motion.jpg

Akordeon kojarzył mi się z muzyką ludową, kapelami podwórkowymi i radzieckimi filmami. O tym jak skostniałe i przestarzałe mam poglądy przekonałam się podczas koncertu akordeonistów tworzących MOTION TRIO (Janusz Wojtarowicz, Paweł Baranek, Marcin Gałażyn).Zespół powstał w 1996 roku i przed wiedeńską publicznością nie występował po raz pierwszy. Tym razem muzycy zagrali w nowym, istniejącym zaledwie od czterech miesięcy klubie jazzowym Birdland legendarnego Joe Zawinul’a. Motion Trio występowało przez pięć kolejnych wieczorów, prezentując każdego dnia inny repertuar. W piątek 24 września zagrali ze znakomitym muzykiem jazzowym Tomaszem Stańko.
Już po pierwszych kilku minutach koncertu zauważyłam, że muzycy potrafią wydobyć z akordeonów dźwięki zupełnie mi nieznane, o jakie nigdy bym akordeonu nie podejrzewała. Odkryłam muzykę akordeonową zupełnie z innej strony. Utwory, które zaprezentowano zaskakiwały różnorodnością tempa, nastrojów, szeroką barwą brzmienia. Elementy muzyki poważnej przeplatały się z jazzem i współczesną muzyką młodzieżową. Mariaż akordeonów z trąbką dał zaskakujący efekt.
Koncert składał się z dwóch części. W przerwie, gdy trochę ochłonęłam z wrażenia, przestudiowałam kartę dań. Znalazłam w niej nasz stary, nieśmiertelny bigos i pierogi z grzybami, które proponowano z surówką z czerwonych buraczków. W spisie trunków nie zabrakło “wyborowej”. Znalazłam też ulubione danie Joe Zawinul’a – kurczak w papryce z kluskami z masłem.
Druga część występu Motion Trio i Tomasza Stańko nie odbiegała poziomem od pierwszej. Polscy muzycy podbili serca wiedeńskiej publiczności. Oklaskom nie było końca.
Sadzę, że koncert mógł się podobać ludziom o różnych upodobaniach i gustach muzycznych. W tym tkwi siła Motion Trio – zespołu, o którym na pewno jeszcze nie raz usłyszymy.

Bożena Piontek-Dobosz

  


  
  
  

Komentarze



Dodaj komentarz

  
  

Tags