aa_07_26.jpg
Nasze życie składa się z ciągłego splotu nieprzewidywalnych przez świadomość okoliczności. Jeżeli jednak zaufamy intuicji, to ona, niczym przewodnik, przeprowadzi nas przez meandry egzystencji, pokazując najlepszą dla nas drogę. Dzisiejszego wieczoru, wędrując piękną okolicą nad starym kanałem Dunaju, zawędrowałam w mały zaułek na Ingen – Houszgasse, gdzie mieści się piwnica “Takt”.

“Piwniczne” wnętrze przekształciło się tym razem w “salon sztuk niezależnych” i otwarło swoje podwoje, zapraszając wszystkich przybyłych gości na wernisaż. Uroczystego otwarcia dokonali sami “sprawcy” sobotniej wystawy, czyli założyciele Teatru AA Vademecum: “Tworzą go artyści zajmujący się sztuką w sposób nieprofesjonalny, którzy poprzez inne techniki artystyczne (malarstwo, grafika, fotografia), szukają nowych możliwości porozumiewania się. Wychodząc poza granice komunikacji werbalnej integrują sztukę polską i austriacką.” Aktorzy, stosując sprawdzone sztuczki Melpomeny sięgające swymi korzeniami do średniowiecznych teatrów jarmarcznych, podziękowali gorąco sponsorom za wikt i napitkę, by w następnych słowach przywitać serdecznie wszystkich zgromadzonych.
Na scenę została wywołana Victoria Benesch, odpowiedzialna za oprawę muzyczną wieczoru. Z głośników popłynęły znane przeboje bluesowe i soulowe m.in. A. Franklin w opracowaniu artystki.
Ceglane ściany, oświetlone przez dziesiątki drżących herbacianych świeczek, pokryły obrazy, grafiki i fotografie. Kopie dawnych mistrzów wyszły spod pędzla Witka Michałowskiego, wg którego “sztuka ma być piękna”. Danuta Drążyk przedstawiła dwa obrazy, na których ruch starała się zamknąć w zielonych końskich grzywach i fałdach czerwonej sukni tancerki flamenco. O sobie napisała: “pasja czyni z nas artystów”. Halina Graser m. in. za pomocą kolorowej kredy sportretowała małą dziewczynkę z otwartą buzią, poprzez której usta być może chciała rzec takie słowa: “nie mówmy zbyt wiele o sztuce, ona mówi za siebie”. Przypięty uśmiech agrafkami, grzeczne, uczesane myśli, wyuczone gesty, poprawne międzyludzkie relacje, wymuszone dialogi, a może: “cokolwiek powie się ludziom o sobie, powie się zawsze za dużo” – to motto łączące trzy prace Wojtka Czerniaka. Alicja Talmacs – Soszyńska poprzez czarno – białe grafiki “przywoływała, kreowała, tworzyła formy, materializowała wizję” – trwała w splątaniach, w zagmatwaniach, w popękanych strukturach, w “Przedświcie” splatała w węzły źdźbła traw. W kolorowych fotografiach Martin Mauerbock za pomocą “światła” uchwycił formy architektoniczne i przetransponował je poprzez spojrzenie obiektywu na trwały nośnik – papier. Cztery narożniki, cztery zdjęcia synchronizujące ze sobą po skosie, próba zagrania z odbiorcą w skojarzeniowe “kółko i krzyżyk”. “Malować” – czasownik czyli słowo, które określa czynność niedokonaną. Czy to znaczy, że za każdym razem w mózgu widza tworzy się obraz powstały w zamyśle fotografa. Składa się z poszczególnych pikseli mozaiki, układa z puzzli fraktali samego siebie, wychodzi w przestrzeń niby płaskorzeźba, drwiąc z naszego wąskiego pasma odbioru wizji, by powrócić w swoją negację. To wszystko, co jest zawieszone w czasie teraźniejszym, to wszystko, co dzieje się teraz zostało “zatrzymane” w czterech “odsłonach” lub może “przesłonach migawki” tego samego tematu na fotografiach Danuty Butler.
Zamykając taktownie drzwi piwnicy “Takt”, zamknęłam kolejną stronę vademecum ludzkiego losu. Zostawiłam za nimi ludzi, którzy w życiu znaleźli swego przewodnika – sztukę. To właśnie pasja tworzenia pomaga im na nowo odnajdywać, wyrażać i dzielić się sobą z innymi. (cytaty w tekście pochodzą z zaproszenia na wernisaż)
Dla ipolen.at

Gata Göttel

foto www.polonia-nova.com

  


  
  
  

Komentarze



Dodaj komentarz

  
  

Tags