rozmaitosci2.jpg

Przeglad wybranych i aktualnych informacji dla Polonii



POLITYKA


Polska partia rządząca Platforma Obywatelska może wygrać drugą kadencję, ponieważ wyborcy przedkładają rosnącą zamożność nad politykę i dadzą wyraz poparcia jedynemu rządowi w Unii Europejskiej, któremu udało się uniknąć recesji w 2009 roku, kiedy nastąpiło globalne załamanie finansowe.
Platforma Obywatelska kierowana przez Donalda Tuska wciąż jest partią o największym poparciu od czasu wygranych wyborów w 2007 roku, a obecne sondaże wskazują, że może wygrać ze swoim najpoważniejszym rywalem. Zwycięstwo 9 października spowodowałoby, że po raz pierwszy od upadku komunizmu, ta sama partia rządziłaby drugą kadencję.
– Jeśli przyjrzymy się ciągłym zmianom na polskiej scenie politycznej od 1989 roku, to zwycięstwo obecnie rządzącej partii oznaczać będzie ciągłość, jakiej nie obserwowano od początku transformacji – powiedział Andrew Michta, szef warszawskiego biura German Marshall Fund. – Wygrana Tuska może oznaczać, że dla ludzi ważniejszy jest pełny portfel, a nie kwestie ideologiczne.
Platforma Obywatelska zrobiła wszystko, żeby wygrać wybory, ponieważ podczas pierwszej kadencji partii podwyższył się w Polsce standard życia. I choć przewaga partii jest niewielka i analitycy, między innymi Krzysztof Bobiński, prezes Fundacji Unia & Polska, mówią że polityce Tuska brak treści i ambicji, to wzrost w Polsce pozostaje ponad dwukrotnie wyższy niż w strefie euro, która boryka się z kryzysem zadłużeniowym.
Siódma pod względem wielkości gospodarka Unii Europejskiej odnotowała w latach 2007 – 2010 uśredniony roczny wzrost na poziomie 4,4 procent, gdy tymczasem w Unii było to 0,1 procent. Od czasu objęcia przez Tuska władzy cztery lata temu średnia płaca wzrosła o około 18 procent, a firmy takie jak Credit Suisse Group i Dell otworzyły w kraju swoje biura. W zeszłym roku swój salon samochodowy otworzyła w Warszawie firma Ferrari.
– Polska gospodarka jest naprawdę w dobrej formie, to nie żadna rządowa propaganda – powiedział Maciej Krzak, szef zespołu makroekonomicznego Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych z siedzibą w Warszawie. – Z czasem Polska może aspirować do miana jednej z największych Unijnych gospodarek.
Warszawski indeks WIG20 zyskał w zeszłym roku 14 procent, przewyższając Stoxx Europe 600, który zyskał 8,6 procent.
Platforma Obywatelska zajmująca 208 z 460 miejsc w izbie niższej parlamentu ma 35 procent poparcia, jak wynika z sondażu z 11 września przeprowadzonego przez Millward Brown SMG/KRC na zlecenie prywatnej stacji TVN24, natomiast 3 sierpnia było to 39 procent. Poparcie dla największej partii opozycyjnej – Prawa i Sprawiedliwości – utrzymuje się na niezmienionym poziomie 29 procent.
Polskie Stronnictwo Ludowe, które jest partią koalicyjną w rządzie Tuska, ma siedem procent poparcia, jak wynika z tego samego sondażu, a przez większą część roku oscylowało ono blisko progu wyborczego wynoszącego pięć procent.
Zdaniem Andrzeja Rycharda, profesora socjologii Polskiej Akademii Nauk w Warszawie, przed wyborami poparcie dla Platformy Obywatelskiej może się zmniejszyć.
– Tusk będzie musiał stoczyć ciężką walkę, niezależnie od tego, co mówią teraz sondaże – powiedział Rychard.
Partia jest krytykowana za brak ambicji w polityce i woli się przedstawiać jako bezpieczny przewodnik dla Polski, który jest w stanie przeprowadzić kraj przez europejski kryzys zadłużeniowy.
– Platforma Obywatelska jest partią coraz bardziej pozbawioną treści – powiedział Bobiński. – Jej liderzy doszli do wniosku, że przedstawienie nowych koncepcji może przysporzyć jej wrogów, wobec tego mamroczą tylko obiecując, że będą ciężko pracować i coraz mniej w tym wszystkim konkretów.
Głównym rywalem 54-letniego Tuska będzie były premier Jarosław Kaczyński, którego polityka jako lidera Prawa i Sprawiedliwości obejmuje opóźnienie planu sprzedaży rządowych aktywów. Kaczyński obwinia partię Tuska za śmierć swojego brata bliźniaka i byłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który zginął wraz z żoną i 94 innymi pasażerami w katastrofie lotniczej w Rosji.
Zdaniem Michty o wyborach może zadecydować frekwencja wyborcza. W wyborach parlamentarnych w 2007 roku udział wzięło 54 procent uprawnionych do głosowania, a w poprzednich trzech wyborach było to poniżej 50 procent.
– Jak zagłosują w Polsce 20-latkowe to wielka niewiadoma – powiedział Michta. – Ponieważ większość z nich prawdopodobnie popiera Platformę Obywatelską, to jeśli pozostaną w domach, różnica w ostatecznych wynikach głosowania może się okazać dla obu partii minimalna.
Autorka – Katya Andrusz /Onet/

GOSPODARKA


Na główne inwestycje drogowe w latach 2014-20 rząd może przeznaczyć nawet połowę mniej niż w obecnym budżecie UE – przewiduje Ministerstwo Infrastruktury.
W przyjętym w styczniu programie budowy dróg na lata 2011-15 rząd postanowił, że zainwestuje 72,4 mld zł w nowe autostrady, drogi ekspresowe i obwodnice, których budowa już trwa albo rozpocznie się do 2013 r. – do końca obecnego budżetu UE. Dzięki temu do 2015 r. w Polsce powinno być około 1,5 tys. km autostrad i drugie tyle dróg ekspresowych.

Jednak potem tempo budowy dróg może mocno zwolnić. Tak wynika z pisma Ministerstwa Infrastruktury do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, z którym mogła się zapoznać “Gazeta”. Pismo to zawiera listę priorytetowych inwestycji, które miałyby powstać z wykorzystaniem dotacji z budżetu UE na lata 2014-20.
Najważniejsze w tych latach dla Ministerstwa Infrastruktury jest ukończenie:

• drogi ekspresowej S7 z Gdańska przez Warszawę do Krakowa i Rabki;

• drogi ekspresowej S8 na wylotach z Warszawy oraz między Wyszkowem i Białymstokiem (trasa S8 z Wrocławia pod Warszawę ma powstać do 2015 r.);

• obwodnicy Warszawy, wraz z połączeniem na południu od ul. Puławskiej do Lubelskiej;

• drogi ekspresowej S17 z Warszawy do Lublina;

• drogi ekspresowej S5 z Poznania do Wrocławia.

W sumie to inwestycje za niemal 50 mld zł, a dodatkowo 15 mld zł ma pochłonąć budowa nowych obwodnic.

Na liście rezerwowej Ministerstwo Infrastruktury umieściło projekty za niemal 25 mld zł. To ukończenie budowy autostrady A18 z Legnicy do granicy z Niemcami, drogi ekspresowej S5 z Poznania przez Bydgoszcz do Grudziądza oraz budowy drogi ekspresowej S61 z Ostrowi Mazowieckiej do granicy z Litwą i ekspresowej dziewiętnastki między Lublinem a Rzeszowem.

[smartads]

Autostrady A1 z Piotrkowa Trybunalskiego do Katowic oraz A2 z Warszawy do Terespola mają dokończyć prywatne firmy w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego – przewiduje resort infrastruktury.

Te rezerwowe inwestycje powstaną “w przypadku otrzymania większych środków” z nowego budżetu UE.

Rzecznik Ministerstwa Infrastruktury Mikołaj Karpiński poinformował nas, że resort nie ma jeszcze informacji, ile pieniędzy na budowę dróg dostanie Polska w nowym budżecie UE. Ale potwierdził, że przygotowano wstępną listę inwestycji, które mogą dostać unijne dopłaty. – Wartość tych zadań wynosi ponad 65 mld zł – przekazał nam Karpiński i twierdził, że to kwota “analogiczna do zadań realizowanych w obecnym budżecie UE na lata 2007-13”. Jednak z danych rządowych wynika, że w okresie tego budżetu wydatki na drogi powinny przekroczyć 130 mld zł.

Karpiński dodał, że przygotowano także listy projektów dodatkowych, a z tą rezerwą wartość inwestycji drogowych mogłaby wynieść 110 mld zł.

– To złe wieści dla kierowców, bo będą musieli dłużej czekać na ukończenie sieci dobrych dróg. To także złe wieści dla firm budowlanych, bo może je czekać mocne zmniejszenie zamówień – powiedział nam Adrian Furgalski, ekspert branży transportowej z firmy doradczej TOR. – Lista priorytetów na lata 2014-20 przewiduje budowę ok. 830 km dróg ekspresowych, podczas gdy w okresie obecnego budżetu powstanie ok. 1,9 tys. km autostrad i dróg ekspresowych – wskazuje Furgalski. Jego zdaniem Polska może mieć problemy z otrzymaniem z przyszłego budżetu Unii zapowiadanych wstępnie 80 mld euro. – Można się spodziewać oporu największych płatników budżetu UE, którzy ponoszą teraz wydatki na ratowanie strefy euro – uważa ekspert.

Szacuje, że w okresie obecnego budżetu Unii inwestujemy w drogi średnio 19 mld zł rocznie, a w przyszłym budżecie wydatki mogą spaść do 13 mld zł rocznie. – Część firm budowlanych przygotowuje się już na takie ograniczenia i przejmuje firmy zajmujące się inwestycjami kolejowymi – zauważył Furgalski

– Średnie i małe firmy mogą mieć problemy z utrzymaniem się na rynku, a dotyczy to zwłaszcza przedsiębiorstw, które zainwestowały w specjalistyczny sprzęt – przyznał nam prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa Wojciech Malusi../GW/


  

Nawigacja

Strona 1 2

Następna strona >>

  
  
  

Komentarze



Dodaj komentarz

  
  

Tags