OBAMA CZY OBAWA (2) – czyli klops ‘po polsku’


Nie wiem, czy Szanowni Czytelnicy pamiętają moje uniesienia i lęki sprzed dwóch lat w artykule w i-polen.at (listopad 2008) pt. ‘OBAMA CZY OBAWA’ tuż przed przejęciem władzy prezydenta Stanów Zjednoczonych, przez Afro-Amerykanina o dosyć skomplikowanym pochodzeniu.

Chodziło mi o to, czy ta postać sprosta zadaniom polityki amerykańskiej, mającej wypisane na swych sztandarach, z jednej strony – hasła bardzo demokratyczne (załóżmy dla uproszczenia – demokratów i socjalistów w przełożeniu na stosunki europejskie wolnego świata), po wielu latach rządów republikańskich, którzy mniej więcej ideologicznie odpowiadają naszym, europejskim strukturom prawicowym. Zgodnie z przewidywaniami wielu sfer politologicznych i medialnych p. prezydent Obama ma dosyć niskie notowania w słupkach badań opinii publicznej w Ameryce, stracił tedy on cały swój ‘charme’, charyzmę ideologa nowych czasów i ducha pierwszego czarnego prezydenta Ameryki, bo demokracja osiągnęła swoje apogeum…. na wiele lat przed jego czasami. Polityka amerykańska oparta na silnej armii jest kontynuacją polityki republikanów, gdyż bez tego do dziś zawaliłaby się cała Ameryka, łącznie z kontrolowanym przez nią w 95 procentach paktem NATO (tzw. północnoatlantyckim). Czyli Stany są niejako zobowiązane demonstrować swą siłę i waleczność na wszystkich frontach świata, mając wielu nieraz problematycznych i bardzo egzotycznych sojuszników (m.in. Polskę panów prezydentów Kwaśniewskiego, ś.p. Kaczyńskiego, a także Komorowskiego).

[smartads]


Cóż, jesteśmy na USA zdani, tak samo jak nie możemy być zdani na Rosję (twór na glinianych ‘ekonomicznych’ nogach, niepewny politycznie, mocno trzymany ‘żelaznymi’ rękami premiera p. Putina). Ostatnie dni przyniosły szereg dowodów na poparcie moich słów. Kilka wizyt mężów stanu w Polsce, a także wizyta prezydenta polskiego w Waszyngtonie są faktami ewidentnymi, nieodwracalnymi i już historycznymi. Po stronie europejskiej dwa lata temu obawialiśmy się do pewnego stopnia rządów p. Obamy, tymczasem nie wniósł on żadnych radykalnych pociągnięć w sferze polityki międzynarodowej, co więcej, czasami sam ma OBAMĘ, a raczej OBAWĘ w sercu w związku z niesłychanie trudną sytuacją w Afganistanie i rozszerzającym się terroryzmem a także manipulacyjkami (na razie) atomowymi Iranu i Korei Południowej. To jest wyzwanie dla Obamy, a nie kwestia ustawienia rakiet balistycznych w Polsce lub Czechach!!! Obama, w obawie zawierania nowych antynatowskich i antyamerykańskich sojuszów zdecydował się na stuprocentową współpracę militarną i wymianę informacji z Rosją. Trochę dziecinne – a to budzi moje obawy – bowiem Rosjanie nic nie zmienili w swoich strategiach wywiadowczych i geopolitycznych, stale je gigantycznie rozbudowują, wobec pro-rosyjsko nastawionego Obamy. Obama, prezydent Stanów Zjednoczonych wie, że ma on jedną, jedyną opcję optymistyczną dla narodu amerykańskiego: gdy zdecydowanie pogorszą się stosunki rosyjsko-chińskie, gdy dziś już kulejąca i rozsypująca się granica chińsko-rosyjska stanie się siedliskiem miliardowych machinacji kilku ‘bogatych facetów’ po obu stronach w miejsce (na niby to Hongkongu 2) wielkiej strefy ekonomicznej, wybuchnie multinarodowy kocioł indyjski, którego zakleić się nie da nijak, rozwinie się konflikt islamu z wieloma innymi sąsiadującymi religiami i cywilizacjami…. oto zadanie dla przywódców XXI wieku oraz roli Ameryki, jako wielkiego MEDIATORA. Tu postać prezydenta Baracka OBAMY pasuje jak ulał i wiedzą to światli Amerykanie u szczytów władzy zarówno demokratów jak i republikanów.
Na szczęście, to nasze bożonarodzeniowo-noworoczne, Amerykanie nie wykazują żadnych tendencji rozłamowych wewnątrz i pomimo trudności gospodarczo-korporacyjnych (o socjalu w naszym, europejskim rozumieniu raczej nie ma sensu pisać, bo każdy ma swoje) dalej wierzą w optymistyczne rozwiązania na kontynencie północno-amerykańskim. Wydaje mi się, że współpraca technologiczno-surowcowa z Kanadą i Meksykiem przyniesie wreszcie rozwiązania socjalne i dalszą integrację ludnościową kontynentu. Byłoby to największe zwycięstwo Obamy i Ameryki, gdyby uczyniono krok w tym kierunku. Na tym tle jawi się coraz bardziej postępująca ignorancja Polski, która, pomimo wczorajszej „petencji” p. Komorowskiego, została zakończona odłożeniem wiz dla Polaków do USA o dalsze dwa, w perspektywie realistycznej -sześć lat. Przyglądam się temu problemowi już od lat ponad czterdziestu i – jak do tej pory – żadna administracja republikańska (ta milsza krajowi) i demokratyczna nie rozwiązała tego bolesnego problemu – teraz już nie politycznego, a czysto cywilizacyjnego. Wiadomo, że dalsza ‘klapa’ na wizach – to ograniczenie fizyczne bytu Polonii za lat dwadzieścia w Chicago i w Nowym Jorku, to będzie znaczyło koniec polskiej kultury w tamtejszych mediach…. cóż za strata, wręcz niepowetowana. Ostrzegam i przestrzegam wszystkich myślących polityków w Polsce:
TĘ SPRAWĘ TRZEBA ZAŁATWIĆ JAK NAJSZYBCIEJ, JUTRO BĘDZIE ZA PÓŹNO.

[smartads]


Przy okazji rozważań nad przyszłością polityki amerykańskiej pana prezydenta OBAMY (oraz stale odradzającej się OBAWY) o losy świata chciałbym zwrócić uwagę na kompletny bezsens i ‘wygłup’ polskiej dyplomacji, ‘kompletnego k(l)opsa’ polskiej racji stanu (wcale nie z winy p. prezydenta Komorowskiego) podczas wczorajszej (08 grudnia 2010) zupełnie nieprzygotowanej konferencji prasowej obu prezydentów w Białym Domu. Kiedy nareszcie nastąpi ten raz, gdy przybędzie do USA polski prezydent z prawdziwego zdarzenia, charyzmatyczny Polak i dyplomata (taki jak np. był p. Paderewski), który nie będzie potrzebował tłumacza(czki)? Prezydent OBAMA (OBAWA), w myśl starego powiedzenia ‘bliższa koszula ciału’, wobec ważnych spraw podatkowych w Stanach, dwukrotnie zignorował polskiego (safandułowato-gajowo-zielonego naszego) i zajął się problemami krajowymi, traktując kolegę ‘prezydenta’ na kanapie jako petenta z dalekiego, a może i ‘niedorozwiniętego’ (NA-TO)k(raju). Potem p. prezydent OBAMA udzielił kolejnego ‘klapsa wizowego’ Polakom, po czym prezydent Komorowski zapowiedział wizytę w Cleveland u pani profesor Siemionow, tej od protezy twarzy, jako tej jedynej pośród Polonii, która popiera PO i stronę prezydencką, gdyż ‘górale’ w (Polish) Chicago trzymali już ciupagi na Bronka w pogotowiu…. gdyby Bronkowi zechciało się do drugiego co do wielkości polskiego miasta. No Bronek.. wara od Chicagowa…bo…. A może pani profesor obiecała ‘gajowemu’ nową twarz ‘myśliwego’? Skończmy z tą paradą niekończących się wpadek dyplomacji, historyjek myśliwskich i palącego wstydu na policzkach.
OBAMA, choć dalej mamy przed nim OBAWY, w konfrontacji z p. Komorowskim wypadł zdecydowanie lepiej wizerunkowo: szkoda tylko, że amerykański prezydent nie dał żadnej szansy ‘gajowemu’, który dalej nim pozostanie. Chyba, że p. Siemionow posiada dodatkowy etat w takim ślicznym, dwudziestopiętrowym budyneczku w Nowym Jorku, zajmowanym przez…… ‘Nu Komorowskij, nepłachoj z tebja achotnik’ (no, Komorowski, niezły z ciebie myśliwy’).
Życzę Szanownym Czytelnikom i Redakcji i-polen.at wraz z moim żądełkiem polityczno-dziennikarskim Wesołych i Zdrowych Świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego 2011 Roku Pańskiego i Politycznego!!!




Andrew BENIGER


pisarz i dziennikarz polonijny
Wiedeń, 09 grudnia 2010// 12:15 LT

  


  
  
  

Komentarze



Dodaj komentarz

  
  

Tags