TUTKA (Tu-154M) – NAPRAWDĘ PO RAZ OSTATNI


Mam tę wewnętrzną satysfakcję, że miałem czelność ironicznie, często złośliwie lub też nawet głęboko cynicznie pisać w latach dawno juz ubiegłych o polskim samolocie prezydencko-rządowym (nazwijmy w skrócie polskich VIP-ów) typu Tu-154M (Tupolev- produkt b. Związku Sowieckiego) – zupełnie ekskluzywnie dla magazynu spoleczno-kulturanego ipolen.at, dla naszych rodaków nie tylko w Austrii ale i na szerokim świecie.
Można by śmialo tedy powiedzieć, że mamy do czynienia w tym przypadku z tzw. lotnictwem państwowym. Aliści takie określenie prawne nie nie jest prawdą – ponieważ lotnictwo państwowe nie może być lotnictwem wojskowym, gdzie wykonuje się rozkazy, a nie wykonuje się zawodu lotniczego kapitana, pierwszego oficera, inżyniera pokładowego na podstawie ważnej licencji na określony typ i model samolotu, na określoną trasę według wszelkich prawideł międzynarodowego prawa lotniczego lub też wykładni prawa lotnictwa cywilnego według Międzynarodowej Organizacji Lotnictwa Cywilnego ICAO w Montrealu. Odejście od ww. przepisów jest naruszeniem karalnym wobec ludzi wykonujących zawód pilota i podmiotu prawnego, jakim jest państwo (w tym przypadku: Państwo Polskie). Naruszenie prawa lotniczego w języku naszym, codziennym (ale nie polskich polityków ani dziennikarzy w kraju) nazywa się ‘ciupa’ dla pilota latającego bez ważnej licencji i bardzo słona kara finansowa dla państwa i operatora samolotu (czyli np. linii lotniczej). Licencje lotnicze na wykonywanie lotów poszczególnym typem samolotu jest ograniczone limitem czasowym lub jest dożywotnie.

O sytuacji w polskim lotnictwie państwowym i 36 Pułku Lotnictwa Specjalnego (przewóz HEAD, najważniejszych osób w państwie) wiedzieli znakomicie wszyscy, od śp. prezydenta Lecha Kaczynskiego, wszystkich bez wyjątku ofiar katastrofy pod Smoleńskiem, wszystkim żyjących premierów, ministrów, posłów i senatorów, na inteligentnych dziennikarzach polskich mediów kończąc. Po co ta idiotyczna zabawa z uczuciami rodzin katastrofy tej i trzech innych, wielkich, poprzednich, gdzie zginęli wszyscy na pokładach (CASA 295M, 23 ofiary śmiertelne, samolot wojskowy trasportowy, Mierosławiec 2009, PL, Ił 62-‘Kopernik, 90 ofiar smiertelnych, SP-LAA rej. państwowa i międzynarodwa 1970, Warszawa Okęcie, PL oraz Ił 62 ‘Kościuszko’ 187 ofiar śmiertelnych, SP-LBG, rej. państwowa i międzynarodowa 1987, przedproże pasa startowego Warszawa-Okęcie – Lasy Kabackie, Warszawa, PL). Nie ma się co czarować: polskie lotnictwo było, jest i będzie długo jeszcze ukazywane jako bardzo niebezpieczne. Przycznami katastrof dużych maszyn PLL LOT typu Ił – 62 były poważne, nieodwracalne usterki techniczne turbin, które doprowadziły do dwóch polskich lotniczych hekatomb. W przypadku LOT-u piloci nie byli winni lecz bardzo słaby jakościowo sprzęt sowiecki, który, Bogiem a prawdą, nie winien być eksploatowany na trasach transatlantyckich. Biuro konstukcyjne Iljuszyna, ‘wypracowało’ model Ił 62 na podstawie ‘skradzionych’ planów brytyjskich, wspaniałych i małoawaryjnych Vickers/Viscount VC-10. Gdyby nie to, że owe VC-10, a także inne tej epoki: Boeing707, Boeing 727 czy DC-8-63 nie pożerałyby tak agresywnie paliwa – latałaby by one zapewne do końca lat 80-tych lub nawet dłużej, ubiegłego wieku.

[smartads] Komu w mediach zależy na notorycznym okłamywania widzów, czytelników i odbiorców mediów? Oto jest pytanie, a nie szkodliwe, bezrozumne dywagacje setek, a może tysięcy dziennikarzy, głównie polskich, rozprawiajacych głośno, o wiele za głośno o sprawach, na których się zupełnie nie znają. To jest tak, jak by dać umysłowo chorym, w zakładzie zamkniętym, prawdziwe czołgi – do zabawy na środku miasta.

Wniosek: ukarać więzieniem wszystkich żyjących, którzy znali smutną prawdę o polskim lotnictwie państwowym.

Równie źle jest w wojskowym, a może nawet jeszcze gorzej; źle było też w PLL LOT. Nie wiem jak jest teraz u polskiego przewoźnika narodowego ‘LOT’, wiem, że wprowadzono do eksploatacji, w międzyczasie, już przestarzały po zmianach 1989 roku sprzęt zachodni, ale i tam sytuacja ze względu na kryzys finansowy państwa jest skromna, by nie powiedzieć, że skrajnie uboga. Słowem głęboki kryzys w lotnictwie tzw. państwowym, wojskowym i cywilnym. Oczwiście, karanie nikomu nic nie przyniesie, a wręcz odwrotnie – zepsuje i spolaryzuje sytuację w kraju. Po co? I tak kraj rozdarty jest nieumiejętnie prowadzoną polityką wewnętrzną i zewnętrzną. Calamitatis regnum – zawsze to powtarzam – katastrofalne rządzenie, a jeszcze gorsze wykonawstwo!!!

Jedyne, co zrobić trzeba już dziś – zamknąć na ‘cztery spusty’ lotnictwo tzw. państwowe, wycofać 36. Pułk Lotnictwa Transportowego z przewozu VIP-ów i wydać dziś po południu (jeszcze) kilkaset milionów dolarów na tzw. ‘Jets Excecutive – for VIPs’. Owszem, zrobić to można. Nigdy nie służyłem w Polskim Lotnictwie Wojskowym, w międzyczasie w Siłach Powietrznych – nie mogę udzielić żadnej rady poza tą, że trzeba miliardowo-dolarowego ‘zastrzyku finansowego’ – także jeszcze dzisiaj, a że tego nie ma…. no, to niech sobie radzą ‘mądre głowy ekonomii k(r)aju’ – bezpieniężnie. Rokowania marne…. Kolejnego szefa LOT-u radziłbym przepytać publicznie, co i kiedy, bo ‘Dreamliner’y’ (Boeing 787-100) nadlecą, a latać nie będzie dokąd, bo firma jako taka – przestanie istnieć – …. oczywiście, z braku finansów. Czyli, innymi słowy, kolejna lotnicza klapa w III RP.

Dygresja – ku pokrzepieniu serc….
W dawnych czasach, kiedy panujące nam jaśnie, do dzisiejszego dnia dwie monarchinie europejskie zechciały odwiedzać poddanych na antypodach i innych odległych zakątkach Matki Ziemi – działy się rzeczy dla nas dziwne i napawające strachem…. Cóż robiono wtedy? Nie kupowano specjalnej floty powietrzej na ten zbożny cel. Królowe, czy to brytyjska, czy to holenderska odbywały swe wielkie podróże zwykłymi samolotami liniowymi – tyle, że w pierwszej klasie – i tylko tyle i aż tyle. A ‘poddani Korony’ swietnie wiedzieli i wiedzieli na czym przylatują Ich Majestaty – i nikomu, nigdy włos z głowy nie spadł. Ażem sam, jak najbardziej bywał przy takich podróżach, choć – wierzcie mi – wszyscy wiedzieli tę prawdę, żem na socjalistycznej ziemi zrodzon. Jakoś nikomo nie przyszło do głowy robić ‘osłonę kontrwywiadowczą’, gdy trzy rzędy za Jej Majestatem, w klasie ekonomicznej, ‘infanty’ robiły w pieluchy, ze aż miło. Ba, na dodatek, podczas podróży (sorry, chciałem powiedzieć ‘osłony kontrwywiadowczej’), Jej Majestat osobiście ściskał dlonie setek zwykłych ‘poddanych’ emigrantów, roboli, biedaków i sierotek, niekoniecznie Maryś. Może w kraju nad Wisłą i Odrą (jeszcze Łużycką) dojdziemy do podobnego statusu –……. tylko nie wybierajcie p. L. Wałęsy na króla, ani tymbardziej żadnego z jego czcigodnych potomków….

Oto, tych parę moich zdań, tym razem nie jako dziennikarza polonijnego i (bajko)pisarza, a prawdziwego faceta, za którego plecami jaśnieją jeszcze staropatynowym zlotem dystynkcje kilku europejskich i pozaeuropejskich linii lotniczych, a w kufrze żółcieją ze starości prawdziwe licencje na poszczególne typy samolotów zdobne w korony – te królewskie….

Zróbcie raz coś po królewsku – w Polsce i pokażcie, że Polskę stać na porządne lotnictwo i rządzenie krajem. Inaczej… cześć koledzy, jak powiedział to do mikrofonu w ostatnim ułamku sekundy znany polski pilot za sterami IŁ-62 dnia 07 maja 1987 roku nad Lasami Kabackimi…

Andrew BENIGER
dziennikarz i pisarz polonijny
pisane, dnia 2. sierpnia 2011 roku.

  


  
  
  

Komentarze



Dodaj komentarz

  
  

Tags