rozmaitosci2.jpg

Przeglad wybranych i aktualnych informacji dla Polonii

POLITYKA

Zakazać Marszu Niepodległości

Kolejny raz uczestnicy Marszu Niepodległości (tzw. środowiska narodowe) wywołali w stolicy burdy. I kolejny raz winą obarczają wszystkich, tylko nie siebie. Może już czas by im powiedzieć – następnego marszu nie będzie.
Święte prawo demokracji, że każdy ma prawo do głoszenia poglądów i do zgromadzeń, posiada jednak ograniczenia. Podstawowe wynika z ustawy, a konkretnie z art. 8 punkt 2, który mówi, że właściwy organ może zakazać zgromadzenia publicznego, jeżeli jego odbycie „może zagrażać życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach”. Władze Warszawy mając doświadczenia z poprzednich występów narodowców w stolicy z okazji 11 listopada, mogły skorzystać z tego zapisu i odmówić zgody na przemarsz. Zgodziły się, być może, ufając w zapewnienia organizatorów, że sami dopilnują porządku. Nie dopilnowali.
Po raz kolejny narodowcy używają podobnych argumentów: to nie nasi ludzie podpalali i wdawali się w bijatyki, policja była nieudolna, pojawili się prowokatorzy, prawdopodobnie policjanci przebrani za bandytów. Panowie patrioci! Organizator, czy tego chce, czy nie, bierze odpowiedzialność za wszystkich uczestników zgromadzenia. Chuligani (bandyci?) brali udział w marszu, oddalali się, by napaść na squoty, podpalić tęczę na pl. Zbawiciela, czy spalić budkę strażniczą na terenie ambasady rosyjskiej, po czym wracali do szeregu. Byli wasi, czy ich – to nie ma znaczenia.
Policja dała sobie radę. Kiedy władze stolicy rozwiązały marsz, funkcjonariusze w miarę sprawnie uniemożliwili jego kontynuację. Nie jest prawdą, że policjanci nie powinni dopuścić do przemieszczenia się manifestantów na teren Agrykoli. Tam odbywało się drugie zgromadzenie z osobnym pozwoleniem – tego magistrat nie rozwiązał. Rzecz jasna, będą trwały dyskusje, czy policja dała plamę, nie reagując w porę na atak bandziorów na dwa squoty, albo nie zabezpieczając ambasady, ale kiedy ma się do czynienia z przemieszczającym się kilkudziesięciotysięcznym tłumem trudno nad wszystkim zapanować.
O skuteczności organów porządkowych przekonamy się (albo nie) niebawem. Zatrzymano ponad 70 osób, są podejrzane o podpalenia, awantury i czynną napaść na funkcjonariuszy. Ile z nich stanie przed sądem i ile będzie ukaranych – to dopiero pokaże, czy policja potrafiła właściwie zebrać dowody w dynamicznej akcji. Parę razy w podobnych zdarzeniach, niestety, zawiodła. Konsekwencje prawne powinni ponieść nie tylko chuligani, ale i organizatorzy. To oni zgodnie z ustawą odpowiadają za straty materialne spowodowane przez uczestników zgromadzenia.
Jedno wydaje się pewne. Za rok 11 listopada środowiska ONR, Ruchu Narodowego i innych podobnych organizacji świętować (w swoisty dla siebie sposób) w stolicy już nie powinni. Miarka już się przebrała. To, że ktoś krzyczy: nie jestem faszystą, nie znaczy, że nim nie jest. To, że ktoś krzyczy: wszyscy winni, ale nie ja, nie daje mu ani wiarygodnego alibi, ani glejtu bezkarności. Demokracja nie może stanowić parawanu dla dzikich zachowań, po których Warszawa przypomina pole po stoczonej bitwie.

/Polityka/

GOSPODARKA


W handlu zagranicznym znów mamy nadwyżkę. We wrześniu było to 673 mln euro. Eksport ciągnie polską gospodarkę.

Według NBP wartość polskiego eksportu towarów wyniosła we wrześniu niemal 13,9 mld euro i była wyższa o 8,1 proc. niż we wrześniu 2012 r. Wartość importu sięgnęła 13,2 mld euro i była wyższa niż rok wcześniej o 3,2 proc. To dane lepsze od oczekiwań analityków. Nadwyżka w handlu zagranicznym sięgnęła 673 mln euro.

W sierpniu mieliśmy 246 mln euro nadwyżki. Wtedy jednak import był na minusie, co nieco zwarzyło humory ekonomistów. Tłumaczyli, że ludzie nie bardzo mają z czym poszaleć, bo nasze dochody “przysiadły” na przełomie 2012 i 2013 roku, wydawaliśmy więc tylko na podstawowe potrzeby. Co więcej, firmy w niepewności nie budowały zapasów surowców i półproduktów. No i nie inwestowały, czyli nie kupowały z zagranicy maszyn i urządzeń. Import we wrześniu był wyższy niż rok wcześniej

– Utrzymywanie się nadwyżki handlowej potwierdza, że głównym motorem wzrostu polskiej gospodarki jest eksport. Dane o imporcie także okazały się lepsze od oczekiwań, co może sygnalizować, że popyt konsumpcyjny i inwestycyjny się odbija. W najbliższych miesiącach nadwyżka w handlu powinna się utrzymać – tak wtorkowe dane skomentowała dla agencji Reuters Agnieszka Decewicz, ekonomistka Banku Zachodniego WBK. – Ogólnie rzecz biorąc, dane te wpisują się w scenariusz stopniowego ożywienia gospodarczego. Spodziewamy się, że w trzecim kwartale polska gospodarka wzrosła w tempie 1,8 proc. – dodała.
/GW/

Cezary Kowanda

Polska: kraj chudych portfeli i dziurawych kieszeni

Wiedza ekonomiczna i zarządzanie własnymi pieniędzmi – to ciągle pięta achillesowa większości z nas. Jeśli już odkładamy na przyszłość, ufamy co najwyżej bankom i… skarpecie. W skutecznym pomnażaniu naszych środków przede wszystkim przeszkadza nam nieznajomość finansowego abecadła. Ostatnio jednak przechodzimy przyspieszoną edukację, a w lepszym dysponowaniu pieniędzmi zaczynają pomagać nam instytucje finansowe
Czy potrafimy mądrze oszczędzać? Czy nasza wiedza ekonomiczna jest wystarczająca? Czy jesteśmy gotowi systematycznie odkładać pieniądze na starość? Niestety, na te pytania w Polsce ciągle odpowiedzi są negatywne. Według tegorocznego raportu OECD pod względem oszczędności gospodarstw domowych pozostajemy w tyle nie tylko za krajami strefy euro, ale także za Czechami, Węgrami czy Słowacją.

– Badania pokazują, że tylko co trzeci Polak gromadzi oszczędności. Co więcej, zwykle na czarną godzinę mamy odłożoną najwyżej równowartość jednej pensji. Nie dziwi zatem, że ponad 50 proc. wszystkich depozytów bankowych jest w rękach zaledwie 6 proc. społeczeństwa – powiedziała Małgorzata Góra-Dubiela, prezes Union Investment TFI, podczas debaty „Między wydawaniem a odkładaniem, czyli oszczędzanie i inwestowanie po polsku”, która odbyła się 23 października w siedzibie POLITYKI. Dyskutanci przyglądali się naszej skłonności do pomnażania pieniędzy oraz próbowali wskazać przyczyny niskiej stopy oszczędności i zaproponować środki zaradcze.
Temat dyskusji jest o tyle ważny, że kwestie finansowe stają się coraz bardziej palącym problemem w codziennym życiu Polaków. Różne wyliczenia pokazują bowiem, że jeśli sami się o siebie nie zatroszczymy, nasze emerytury będą nad wyraz skromne. Z drugiej strony dajemy się łatwo złapać w pułapki. Przykład? Piramida finansowa Amber Gold. Jak to więc jest z naszą umiejętnością oszczędzania?
– Ewolucja tak nas skonstruowała, że chcemy mieć nagrodę tu i teraz, a przecież jeśli odkładamy pieniądze, to na potencjalne korzyści z nich musimy poczekać – powiedział prof. Tomasz Zaleśkiewicz, kierownik Katedry Psychologii Ekonomicznej i Centrum Badań nad Zachowaniami Ekonomicznymi w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej we Wrocławiu.
Od 1989 r. nasze pensje zwiększyły się kilkukrotnie. Jednocześnie wzrosły nasze aspiracje. Chcemy mieć droższe samochody i większe domy. W rezultacie w naszej kieszeni zostaje tyle samo pieniędzy, ile w niej było przy niższych zarobkach. – Im więcej zarabiamy, tym więcej wydajemy. Z psychologicznego punktu widzenia nieprawdziwa jest więc teoria, że jeśli ludzie mają więcej pieniędzy, to mogą więcej odkładać i będą to robić– dodał Zaleśkiewicz.
Dużo większą rolę w naszej niechęci do akumulacji kapitału odgrywa jednak brak podstawowej wiedzy ekonomicznej. – Zgodnie z najnowszymi badaniami Narodowego Banku Polskiego tylko 4 proc. Polaków wykazuje się wysokimi kompetencjami ekonomicznymi, a 72 proc. ma znaczne braki w podstawowej wiedzy na ten temat. Nie wiemy, co to jest Bankowy Fundusz Gwarancyjny, Komisja Nadzoru Finansowego, a NBP mylimy z PKO BP – zauważyła Katarzyna Zajdel-Kurowska, członek zarządu NBP.
W dużym stopniu przyczyn niezaradności finansowej należy szukać w edukacji szkolnej. Te same badania pokazują, że aż 51 proc. Polaków ma problemy z wyliczaniem procentów, a wielu nie potrafi wręcz podzielić tysiąca przez pięć. Pewnie właśnie dlatego złote góry obiecywane przez parabanki tak rozpalają wyobraźnię ich klientów. W końcu niewielu z nich pyta, czy osiągnięcie takich zysków jest realne i z jakim ryzykiem trzeba się liczyć.
Cena niewiedzy
Ostatnio jednak w naszych portfelach coś drgnęło. Od pewnego czasu oszczędności przybywa, lecz nie zmienia się sposób, w jaki gromadzimy środki. Przede wszystkim to depozyty bankowe (lokaty, rachunki bieżące i oszczędnościowe). Drugie miejsce wciąż należy do gotówki. Niecałe 10 proc. oszczędności jest ulokowanych w funduszach inwestycyjnych, zaś w akcjach tylko 6 proc. – Oszczędzamy, ale nie inwestujemy – podsumowała krótko Katarzyna Zajdel-Kurowska.
Niechęć do sięgania do własnej kieszeni, nawet jeśli w realnej perspektywie można na tym zarobić, mają też przedsiębiorcy. Często wolą zarobione pieniądze odłożyć na wszelki wypadek, niż finansować z nich rozwój swojej firmy. – To błąd, a przedsiębiorca, który się boi, po prostu nie jest przedsiębiorcą – stwierdził jednoznacznie Rafał Brzoska, prezes grupy kapitałowej Integer.pl, która inaczej niż większość firm w ciągu kilku ostatnich lat dokonała ogromnych inwestycji.
W przypadku przedsiębiorców barierą w rozwoju jest także brak informacji i zrozumienia mechanizmów ekonomicznych. – Tak było na przykład ze słynnymi opcjami walutowymi, które przyniosły wielu firmom straty. Przedsiębiorcy nie rozumieli ryzyka związanego z takimi produktami – przypomniał Mariusz Grendowicz, prezes Polskich Inwestycji Rozwojowych.
Wydarzenia tamtego czasu okazały się dla przedsiębiorców bolesną, ale cenną lekcją. Oni w przeciwieństwie do reszty społeczeństwa w ogóle nie mogą sobie pozwolić na brak wiedzy ekonomicznej. – W takiej sytuacji po prostu wypadną z rynku – ocenił Rafał Brzoska. A uczyć muszą się dziś w przyspieszonym tempie, bo w ostatnich latach pojawiło się wiele instrumentów rynku kapitałowego niosących zarówno możliwości, jak i ryzyko.

Banki i fundusze pomagają
W takich warunkach wyjątkowe znaczenie ma porada, którą otrzymujemy od doradców w instytucjach finansowych. – Ważne, żeby ta porada była na odpowiednio wysokim poziomie. Byłoby to dopełnieniem edukacji finansowej, która jak widać jest w Polsce niezbędna. Bez takiej wiedzy zdecydowana większość pozostanie bowiem na poziomie najprostszych produktów, czyli lokat, i nie zdecyduje się inwestować swoich oszczędności w bardziej efektywny sposób – zwróciła uwagę Małgorzata Góra-Dubiela.
A właśnie z jakością takich porad nie zawsze jest najlepiej, co przyznał Mariusz Grendowicz. – Rozwój sektora bankowego przed spowolnieniem był bardzo dynamiczny. Pojawiło się mnóstwo nowych produktów, o których sami sprzedający nie mieli wystarczającej wiedzy – przypomniał. To się jednak powoli zmienia. Instytucje finansowe na początku niechętnie badały wiedzę klienta, co wymusiła unijna dyrektywa MiFID. Teraz jednak chętnie sięgają po to narzędzie i oferują portfele modelowe oraz produkty coraz lepiej dostosowane do poziomu wiedzy klienta i jego akceptacji ryzyka.
Przed instytucjami finansowymi jeszcze wiele pracy. Jednym z kroków, który powinny wykonać, jest uproszczenie języka, jakim pisane są umowy i dokumenty bankowe. – W Wielkiej Brytanii w połowie lat 80. prowadzono Clear English Campaign. Była to akcja skierowana do firm oferujących produkty lub usługi indywidualnym konsumentom, by zawierane umowy były pisana językiem rozumianym przez wszystkich. Okazało się to możliwe – zauważył Grendowicz.

Emerytura edukuje
Kamieniem milowym w powszechnym przyswajaniu wiedzy ekonomicznej może być ogólnonarodowa debata na temat reformy systemu emerytalnego. – Do tej pory wśród Polaków nie wykształciła się tradycja samodzielnego oszczędzania na emeryturę. Zmiana postaw wymaga czasu, a poza tym wszędzie powtarzane hasło „ZUS” sprzyja raczej bierności. Z drugiej strony nadzieję rodzi to, że jest konkretny cel takiego oszczędzania – zabezpieczenie na starość. A dużo łatwiej odkłada się pieniądze, mając przed oczami określone ich przeznaczenie – powiedział prof. Tomasz Zaleśkiewicz.
Poza tym badania z ostatnich miesięcy pokazują, że ciągle tylko kilku na stu dorosłych Polaków ma jakiekolwiek rozeznanie w produktach pozwalających oszczędzać na emeryturę. – Pomijając kwestię samej reformy, cieszę się z medialnej wrzawy, bo im częściej będzie się straszyć głodowymi emeryturami, tym większa szansa, że to zwiększy naszą skłonność do oszczędzania – ocenił Rafał Brzoska. Być może wiele osób potrzebuje dramatycznego impulsu, aby przemyśleć swoją sytuację i zastanowić się nad przyszłością, nawet jeśli do momentu przejścia na emeryturę pozostało im jeszcze wiele lat.
Z drugiej strony paneliści zwracali uwagę na to, jak ważne dla ludzi jest poczucie stabilności. – Nasza historia była i tak bardzo trudna, również w wymiarze finansowym. Wiele osób pamięta jeszcze choćby o hiperinflacji z początku lat dziewięćdziesiątych. Teraz znów Polacy słyszą o zmianach w systemie emerytalnym. Część stwierdza, że skoro cała konstrukcja jest tak niestabilna, nie opłaca się w nią angażować, bo wkrótce pewnie znowu kolejni politycy coś zmodyfikują – stwierdziła Małgorzata Góra-Dubiela.
Dodała, że w kwestii oszczędzania na emeryturę potrzebny jest nie tylko system zachęt ze strony państwa, ale też element obligatoryjny, choćby dotyczył regularnego odkładania niewielkich kwot. Teraz bowiem wielu obywateli czuje się zwolnionych z obowiązku zadbania o własną przyszłość. A nie da się tego uniknąć, na co zwrócił uwagę Mariusz Grendowicz. Przypomniał, że kiedyś wiara w bezpieczeństwo finansowe na starość opierała się na państwie i rodzinie, przede wszystkim na własnych dzieciach. Dziś fatalna sytuacja demograficzna sprawiła, że te dwa niegdysiejsze filary już nie wystarczają.
Oszczędzając pieniądze na lokacie czy inwestując je za pomocą innych instrumentów finansowych, tworzymy wspólnie pulę środków wspierających rodzimą gospodarkę. – Oszczędności to inwestycje, a inwestycje przekładają się na wzrost gospodarczy w długim okresie. Dla stabilnego rozwoju ekonomicznego kraju potrzebna jest równowaga między konsumpcją wpływającą na bieżącą koniunkturę, oraz inwestycjami właśnie. Wydaje się, że w Polsce wskaźnik oszczędności powinien być wyższy, biorąc pod uwagę stopień rozwoju ekonomicznego kraju – wyjaśnił Mariusz Grendowicz. Nie stanie się to jednak bez podniesienia wiedzy ekonomicznej. I choć przed nami jeszcze długa droga, wszyscy na tym skorzystamy, a nasze portfele będą zdecydowanie grubsze.
***
W debacie, która odbyła się w redakcji POLITYKI, wzięli udział:
Katarzyna Zajdel-Kurowska – członek zarządu Narodowego Banku Polskiego
Mariusz Grendowicz – prezes zarządu Polskich Inwestycji Rozwojowych
Rafał Brzoska – prezes zarządu Integer.pl
Małgorzata Góra-Dubiela – prezes zarządu Union Investment TFI
dr hab. Tomasz Zaleśkiewicz – profesor Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, kierownik Katedry Psychologii Ekonomicznej SWPS

/Polityka/

KULTURA

Janusz Wróblewski Recenzja filmu: “Papusza”, reż. Joanna Kos-Krauze, Krzysztof Krauze

Cała literacka spuścizna Papuszy to zaledwie 40 wierszy oraz kilka tekstów prozą opisujących jej cygańskie życie. Tyle jednak wystarczyło, żeby znalazła się w gronie 60 najsławniejszych Polek w historii. Jej właśnie poświęcony jest piękny, czarno-biały dramat Joanny Kos-Krauze i Krzysztofa Krauzego. Talent poetycki Papuszy odkrył Jerzy Ficowski (z młodzieńczą werwą wcielił się w niego Antoni Pawlicki), tłumacz i poeta ukrywający się w cygańskim taborze wędrującym po pograniczu polsko-ukraińskim. Ich relacja stanowi centralny motyw fabuły. Prawdziwym tematem filmu jest jednak los człowieka wyklętego. Wyobcowanie, wykluczenie ze wspólnoty, której zawdzięcza się wszystko. Papusza – przejmująco zagrana przez Jowitę Budnik – została oskarżona o zdradę cygańskich tajemnic, chociaż niczego złego nie zrobiła. Wyraziła jedynie zgodę na przetłumaczenie i opublikowanie tomiku swoich wierszy.
Polscy artyści, w tym Julian Tuwim i Jan Kanty Pawluśkiewicz, uważali ją za geniusza. W swoim środowisku, które brutalnie ją odepchnęło, żyła do końca z piętnem hańby. Samorodny talent okazał się błogosławieństwem i przekleństwem. Tę udrękę spowodowaną rozdarciem między dwa światy film oddaje doskonale. Bohaterkę poznajemy jakby z oddali, w ciągu niechronologicznych, symbolicznych scen. Jej życiorys zostaje wpisany w szerszy kontekst 80-letniej historii cygańskiego taboru, a obrazami i natchnioną muzyką Krauzowie osiągają emocjonalne katharsis, wznoszą się ponad ramy realistycznego kina. Mistrzowski poziom.

Papusza, reż. Joanna Kos-Krauze, Krzysztof Krauze, prod. Polska, 131 min

Opracował Wiesław Mróz

  


  
  
  

Komentarze



Dodaj komentarz

  
  

Tags