rozmaitosci2.jpg

Przeglad wybranych i aktualnych informacji dla Polonii

POLITYKA

Premier Donald Tusk rozważa “bardzo poważną” rekonstrukcję rządu, obejmującą kilka resortów. Ma się to stać “w okolicach połowy roku” – poinformował europoseł PO Jacek Protasiewicz.
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Jacek Protasiewicz
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
– Pan premier rozważa bardzo poważną rekonstrukcję rządu i każdy minister musi być przygotowany na ewentualną dymisję. Rekonstrukcja, obejmująca kilka resortów, odbędzie się w okolicach połowy roku – powiedział Protasiewicz.
Europoseł pytany o ewentualną dymisję minister sportu Joanna Muchy odparł, że wątpliwości związane z finansowaniem koncertu Madonny na Stadionie Narodowym “są dzisiaj przedmiotem wyjaśnień”. – Wynik tych wyjaśnień, tej procedury pokontrolnej będzie zapewne rzutował na ocenę pani minister w kontekście rekonstrukcji rządu – zaznaczył.
– Najważniejszym zadaniem, które powierzono Joannie Musze z chwilą powołania na stanowisko ministra sportu było należyte przygotowanie i przeprowadzenie Euro 2012, z którego pani minister wywiązała się bez zarzutu – podkreślił.
Wątpliwości co do prawidłowości wydania pieniędzy – którymi dysponował resort sportu – m.in. na organizację koncertu Madonny wyraziła Najwyższa Izba Kontroli.
O tym, że w połowie roku należy się spodziewać “dużej renowacji” Rady Ministrów Donald Tusk mówił w lutym, gdy doszło do kilku zmian w rządzie. Tomasza Arabskiego na stanowisku szefa kancelarii premiera zastąpił Jacek Cichocki, ówczesny szef MSW. Fotel ministra spraw wewnętrznych objął wtedy Bartłomiej Sienkiewicz. Minister finansów Jacek Rostowski został wicepremierem.
Od tego czasu nastąpiły też kolejne zmiany: 19 kwietnia odwołany został szef resortu skarbu Mikołaj Budzanowski, a ministrem SP został Włodzimierz Karpiński. Pod koniec kwietnia premier zdymisjonował też ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina; jego miejsce w resorcie zajął Marek Biernacki.
Protasiewicz uczestniczył w środę w jednej z debat Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach./Onet/

GOSPODARKA


“Sukces tysięcy niemieckich plantacji opiera się na sile roboczej z eksportu, gdyż Niemcy nie wytrzymują takiego tempa pracy” – pisze dziennik “Handelsblatt”. Czy to dlatego coraz więcej Niemców znajduje pracę w Polsce?
“Co roku na początku kwietnia są już w drodze do Niemiec – Lilianna Cholubek z mężem niewielkim autem pokonują prawie 500 km z położonej w Polsce wsi Starzyce do niewiele większej miejscowości Hoopte w Dolnej Saksonii; będą pracować przy zbiorach szparagów. Samochód Polaków po dach wyładowany jest konserwami; owoce i warzywa z własnego ogródka, aby zaoszczędzić na jedzeniu. I tak od 22 lat” – opisuje dziennik życie pary Polaków, dla których praca sezonowa stała się sposobem na życie.

– W Polsce nie ma pracy, jest ciężko – mówi gazecie czterdziestoletnia Polka. Zarobek z dwóch miesięcy powinien wystarczyć na cały rok. Kiedy przyjechała tu po raz pierwszy, miała 18 lat. Właśnie skończyła liceum. Dziś pracuje na akord, zbiera szparagi. Może zarobić nawet do dwunastu euro na godzinę, choć zazwyczaj jest to dziewięć, dziesięć. – Dobre pieniądze, nawet jeśli ceny mleka lub benzyny w Polsce i Niemczech prawie się już nie różnią – mówi Cholubek.

Kontener za dwa euro

Kontener mieszkalny w podwórzu, miejsce na dwa łóżka i telewizor, kosztuje dwa euro za noc – opisuje gazeta warunki, w jakich mieszkają Polacy. – Przyjeżdżamy tu tylko do pracy, a w nocy śpimy – tłumaczy Polka. Pobudka o 5 rano, o 6 już na polu pod Ramelsloh lub gdzieś indziej. W długich rzędach wprawne oko dostrzeże nawet najdrobniejsze pęknięcia i nierówności ziemi.

Tam, gdzie laik kompletnie niczego nie zauważy, ona chwyta delikatnie szparaga za główkę i wprawnym ruchem wydłubuje go z ziemi, pomagając sobie specjalnym, lekko zakrzywionym nożem. Ile razy dziennie wykonuje tę czynność? Liliana nigdy nie liczyła. Gospodarstwo w Hoopte to prawie 170 ha, plantacja szparagów i truskawek pokrywa blisko połowę powierzchni.

Ani jednego Niemca

– Pracownica, taka jak Lilianna, może zebrać 130 kilogramów szparagów na dzień – mówi gazecie zarządzający gospodarstwem Herbert Löscher. – To więcej niż trzy tysiące sztuk. Tylko w tym roku na plantacji pracuje 170 pracowników, przede wszystkim z Polski i Rumunii. I ani jeden Niemiec. U nas ludzie pracują w grupach na akord, takiego ciśnienia Niemcy nie wytrzymują – przyznaje Löscher.

– Brakuje motywacji i tempa – dodaje – Byłoby to nieuczciwe w stosunku do polskich i rumuńskich pracowników, gdyby Niemcy pracowali jak muchy w smole. Siedem lat temu kompletnie zrezygnowaliśmy z poszukiwania niemieckich pracowników – tłumaczy. Herbert Löscher przyznaje, że nigdy nie miał takich problemów z pracownikami z zagranicy. Z takim samym zachwytem mówi o pracy Polki: – Jestem bardzo zadowolony z Lilii. Jej szwagier dostał umowę o stałą pracę i pracuje jako kierowca – mówi.

– Pracujący w Niemczech zbieracze szparagów to najczęściej Rumuni. Jeszcze kilka lat temu byli to Polacy, ale to się zmieniło – mówi gazecie Burkhard Möller, sekretarz Niemieckiego Związku Rolników i tłumaczy: “Polsce ekonomicznie wiedzie się dużo lepiej niż przed laty, wielu z dawnych sezonowych pracowników pracuje u siebie w Polsce. Jednak do zbiorów szparagów i owoców w tym roku przyjechało 270 tysięcy pracowników, w tym około 170 tysięcy Rumunów i 100 tysięcy Polaków”.

Niemcy jadą do Polski

Tymczasem niemiecki portal finanzen.freenet.de pisze o zgoła innej tendencji, mianowicie o zatrudnianiu się Niemców w Polsce: “Z dnia na dzień rośnie liczba niemieckich firm w Polsce. Są to już nie tylko duże korporacje, ale też banki, firmy ubezpieczeniowe i kancelarie prawne. Tam, gdzie niemieckie firmy, tam przenoszą się również niemieccy pracownicy. I tak rokrocznie do pracy w Polsce przyjeżdża 8 tysięcy obcokrajowców. Nawet poważny kryzys finansowy nie zaszkodził osiągnięciu umiarkowanej stopy wzrostu gospodarczego w Polsce.

Jednak stopa bezrobocia w Polsce wynosi prawie 14 procent”, zauważa portal. “Równie intensywnie jak informatycy, ekonomiści, informatycy i konsultanci biznesowi poszukiwani są nauczyciele niemieckiego i tłumacze. Szeroka znajomość języka polskiego nie jest wcale konieczna. Wielu Polaków zna biegle język niemiecki, a wymiana handlowa z krajami niemieckojęzycznymi ciągle rośnie”. Portal przypomina, że obywatele UE, w tym oczywiście Niemcy, mają swobodny dostęp do polskiego rynku pracy, jednak wymagane jest zezwolenie na pracę.

Artykuł pochodzi z serwisu ”Deutsche Welle” /GW/

  

Nawigacja

Strona 1 2

Następna strona >>

  
  
  

Komentarze



Dodaj komentarz

  
  

Tags