A więc mamy już z głowy kolejne wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych 2012.

Mamy tedy już prezydenta-elekta, zwycięzcę. Po raz wtóry został nim, urzędujący obecnie, kończący pierwszą kadencję prezydencką prezydent Barack Obama. Gratulacje!!!
Zapewne pamiętacie Państwo Czytelnicy moje dywagacje nt. wyboru prezydenta Baraka Obamy sprzed czterech lat? Człowiek ten bowiem, nie tylko swoją sylwetką, specyficznym – bardzo ujmująco-demokratycznym zachowaniem w ostatnich czterech latach, ba, nawet obnosząc się ciemnym kolorem skóry , mentalnością i afro-azjatyckim sposobem myślenia – z trudem – ale i też stale postępujacym sukcesem – zjednywał sobie poparcie wśród dziesiątek milionów Amerykanów – głównie tych młodszych i niekoniecznie białych. Obama pokazał nam w ostatnich latach wolny, lecz stale postępujacy schyłek republikanów, dawnych wartości uznawanych za amerykański kanon sukcesu jak np. WASP (Biały, Anglosas i Protestant), absolutnie absolwent kilku znanych amerykańskich uniwersytetów, milioner i dobry biznesmen. Tymczasem role się nieco odwróciły, albowiem warunki się zmieniają, przybywa ludzi o orientacji demokratyczno-socjalistycznej i ‘cud czarnoskórego Obamy-prezydenta’ sprzed lat czterech powtórzył się w aktualnej sytuacji politycznej u schyłku – roku 2012 bajecznie łatwo. Obamy w Ameryce nikt się już nie obawia jako ‘Czarnego Piotrusia’. Ba, nawet Baracka własna partia socjalistczna (Demokraci) we wszystkich jej frakcjach i kolorach.. Obama – obawa …. nic takiego, mamy juz cztery lata rządów przydenta Baracka Obamy i dobrze do niego pasującą p. Michelle Obama….. jako Super Pierwszą Damę. Mucha nie siada….. ( myślę, ta mucha przysłowiowo perfekcyjna – nie p. minister sportu rządów Tuskowych).

Czyżbym musiał już zarzucić pomiędzy szpargały własnego magazynku żurnalistycznego ukuty przed równo czterema laty przeze mnie temin: OBAMA CZY OBAWA?
Czyżby jakowaś łyżka dziegciu wisiała nad głowami kapitalnego zwycięstwa demokratów A.D. 2012? Nie skądże znowu – ale…..?

Mamy już tedy podsumowanie pierwszych lat pierwszej kadencji prezydenta-(obecnie elekta) i wiemy wszyscy jak próbować ocenić tę demokratyczną, socjalizującą, niekiedy komunizującą na zachodnioeuropejski trockistowski, pro-maistowski, sposób władzę amerykańskich demokratów. Nie wiem, jakie jest zdanie Państwa Czytelników – ja sądzę, że jedynym i nieodwołalnym hitem była tu w ubiegajacej kadencji wspaniała i prawie politycznie i dyplomatycznie bezbłędna p. Hillary Clinton, b. sekretarz Stanu, żona b. prezydenta USA, Billa Clintona. W sposób jedyny na świecie, ale i bardzo typowy dla małego zaintereowania całego rządu USA polityką zagraniczną – wzięła ona na swoje barki wszystkie sprawy wojenne, międzynarodowe i państwowe. Prezentawała ona USA w sposób znakomity i setkami podróży (prawieże codziennych) podtrzymywała migający niekiedy kaganek, niekiedy nadmiernie rozjarzony feerią świateł amerykańskiej polityki zagranicznej na szerokim świecie.

Dało to asumpt prezydentowi Obamie, by użyć przez prawie cztery, długie lata władzy rządowej, Izby Reprezentantów i Senatu dla wyłącznie spraw wewnętrznych Stanów Zjednoczonych. Pomysł zaiste całkiem trafiony!!!
Ale również i takie amerykańskie sukcesy ery Obamy nie są do pominięcia. Walka z terorryzmem, częściowe uspokojenie Iraku, pewna stablilizacja wojny w Afganistanie, stale czujna pozycja Amerykanów w krajach Bliskiego, Środkowego Wschodu i Afryki Północnej… likwidacja wroga swiata numer 1 – Bin Ladena, coraz bardziej rozległa kontrola ‘dronowo’-satelitarna przestrzeni powietrznej świata przez siły amerykańsko-sojusznicze; powoli odbudowujący się potencjał kosmiczny: NASA, Stratolauncher 351, (USAF)Boeing-x37-B, wiele sukcesów w nauce i stałą kośbę ‘nagród noblowskich’ przez amerykańskich naukowców; oto fakty, które stały się trwałymi i historycznymi wyznacznkami polityki USA ostatnich lat demokratycznego prezydenta.

Patrząc niesłychanie obiektywnie, a mając bardziej konserwatywne spojrzenie na świat wielkiej polityki przyznaję, że prezydent Barack Obama spełnił pokładane w nim nadzieje na pierwszą kadencję i dlatego nie mam żadnych obiekcji, by dać temu popularnemu politykowi szanse na drugi okres legislacyjny amerykańskiej prezydentury.

Co mnie męczy? Prezydent Barack Obama jest produktem amerykańskich uczelni. W okresie jego studiów uniwersyteckich groził upadek tzw. ‘demokracji socjalistycznej’, tedy zaczął korzystać on – i jego kategorie wiekowe – z ogromnych zbiorów socjalizmu niekonicznie sowieckiego. Korzystano przede wszystkim z teorii Trockiego, z nauk Bandy Trojga, zrywu prokomunistycznego Che Guevarry, Fidelianów Castryjskich różnego rodzaju Chavezów i panów Lulów. Teorie tego rodzaju zniszczyły tzw. zdrowe podstawy dawnego tzw. twardego kapitalizmu. Zresztą nie twierdzę w tym miejscu, że kapitalizm jako ustrój społeczny winien był już dawno ‘łyknąć’ nieco odnowy ideologiczno-operacyjnej. Powoli staje się taka kuracja ustrojowa – nieodzowną.
W podsumowaniu chcę dodać, że przyczynami bardziej pośrednimi aktualnej reelekcji Obamy są następujące fakty:
a. zdecydowanie wyższy elektrorat kobiet, Latynosów, ludzi pochodzenia afro-azjatyckiego (czyli elektorat ‘par excellence’ etniczny).
b. wyższy elektorat pośród ludzi młodych i wieku średniego
c. mobilizacja elektoratu biernego z poprzednich wyborów……
d. dobrze, choć zbyt opulentnie przeprowadzona rujnująca kampania prezydencka.

Mając powyższe wzgledy na uwadze poświęcę nieco czasu na drugą część tego artykułu pt. ….MITT …. TO TYLKO MIT.
MIT ROMNEY. Wiązałem nieco większe nadzieje z tym kandydatem. Romney przegrał wybory prezydenckie zupełnie jednoznacznie. Co nie wypaliło u republikanów? Szansę mieli zdecydowanie niższą niż prezydent-elekt Obama….. Historia zaczyna się w miejscu bardziej skomplikowanym aniżeli się nam wydaje. Stany Zjednoczone zaczęły po tzw. okresie ‘bush’yzmu’ tracić zwolennikow partii republikańskiej…. oczywiście, na rzecz demokratów. Ciekawym, choć wcale nie budującym przypadkiem nieprawidłowego rozwoju republikanów okazała sie p. Sahrah Palin b. gubernator Alaski, która nie zawsze jasnymi interesami utraciła poparcie swojej partii. Również niesłychanie trendowy odłam partii republikanskiej, tzw. Tea Party (partia herbaciana) zakopana w najgłębszych dziewiętnastowiecznych tradycjach republikanów nie odniosła planowanego sukcesu mając na uwadze jedno: chcąc wygrać amerykańskie wybory trzeba mieć młode i zdrowe poglądy niezależnie, czy demokratyczne, czy republikańskie.

Tu, gdzie MITT ROMNEY nie jest winien przegranej…. Za trzydzieści lat (tj. w roku 2042) będzie w Stanach Zjednoczonych więcej ludności ‘kolorowej’ niż tzw. ‘białych’. Oznacza to dla republikanów pracę organiczną, absolutnie od podstaw, tak, by usunąć szkodliwe i niedemokratyczne WASP – dnia dzisiejszego. Amerykanie również czekają na większą elastyczność religijną – choć mormon, Mitt Romney nie wykorzystał swojej nietypowej i niestandardowej pozycji w ostatnich wyborach. Raz jeszcze należy dadać, że o charakterystykach, przymiotach, o mocy przebicia i o zwycięstwach wyborczych przesądza wiele elementów – nie zawsze tych sztucznie przyklejonych do podstawy ideologicznej danego stronnictwa politycznego.
Tym razem zawiódł Mitt Romney, wykazując się, niestety, krótkowzrocznością polityczną.

Brakuje mi w polityce republikanów (nieco młodszego jesli łaska) p. senatora Mc Cain’a. Oj, bardzo brakuje. Jak się Stany nie obudzą teraz – następny republikanin może być obrany prezydentem – przy zmiennych losach obu wiodącyh partii USA – dopiero za 20 lat…..w roku 2032!!!!???

Wtedy – mam nadzieję, że wtedy już na Marsie załopoce flaga USA……

W słowie ostatnim o tegoroczych wyborach prezydenckich w USA.
Demokraci biorą górę i nic na to nie wskazuje, by w najbliższch dekadach zaczęły się radykalne zmiany. Mój komentarz nt. demokratów jest brutalny – ale tak Drodzy Czytelnicy – jest naprawdę.

Republikanie potrzebują najgłębszych reform w partii i kierowaniu państwem. Demografia wykańcza (biologicznie) partię konserwatywną. Świat się zmienia i pędzi do przodu. Republikanie przeoczyli swoją szansę dziejową A.D. 2012. Konserwatywna, prawicowa Ameryka to zdrowy kapitalizm, prawidłowa polityka zasobami ludzkimi, spokojna rola gracza numer jeden na arenie światowej….. rownież politycznie i militarnie oraz… kosmicznie.

Z prośbą o Wasze komentarze i przemyślenia oraz życzeniami pomyślności dla Czytelników,

Andrew BENIGER

pisarz i dziennikarz polonijny

napisano dnia 11 listopada 2012 roku // 11:06LT

  


  
  
  

Komentarze



Dodaj komentarz

  
  

Tags