Zapewne przypominają sobie Drodzy Czytelnicy serię moich artykułów związanych z obraniem na stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, pierwszego czarnoskórego mieszkańca-kandydata demokratów – Baracka Obamy. Sam zatytułowałem wtedy moich kilkaset zdań w portalu i.polen: „OBAMA czy OBAWA”.
Oczywiście, pięć lat temu sprawa miała swą głębię w fakcie wyboru czarnoskórego mieszkańca USA, jego osobistą historią kenijskich korzeni i uzyskania wykształcenia z postkolonialnej, postsoekarnowskiej Indonezji, powiązaniach ze światem islamskim, nie nazbyt sforną parantelą i „famułą” kenijską itp. Dziś, z perspektywy czasu, moje ówczesne obawy wobec Obamy wydają mi się karykaturalnie śmieszne. Pięć lat rządzi prezydent Obama, choć zaliczył on kilka „wpadek” w czasie pierwszej czteroletniej kadencji – to nie przekraczały one swoimi implikacjami przygód jego poprzedników na tym najwyższym – jakby nie było – „Stołku Świata”. Zgodnie z wieloletnią tradycją prezydentów Stanów – dopiero druga czteroletnia kadencja, u której progu znalazł się Barack OBAMA rok temu z hakiem (dokładnie 20 stycznia 2013) – będzie on historycznym wyznacznikiem polityki amerykańskiej – nie ma co owijać w bawełnę – pierwszego mocarstwa świata: militarnego i gospodarczego. No, i tego właśnie prezydenta. Jak poucza nas historia Stanów Zjednoczonych pierwszy lub drugi rok drugiej kadencji są momentami historycznych działań Białego Domu. Nie inaczej i teraz w gorącym lipcu i sierpniu 2013. Barack OBAMA odmówił w sposób jednoznaczny spotkania na szczycie Rosja-Stany Zjednoczone. Oznacza to w splątanym bełkocie języka dyplomacji nie o kilka mniej eleganckich posiłków przy suto zastawionym stole – lecz po prostu – zaognienie stosunków na linii Waszyngtom-Moskwa. Przyglądając się z sympatią poczynaniom przezydenta Baracka Obamy – z zadowoleniem stwierdzam, iż wybrał moment jedyny możliwy do pokazania partnerowi militarnemu, ongiś największej potędze atomowej świata, Związkowi Sowieckiemu – uwaga : „ja tu rządzę”.

W tym momencie nie należy zapominać o komunistycznych Chinach, które prowadzą ogromne interesy na wschodzie tego, co zwało się kiedyś Sowietami. Ongiś, Car Wszechrosji erygował uniwersytety na Dalekim Wschodzie, wysyłał swych najlepszych naukowców, nade wszystko geologów (byli wśród nich polscy zełańcy-Sybiracy), by przekonać świat, że Rosja zawładnęła 80 procentami skarbów Tablicy Mendelejeva… nawet jeszcze tych niezbadanych i nieodkrytych. Dziś wygląda to inaczej – przede wszystkim wobec polityki światowej prezydenta Obamy.

1.) W walce o wpływy na Dalekim Wschodzie Chiny Ludowe dziennie posyłają zielonymi ‘pullmannami’ do 3000 ludzi pochodzenia chińskiego na terytorium Rosji. Same Chiny nie kwapią się z „zapchaniem tych stale głodnych gardeł”, rząd Rosji przyjmuje siłę roboczą (bardzo tanią ale i tak o czterokrotnie droższą niz w Chinach), każe im się żenić z Rosjankami lub przedstawicielkami narodów azjatyckiej części Rosji, pozwala im posiadać gromadkę własnych dzieci – „skol’ka ugodna” i … to bez zezwolenia na piśmie (jak w ChRL). W ten sposób powstaje Rosyjskie lub Amerykańskie Państwo Środka. Czy wejdzie ono pod administrację rosyjską, chińską czy amerykańsko-japońską przekonamy się za lat 20. Ja chyba już raczej…. no kto to wie….?

2.) Eksplozywnie wypełnia się vacuum poradzieckie na Dalekim Wschodzie. W Chabarowsku już od dwóch, trzech lat można chodzić na uniwersytet z wykładowym chińskim i angielskim. Uwaga!!! Nie do wiary… angielski i pop kulturę znają wszyscy. Z czego język angielski na dość wysokim poziomie. Oby wszyscy chcieli się tak uczyć matematyki i rosyjskiego jak piosenek „The Beatles”…..

3.) Po tym wprowadzeniu przejdźmy do spraw wojny i pokoju. Od chwili rozpoczęcia pierwszego okresu prezydentury Obamy znacznie zaczęły się pogarszać stosunki amerykańsko-rosyjskie. Nie chodzi tu już o poszczególne potyczki na szczeblach dyplomacji i polityki w zakresie kompletnej różnicy poglądów – lecz co gorsza – zaczęły sie masowo pojawiać prowokacje militarne. Za tymi – do prawdziwej, „gorącej” wojny – to już tylko jeden krok.

4.) Z tych też powodów prezydent Obama „zerwał” szczyt amerykańsko-rosyjski, pod pretekstem szpiega Edwarda Snowdena, podkreślając jednocześnie swą obecność (zupełnie formalną) na Szczycie Państw G20 w Sankt Petersburgu w dniach 5 i 6 wrzesnia br.

5.) Gospodarka światowa w dalszym ciągu narażona jest na ciężkie turbulencje. Wydaje mi się, że USA powoli jako pierwsze wychodzą z kryzysu, a jak to wiemy z historii wojen, że ta gospodarka wygrywa, która produkuje sporo broni, prowadzi wojny i jak to robili prawie wszyscy prezydenci USA – ładuje grube setki miliardów w badania kosmiczne. Wobec zaistniałej sytuacji lot na Marsa „made in USA” wydaje mi się możliwy do realizacji ok. 2032 roku.

6.) Programy kosmiczne Francji i Wielkiej Brytanii uzależnione są od skromnych środków inwestowanych na te cele w tych krajach. Chiny i Rosja bardzo by może chciały – lecz w obecnych czasach odczuwa się gigantyczny brak środków na inwestycje ‘how how’ w przestrzeni kosmicznej.

7.) Ważnym ‘memento mori’ dla gospodarek Rosji i Chin są emeryci czyli ludzie starzy. Za 12 lat będzie w Chinach 700 milionów pań i panów emerytów. Wtedy padnie cały system chiński, bo Szanowni Państwo emeryci wyciągną łyżki i miseczki po ‘po codzienną rację ryżu’, której juz nie będzie dla dzieci i ludzi wieku średniego. Co wtedy? Powrót do „Reguły Spartańskiej”? Myk, myk….myk…myk na skałę i lot na ziemię bez spadochronu?
Nędza w Rosji – już obecnie pełnej ludzi wieku starczego – głód i ubóstwo już, już sięgają Moskwy i Sankt Petersburga. I tam też nie mają co jeść… a car, dla zabawy, „tawariszcz’ imperator Putin” testuje seksualnie coraz to nowe mistrzynie sportu i raczej relaksowo batyskafy ‘marynarki wycieczkowo-rozrywkowej’?

8.) Sytuacja społeczna w Rosji i w Chinach napręża się od czasu do czasu. Następne dwa lata będą wielkim wyzwaniem dla Obamy, który w myśl zasady ‘jutro będzie lepiej’ ma relatywnie dobre stosunki z Rosją i Chinami, koncentrując się na problemie „wojny z terroryzmem”.
Ogólnie sytuacja jest paskudna i nie do pozazdroszczenia prezydentowi Obamie. Niestety, trend jest jeden – idzie ku konfrontacji.

Prezydent Obama doskonale o tym wie, iż największym szczęściem od Władz Niebiańskich było ułożenie Stanów Zjeddnoczonych na kontynecie północno-amerykańskim. Tablica Mendelejeva w Kanadzie i „masowa produkcja dzieci” w Meksyku – na dobrych 150-latek są i będą gwarantami przetrwania tego wielkiego tworu politycznego. Co prawda nikt z nas już przy ty szczęsnym zdarzeniu nie będzie – ale sprawy idą bardzo zdecydowanie ku Erze Cywilizacji Północno-Amerykańskiej pod kierownictwem tego – co dziś nazywamy Stanami Zjednoczonymi Ameryki Północnej. Liczę na spójność geograficzno-polityczną tego kontynentu za około 15 lat…. „Tempus fugit” (czas ucieka, bieży. łac.) – panie prezydencie Obama… i jego następcy; absolutnie mało w tej chwili ważne czy republikanie czy demokraci, a nawet ‘Herbatka Bostońska”. Ameryka, w skrócie USA, jest boskim krajem potrafiącym się dobrze dopasować do zmian na karcie świata….
Będziemy uczyli nasze dzieci w szkołach amerykańskich o zjawisku cywilizacyjnym zwanym „polikulturyzm bazy judeo-chrześcijańskiej w demokaracji….

Wracając do drugiej części tytułu, obawiam się, że wiatr ze wschodu może zmiatać resztki tego, co nazywamy dziś cywilizacją judeo-chrześcijańską. Nie znalazla ona oparcia bowiem w żadnej z dalekich kultur, mimo tego, że to właśnie ona podźwignęła nasz świat, a przede wszystkim Europę w wiekach poprzednich.

Pisząc dziś o tak ważnych i ciekawych sprawach nie chciałem dawać pola popisu dla „POPISU”. Analizując sytuację geopolityczną i gospodarczą naszego kraju dochodzę dziś znowu do przemożnego wniosku, iż tak MAŁY KRAJ (jakim jest Polska) zaczyna WIELKĄ POLITYKĘ od porządków swoich sprawch domowych. C’est la vie!!!

Oj, coś brakuje mi dzisiaj zwykłego optymizmu…

Pozdrawiam wszystkich tchnieniem u(za)pału twórczego, oby nie politycznego.

Andrew BENIGER

pisarz i dziennikarz polonijny
Wiedeń, Austria

pisano: dnia 12 sierpnia 2013//11:12 LT

  


  
  
  

Komentarze



Dodaj komentarz

  
  

Tags