polonia

Polonii w Wiedniu niemało. Jedni mogą pochwalić się całymi pokoleniami żyjącymi w austriackiej stolicy, inni dopiero zaczynają swoje życie na obczyźnie. Jedni wyjechali za chlebem, inni za lepszą edukacją, jeszcze inni z miłości. I powodów można by wymieniać tysiące. Nieustannie zadziwia mnie nastawienie części owej emigracji, z którego jasno wynika: Polska to kraina mlekiem i miodem płynąca, ludziom żyje się dostatnio, a krajem jesteśmy tak chrześcijańskim, przepraszam – katolickim – że możemy nawracać samego papieża.

Nadziwić się nie mogę. Czemu? Ano temu, ze ci którzy głoszą peany pochwalne na rzecz opuszczonej ojczyzny za nic ruszyć się ze swojego ciepłego austriackiego gniazdka nie chcą. Nawet za cenę tego, że – jak wieszcza – mogą na tym „zgniłym” zachodzie, zepsuć się moralnie do cna. Przecież nikt nie broni im „żyć skromniej, ale godniej”. (autentyk z dyskusji o problemie tu opisanym). Co pokazuje jeszcze jedną stronę medalu – tu można zostać zepsutym, ale my jesteśmy lepsi wiec zostaniemy.

Kiedy zgodnie z przeświadczeniem mówię, ze większość młodych ludzi poszuka szczęścia zagranicą, słyszę w odpowiedzi: „nie cytuj gazet”. Nie cytuję, moja klasa liczyła około 30 osób. Co najmniej 4 osoby są w Irlandii, kolejne 3 w Wielkiej Brytanii, jedna w Austrii, jedna w Holandii, kolejna w Stanach… wymieniać dalej? To nie dane z gazet, tylko z życia. Ludzie, którzy uciekali przed komunistycznym reżimem chcą wierzyć, ze Polska jest teraz rajem. Ich dzieci maja pozytywny obraz znanej tylko z wakacji u dziadków Polski. Jestem na tyle młoda, by roku ´89 nie pamiętać, ale rok 2006 pamiętam doskonale. Ludzie przerwali studia i wyjeżdżali. Nie wrócił nikt. Jedna osoba próbowała – niestety w Polsce na rynku pracy czekało ja solidne – pomimo świetnego wyksztalcenia i dobrej praktyki – rozczarowanie – i od kilku lat ponownie urządza się w Irlandii.

Raju nie ma i – na tej Ziemi – nie będzie. Tylko skąd ta hipokryzja? Dlaczego nie przyznać, ze dobrze nam tu i nigdzie się nie wybieramy, tylko nieustannie wytwarzać sobie mit „Wielkiej Polski”? Nikt nikogo tu na siłę nie trzyma. Jeśli ludzie nie mieli wyboru i wyjechać musieli, to również świadczy o tym, ze ten „polski raj” można spotkać co najwyżej w romantycznej literaturze. W życiu podejmujemy wybory i niesiemy ich konsekwencje.

Nie, nie wszystko mi się tu podoba. Mam wiele zastrzeżeń, ale nie łudzę się, ze w Polsce byłoby mi lepiej. Nie byłoby ani w Polsce, ani nigdzie indziej. Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.

***

Nie tak dawno, bo kilka dni temu czytałam reportaż o pracy ratowników medycznych w Warszawie. Praca trudna, wymagająca, ratująca życie. Zmuszani do zakładania własnej działalności gospodarczej, niedocenieni, zarobki netto – ok. 600 €. O czym marzą? O pracy na jeden etat, by utrzymać rodzinę, nie jak w tej chwili – na kilka. Ceny w Polsce niewiele różnią się (może poza usługami) od tych w Wiedniu. Inaczej wyobrażam sobie raj.

***

Jedna z polonijnych grup na którymś z portali społecznościowych:
„Pozdrawiam wszystkich Polaków i katolików”
Pytanie: „a jak ktoś nie jest katolikiem?”
Odpowiedz: „Niech wyp***dala”
Przecieram oczy ze zdziwienia. Mniej więcej tak definiuje zgniliznę moralną. Nie wiem czy przyczynił się do niej zachód czy raczej skrajny polski nacjonalizm, dla własnego bezpieczeństwa opuszczam grupę.
Nie jesteśmy zobowiązani wychwalać Austrie pod niebiosa, ale tez nikt nas tu ani nie zapraszał, ani siłą nie trzyma. Polski raj czeka.

Autorka znana redakcji.

  


  
  
  

Komentarze



Dodaj komentarz

  
  

Tags