Kobieta o szerokich horyzontach, która doskonale czuła właściwie każdy czas, każdy wiek. Jestem naprawdę dumny, że miałem honor z nią zagrać – mówi muzyk jazzowy Tomasz Stańko. Wisławę Szymborską wspominają także m.in.: prof. Aleksander Krawczuk, Michał Rusinek, Katarzyna Kolenda-Zaleska, Tadeusz Nyczek, Krzysztof Lisowski, Wojciech Bonowicz, Michał Rusinek.

Tomasz Stańko: Kwintesencja piękna i mądrości życia

To była wspaniała kobieta. Kobieta o szerokich horyzontach, która doskonale czuła właściwie każdy czas, każdy wiek. Jestem naprawdę dumny, że miałem honor z nią zagrać. To było chyba na początku w 2009 roku. Grałem w Operze Krakowskiej podczas wieczoru promującego jej najnowszy tomik poezji. Grało się wspaniale, bo to ona inspirowała mnie do takich króciutkich komentarzy, które puentowały jej przepiękne wiersze. To były niezapomniane chwile, dlatego jestem wdzięczny Jurkowi Illgowi za to, że poznał mnie z panią Wisławą. Podobne spotkanie miało miejsce trochę wcześniej, na antenie radiowej “Dwójki”. I to było nasze pierwsze spotkanie. Nie zapomnę go, a zwłaszcza tego niezwykłego głosu Szymborskiej. Bo poeci mają to coś właśnie w swoich głosach i zupełnie inaczej czytają swą poezję niż aktorzy. Inne brzmienie, inna wymowa. A w jej przypadku było jeszcze inaczej, wyjątkowo, bo ona miała tę poezję w swoim wnętrzu, a głos wydobywał się z niej całym ciałem. Tekst też na mnie działał, bo jej poezja jest wspaniała. To kwintesencja sensu istnienia, piękna i mądrości życia. A na dodatek w krótkiej formie. Pięknie i prosto. I do tego ten niezwykły głos. Kiedy więc tego słuchałem, dźwięki mi same z trąbki wychodziły.

Informacja o jej śmierci bardzo mnie zasmuciła. To jak nagły cios. Bardzo to przeżywam.

Aleksander Krawczuk, były minister kultury, autor książek o starożytności, m.in. “Pocztu cesarzy rzymskich”

– Pani była krakowianką, ja krakowianiem… Nie znaliśmy się zbyt dobrze, ale czasem wpadaliśmy na siebie w dość dziwnych okolicznościach. Na przykład na krakowskiej premierze “Ogniem i mieczem” – nie mogłem wtedy znaleźć mojego miejsca, a kiedy już je znalazłem, to patrzę, a tam siedzi jakaś pani. Grzecznie ją przeprosiłem i ona z wdziękiem i gracją przeprosiła, że zajęła mój fotel. Po premierze moja żona mówi do mnie: “A ty wiesz Aleksander kogo przegoniłeś? Nie wiesz? Noblistkę!”. Więc podszedłem do pani, pani Wisławo, i chciałem się wytłumaczyć z mojego zachowania (a zachowałem się, jak choleryczny starzec, niech mi pani wybaczy, pani Wisławo).

Pani tylko ręką machęła. Ja już wtedy nie miałem dobrego wzroku… Pani zaprezentowała wtedy niebywałą klasę, bo niby dlaczego noblistka ma nie ustąpić miejsca? Wiem, że uwielbiała pani ciucholandy, szukała pani w nich niezwykłości garderobianych. I pewnego dnia zaszła do ciucholandu, w którym pracuje nasza znajoma. Ta znajoma wyszła na chwilę ze sklepu i zostawiła go pod opieką młodej dziewczyny. W drzwiach natknęła się na panią. Więc mówi, w wielkim oszołomieniu, do tej dzierlatki: “Wiesz, kim była ta pani?”. A dzierlatka na to: “Ach, proszę się nie martwić, to była taka miła staruszka, ona nic nie ukradła”.

Raz jeszczę proszę panią – niech mi pani wybaczy takie opowieści. Pani była szalenie ludzka! Ach, raz do pani wpadłem, bo chciałem pochwalić się pocztówkami, które sam robiłem; pani wtedy otworzyła skrzynię i powiedziała: “No, niech pan zobaczy”. Ich tam setki były! Więc położyłem uszy po sobie i pomyślałem: “Oj cienki jestem w tych sprawach”. A na koniec, pani Wisławo – zajmuję się starożytnością, więc nic nie poradzę na to, że mam skojarzenia… Pani kojarzy mi się z Ateną. To mądra kobieta. Mądra, skromna, rozważna, miała w sobie dostojeństwo, ale nie koturnowe. Ot, cała pani.

Tadeusz Nyczek – krytyk literatury i sztuki, autor książki “22 razy Szymborska”

Kiedy myślę o Wisławie Szymborskiej, nie widzę jednej osoby, jednej sytuacji, spotkania czy zdarzenia, tylko wiele. Bo też znałem ją bardzo długo. Widzę ją na przykład w redakcji “Życia Literackiego”, gdzie przychodziła pisać felietony.

Nagle przypominam ją sobie w zadymionym mieszkaniu Kornela Filipowicza, gdzie spotykaliśmy się w stanie wojennym. Kornel częstował nad słynną kornelówką (nalewką cytrynową), którą potem przejęła i zawsze serwowała na swoich wieczorkach dla przyjaciół.

Potem mam taką migawkę ze Sztokholmu. Jesteśmy w jej apartamencie, tylko dla noblistów, gdzie ona zwierza się z rozpaczą, że nie umie sobie poradzić z zestawem kurków w łazience i nie wie, co musi zrobić, żeby z kranu polała się ciepła woda. To było bardzo zabawne.

Później opowiadała, jak rano usłyszała, leżąc jeszcze w łóżku, pukanie do drzwi, a następnie do pokoju weszła gromadka dziewczynek ubranych na biało, które odśpiewały jej pieśń poświęconą św. Łucji, bo wtedy, gdyby wręczana jest nagroda, przypada jej święto.

Pamiętam też konkurs w pokoju hotelowym w Sztokholmie – zgromadzona w nim grupa przyjaciół Wisławy zgadywała, co ona by z niego wyniosła, gdyby dyrekcja hotelu przymknęła oko na małą kradzież. Nie chwaląc się, to ja odgadłem – miała ochotę na przepiękną wazę.

I niezliczone, fantastyczne kolacyjki z przyjaciółmi, kończone loteryjkami. Z ostatniej przyniosłem paskudną białą mysz z długim ogonem, którą rzucało się o ścianę, a ona po niej sama schodziła. Wisława, sama wytworna, uwielbiała takie kiczowate i paskudne gadżety.

Pamiętam też jej fenomenalne “Lektury nadobowiązkowe”, które są wielkim źródłem wiary w to, że można pisać o wszystkim. Pisała w nich o książkach, po które poważni krytycy absolutnie by nie sięgnęli, bo uważali je za nieważne. A dla niej ważne było absolutnie wszystko.

Krzysztof Lisowski – poeta, redaktor w Wydawnictwie Literackim

Znaliśmy się z czterdzieści lat, zawsze była skromna i pełna uroku, zawsze przygotowana do współpracy, bardzo empatyczna. Ostatni raz miałem okazję pracować z nią przed rokiem, gdy przygotowywaliśmy książkę “Rzecz o Kornelu Filipowiczu. Byliśmy u Kornela…”. “Zadałem” jej wtedy dowcipne skomentowanie zdjęć. Doszło wówczas do kilku bardzo żywych i nieograniczonych czasowo spotkań. Pięknie się z nią pracowało i spotykało. Była bardzo otwarta na ludzi.

Wojciech Bonowicz – poeta, redaktor, publicysta

Mam przed oczami taką scenę z Festiwalu Miłosza. W kościele św. Katarzyny miał się odbyć wieczór poetyckie, w którym Wisława Szymborska miała wziąć udział. Przyszła wcześniej, a ponieważ trwała jeszcze msza, weszła do środka i usiadła w ławce z tyłu. W pewnej chwili podeszła do niej wielbicielka i uklękła, prosząc o autograf. Zakłopotanie, z jakim pani Wisława przyjęła ten hołd, mnóstwo mówiło o tym, jaką była osobą.

Skromna, usuwająca się z widoku osoba, którą znał cały świat. Przyznam, że szalenie mi to imponowało. My wszyscy, którzy występujemy czasem publicznie, jesteśmy poddawani wielkiej presji, żeby mówić, występować. I często zdarza się, że zaczynamy to w końcu lubić. Ona nigdy nie polubiła i zawsze konsekwentnie broniła swojej prywatności.
Być może także właśnie dzięki temu do końca była tak twórcza, pisała rzeczy ważne. I surowo sama oceniała swoją twórczość. Przecież jej dorobek można byłoby zmieścić w jednej, wcale nie tak grubej książce. A przy tym to były tak ważne i wspaniałe wiersze. To dowód, że niekoniecznie trzeba zrobić w życiu dużo, żeby dać ludziom bardzo dużo.

No i jej wspaniałe poczucie humoru. Poetom zazwyczaj go brakuje, a jej zdecydowanie nie brakowało.

 

Michał Rusinek, sekretarz Wisławy Szymborskiej:

Zmarła spokojnie, we śnie. Trudno mi mówić o niej w czasie przeszłym, ale była to prawdziwa dama i jako dama nigdy nie mówiła o tym, z czym musi się zmagać. Do ostatnich chwil cieszyła się jednak życiem na tyle, na ile pozwalało jej zdrowie. [Wypowiedź dla telewizji TVN 24]
Bogdan Zdrojewski, minister kultury:

To był brylant poezji, skromności i powściągliwości. Zawsze mówiła w sposób zwięzły i niezwykle precyzyjny, ale to co w niej dominowało, to skromność. [Wypowiedź dla telewizji TVN 24]

Katarzyna Kolenda-Zaleska

Miała dobre życie i dobrą śmierć. Swoje pisarstwo traktowała bardzo prywatnie i moim zdaniem to dobrze. Zachowała swoją prywatność i swój autorytet. Od 1996 r., kiedy otrzymała nagrodę Nobla, chciano, żeby wypowiadała się na każdy temat od polityki po rolnictwo. Ona się na to nie zgadzała. [Wypowiedź dla telewizji TVN 24]

Kora Jackowska

Z Krakowa odchodzą piękne postaci. [Wypowiedź dla telewizji TVN 24]

Jerzy Fedorowicz, aktor, reżyser, poseł PO:

Byłem kilkakrotnie w jej towarzystwie, ale strasznie trudno mi było znaleźć coś mądrego do powiedzenia przy pani Wisławie. Jestem dumny, że jest takie miasto jak Kraków, gdzie z powodu poetów przyjeżdżają ludzie i wsłuchują się w to, co mają do powiedzenia.

Nie wolno nam się smucić z tego powodu, bo pani Wisława zostanie w książkach. Szymborska była tym, co Polska i Kraków mogą dać najlepszego światu. [Wypowiedź dla telewizji TVN 24]

/Gazeta Wyborcza/

  


  
  
  

Komentarze



Dodaj komentarz

  
  

Tags