upraszczają życie, skupiając się na esencji, na tym, co dla nich najważniejsze, robiąc przestrzeń na działania, które przynoszą spełnienie i satysfakcję. Pociąga to za sobą zmianę podejścia do przedmiotów i traktowanie ich jedynie jako narzędzi. Paradoksalnie posiadając mniej są w stanie osiągnąć w życiu więcej. Według minimalistów dobra materialne nas osaczają, zakotwiczają w jednym miejscu, przesłaniając rzeczy naprawdę istotne. We współczesnym świecie nie tylko rzeczy wymykają się spod kontroli, ale także natłok informacji, obowiązków, praca, które wprowadzają chaos. Minimaliści dokonują analizy i decydują co faktycznie można zdziałać i zmienić. Nie stawiają na ilość, ale na jakość. Według nich „mniej” znaczy „lepiej”. Zyskują przestrzeń do realizowania siebie. To coś więcej niż posprzątanie mieszkania, to praca nad osobowością, zdrowiem, ciałem, finansami czy zmianą nastawienia. Nie chodzi o to, żeby pozbawiać życia przyjemności, a wręcz przeciwnie, będzie ono bardziej przyjemne, harmonijne, uporządkowane, proste i pełne radości z małych rzeczy. Temat dość kontrowersyjny, posiada liczną rzeszę zwolenników, ale są też tacy, którym kojarzy się to z czymś radykalnym
i sterylnym. A jak wygląda to w praktyce?

Pozbądź się rzeczy i ciesz się życiem

Jednym z najbardziej znanych minimalistów jest Leo Babauta, amerykański bloger, pisarz, weganin, prywatnie ojciec szóstki dzieci. Kiedy doszedł do wniosku, że w jego życie wkradł się chaos, postanowił je uprościć. Pierwszym krokiem było rzucenie palenia, następnym bieganie. Od tego się zaczęło, potem wszystko samo się potoczyło, krok po kroku upraszczał swoje życie, stopniowo wprowadzając zmiany. Dziś jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych minimalistów na świecie. Autor książek Minimalizm. Żyj zgodnie z filozofią minimalistyczną, Przez minimalizm do szczęścia oraz Skup się. Prosta droga do sukcesu. Zasady filozofii minimalistycznej są proste, jak stwierdził Leo Babauta na swoim blogu zenhabits.net, należy zrobić dwie fundamentalne rzeczy: 1. zdefiniować to, co jest najważniejsze w życiu, 2. wyeliminować wszystko inne. Tylko i aż tyle. Jak sam autor wspomina droga do prostego życia, nie jest wcale prosta. Dla początkujących stworzył listę
z siedemdziesięcioma dwoma wskazówkami, które pomogą uporządkować życie. Nie wszystkich trzeba przestrzegać, można wybrać tylko niektóre z nich, w zależności od potrzeb. Dotyczą różnych dziedzin życia, takich jak zarządzanie czasem czy finansami, asertywności, komunikacji, czasu wolnego, odżywiania i wielu innych. Prosta rada: wypisz na kartce kilka swoich priorytetów, a później stopniowo eliminuj rzeczy, sprawy, spotkania, które nie mają
z nimi nic wspólnego.

W Polsce popularność zdobył Orest Tabaka, minimalista, znany z tego, że jego wszystkie rzeczy mieszczą się w jednym plecaku. Prowadzi blog orest.tabaka.eu, w którym opisuje swoją przygodę z minimalizmem. Zaczęła się ona w 2009 roku, pod wpływem przeczytanego na blogu Leo Babauty artykułu dotyczącego sprzątania. Orest postanowił podejść do tematu
z innej strony i w nieco radykalny sposób. Założył, że wszystkie rzeczy są do wyrzucenia, po czym zadał sobie pytanie co by wybrał, gdyby wybierał się w podróż i miał ograniczoną ilość miejsca. W ten sposób pozbył się 70% swoich rzeczy. Dziś jego minimalizm zamyka się w posiadaniu auta (typu miniVan), roweru górskiego, szczudeł, które stanowią jedyne duże rzeczy. Pozostałe to mały laptop MacBook Air, aparat lustrzanka cyfrowa Nikon, smartfon Samsunga, do nich wszystkie kable/ładowarki, mała golarka, do tego garść ubrań (3 koszulki, 2 bluzy, jedna koszula, jedna para spodni, bielizna, bluzo-kurtka), 3 pary butów (do biegania, sandały i zimowe), koszulka z dokumentami, garść kosmetyków i śpiwór. A to wszystko mieści się w 20-litrowym plecaku (za wyjątkiem butów). Sam określa to praktycznym minimalizmem, ponieważ posiada tylko to, co faktycznie potrzebuje. Nigdy nie żałował swojej decyzji. Jego zdaniem, aby zmienić swoje życie nie trzeba wywracać wszystkiego do góry nogami i rzucać się na głęboką wodę. Wystarczą małe zmiany, które z czasem pociągną za sobą większe.

Podobne wyzwanie podjęła Anna Mularczyk-Meyer, autorka strony prostyblog.pl, z zawodu tłumaczka, która postanowiła założyć bloga aby uporać się z nadmiarem przytłaczających ją rzeczy. W przeszłości ocierała się o zakupoholizm, kupowanie było sposobem na poprawienie nastroju, miała mnóstwo ubrań, ale często towarzyszyło jej tak znane wielu kobietom wrażenie, że nie ma co na siebie włożyć. Naturalną rzeczą wydawała jej się zmiana mieszkania na większe, z miejscem na garderobę, może zakup domu, lepszego auta. Do czasu. Kiedy poczuła, że traci kontrolę nad posiadanymi rzeczami postanowiła poszukać wiadomości na temat metod ich organizacji. Natknęła się na bloga Leo Babauty, który napisał, że nawet przy najlepszych metodach organizacji przedmioty w dalszym ciągu będą przytłaczały i ciężko będzie nad nimi zapanować. I tak zamiast układać przedmioty postanowiła pozbyć się wszystkiego, czego nie używała. Zastanowiła się nad każdą rzeczą, zadając sobie szczere pytanie, czy naprawdę jej potrzebuje. Jeżeli odpowiedź brzmiała „nie”, pozbywała się jej. Na swoim blogu stwierdziła: „nie wyrzekam się chęci posiadania ani upodobania do ładnych przedmiotów, ubrań, książek. Staram się tylko, żeby rzeczy nie miały nade mną władzy”. Swoich czytelników przestrzega, że jeżeli chcą wkroczyć na ścieżkę minimalizmu muszą liczyć się z tym, że jest to droga pod prąd i będą szli w zupełnie innym kierunku niż większość.

Arek Recław, biegacz, rowerzysta i włóczykij, jak sam siebie określa. Prowadzi bloga pasjavspraca.com, na którym określa minimalizm jako „filozofię życia przeciwstawną do konsumpcjonizmu, chciwości, obsesji gromadzenia rzeczy na własność. Im więcej miałeś, tym mniej byłeś – tako rzecze minimalistyczny Zaratustra. Poprawniejsza nazwa to adekwatyzm, racjonalizacja ilości posiadanych dóbr. Jednak w świecie obsesyjnej konsumpcyjnej otyłości lepiej sprawdza się słowo minimalizowanie.” Kiedy wybierał się na wycieczkę rowerową został zmuszony do zabrania ze sobą naprawdę małego bagażu. Pomimo początkowych wątpliwości, stwierdził z czasem, że jest to genialne rozwiązanie. I tak zaczęła się jego przygoda z minimalizmem. Zabawna jest historia z Indii. Zmorą turystów w tym kraju są tzw. „naganiacze”, którzy nachalnie usiłują skusić do zakupów. Arek jako jedyny miał spokój, gdyż nawet oni widząc go z tak małym plecakiem, wiedzieli, że nic nie wskórają. Jego zdaniem rzeczy dają poczucie bezpieczeństwa i niektórzy faktycznie tego potrzebują. Jak stwierdził w trakcie rozmowy w Polskim Radiu Czwórka – nie ma minimalizmu bez zmiany myślenia. Jeżeli nie ma zmiany nastawienia, minimalizm jest tylko modą, pustą, pozbawioną sensu czynnością.

Cenne są także wskazówki, jakie podaje Paweł Kata. Choć jego blog neominimalizm.pl nie jest już aktualizowany, warto zajrzeć na wpisy archiwalne, gdyż znajdują się tam celne spostrzeżenia. Minimalista jego zdaniem, to człowiek, który eliminuje zatłoczenie, osiąga stan spokoju, wolności, lekkości. Kiedy posiada się mniej ceni się bardziej to co się ma. Jest to bogate życie przy niewielkim stanie posiadania. Kluczem jest zdefiniowanie tego, co daje szczęście i poświęcenie temu czasu. Podaje korzyści: więcej wolności, przyjemności, czasu
i miejsca na to, co w życiu ważne, rozsądne dysponowanie tym co się posiada, większa troska o środowisko, zdrowsze życie. Jak zacząć? „1. Pozbądź się niepotrzebnych rzeczy, 2. Określ co jest dla Ciebie najważniejsze, 3. Wszystko co robisz, niech będzie istotne, 4. Wypełnij życie radością i szczęściem, 5. Obserwuj i poprawiaj.” Ciekawa jest także zasada 80/20, która oznacza, że za większość efektów odpowiada mały wkład oraz OITO „on it, two out” – jedna nowa rzecz w domu, dwóch się pozbywasz.

Na blogach odnajdziemy wiele praktycznych rad dotyczących upraszczania życia. Wszyscy są jednak zdania, że minimalizm nie jest uniwersalną metodą na szczęście. Nie jest dla wszystkich. Jest sprawą całkowicie indywidualną i w każdym przypadku może przybrać inną formę. To nie jest moda ani zawody, nie jest lepszym minimalistą ten, kto posiada mniej rzeczy. Można posiadać wiele rzeczy i być minimalistą, pod warunkiem, że są one tej osobie naprawdę potrzebne. Proste życie ma różne znaczenie dla każdego. Dla wszystkich zainteresowanych pozostaje mi tylko zacytować Oresta Tabakę – warto czasem wyjść ze strefy komfortu i po prostu zobaczyć co się stanie.

Anna Herman

  


  
  
  

Komentarze



Dodaj komentarz

  
  

Tags

Mniej znaczy wiecej, mniej znaczy więcej co to znaczy