Chodzi o ludzi XX wieku. Skoro dozwolone mi jest użyć wielkich słów łacińskich: SAPIENTES  TRINITAS  POLONICA, po polsku w wolnym przekładzie: „Trójca mędrców polskich” – to niechaj zostanę przy tym tytule. Nie ulega żadnej wątpliwości, że Szanowni Państwo Czytelnicy domyślają się, iż chodzi tu o losy trzech wielkich polskich prymasów wieku XX, a to byli: kard. August HLOND (1881-1948), kard. Stefan WYSZYŃSKI (1901-1981) oraz zmarły przed paroma dniami kard. prymas-senior Józef GLEMP (1930-2013).

Zaiste, jak szalone mogą być losy polskie. Jakże inne od innych krajów, gdzie głęboki katolicyzm powoli oddaje w spokoju i ciszy kościelnych naw i ołtarzy wszystkie swoje bastiony i atrybuty władzy duchowej i nie tylko. Ale chodzi o to, by Kościół Polski przetrwał w swej obecnej formie jest generalnie sprawą polskiego kleru, szczególnie biskupów i hierarchów. Schedę, którą odbiera prymas Józef Kowalczyk (ur. 1938) po ostatnim zejściu kardynała Wielkiej Trójcy Mędrców – będzie trzeba godnie zagospodarować. Nie będzie to łatwe zadanie, gdyż głębokie podziały w łonie Kościoła na tzw. łagiewnicki, toruński, gdański czy warszawski nie dają zbyt wiele czasu za życia wspomnianego już aktualnego prymasa Polski. Musiałby się on wykazać śladem geniuszu w sprawach kraju, a nie nauki jako przybytku wiedzy kościelnej, ani perfekcyjnego poznawania krajów dalekich. Jak wiadomo kard. Józef Kowalczyk, obecny prymas Polski przejął Kościół Polski wiele lat po śmierci największego człowieka historii Polski wieku XX, błogosławionego (wkrótce, bo zapewne do 16 października 2013, kanonizowanego) papieża Polaka, Jana Pawła II (1920-2005). Za życia polskiego papieża wszystkie głosy rozłamu tłumiło ‘laudatio papieskie’ rozlegające się z Watykanu bardzo mocnym głosem – z biegiem lat coraz bardziej słabnącym. Ale gdy ono zamilkło – doszło do poważnych kontrowersji w łonie Kościoła Polskiego, powstawały instytucje takie jak: człowiek-ksiądz-biznessman; dla przykładu podam: o. Rydzyk czy zupełnie – powiem prawdę – nieadekwatny, boję się, że niesprawny na umyśle na swoją wysoką pozycję proboszcza-rewolucjonisty-sekciarza, ks. Natanek.  Ks. Natanek jest aktualnie suspendowany.

 

Kapłani polscy, ci, którzy siedzą za sterami polskich instytucji kościelnych oraz sprawami nas wiernych tzw. „owieczek” stanęli przed największym wyzwaniem od równo lat 150!!! Gigantyczne wyzwanie godne ludzi o wielkim autorytecie moralnym, zrozumieniu całego polskiego wierzącego i w dużej części niewierzącego społeczeństwa, bojownika, dążącego do pojednania z Żydami i ateistami, neutralnego wobec władzy słabej i coraz słabszej, korupcjogennej, tej państwowej.  Władza wolnej od 23 lat Polski, ciężko choruje na raka niemocy polskich partii politycznych i słabego już Sejmu, aparatu władzy wykonawczej, sądownictwa, wojska itd. Dlatego też gwałtownie potrzeba nieustraszonego nowego polskiego przywódcy duchowego, obrońcy spraw wszystkich ludzi i ich głównej wartości: cywilizacji łacińskiej też zwanej chrześcijańską.  Ta rozpada się na naszych oczach i tylko Człowiek Wielki na skalę Kardynała Tysiąclecia Wyszyńskiego może jeszcze powstrzymać koło historii lub dosadniej: „kołoobłędu” – jak pisał 90 lat temu wielki specjalista od spraw cywilizacji europejskich. Arcybiskup – prymas Kowalczyk jest człowiekiem i ekspertem do działań w tajnych kancelariach watykańskich, lecz trapi mnie obawa, gdyż zbyt mało zna on kolorystykę spraw wiary we własnym kraju. Arcybiskupa Kowalczyka spotkałem kilka razy w Kanadzie, zajmował się on bowiem z ramienia Stolicy Apostolskiej sprawami Polonii.

 

Obawiam się, że w Polsce dziś nie ma takiego człowieka, który mógłby przejąć brzemię Kościoła z jego wszystkimi trudnościami na swoje barki. Ks. kard. Dziwisz jest piękną figurą łączącą nas duchowo i myślowo z bł. JP II. Jutro zamknie się na wieki trumna ze zwłokami kard. Glempa; sądzę, iż zbierze się Episkopat Polski, zbierze się konsystorz, być może konsystorz papieski (zebranie kardynałów) tak, aby pchnąć kościół polski na właściwe tory. Gdy pisałem o 150-leciu ’wielkiego polskiego kapłaństwa’ miałem na myśli i wspominam tylko tych słynnych XX wieku, aczkolwiek nie zapominam tu o roli polskojęzycznego kleru niskiego i średniego szczebla na drodze ku odzyskaniu Niepodległości Polski w latach 1914-1918, a także wielkich i głębokich implikacjach Powstania Styczniowego (1863).

Aliści, niektóre fakty trzeba pamiętać… a że je wspomnę niejako w szerszym kontekście, niechaj okaże się przypomnieniem li-tylko historycznym.

  1. Kard. Hlond, mimo, że darzę go wielkim szacunkiem – spędził lata 1940-1944 w willi w południowej Francji. Prawie całą Drugą Wojnę Światową.  Być może w tym obrazie brakuje ”Pasterza Polski Podziemnej”? Aresztowany przez Niemców w 1944 r., do końca wojny dotrwał w niewoli, następnie powrócił do Polski, gdzie wkrótce został intronizowany na prymasa Polski.

 

  1. Kard. Wyszyński szedł na konfrontację i pozostawał ze swoimi wiernymi na pierwszej linii klinczu ideologicznego w ciemnych czasach komuny i wpływów sowieckich (1944-1981). Był też osadzony w więzieniu komunistycznym.

 

  1. Kard. Glemp był przywódcą kościoła polskiego w latach 1981-2010. Był prymasem stanu wojennego gen. Jaruzelskiego.

Zarzuca mu się politykę „miękkiej ręki” i uległości wobec władz w czasach kompletnego zniewolenia wszystkich Polaków w okresie konfliktu społecznego 1981-1983. Obecnie władze kościelne gloryfikują postawę kard. Glempa za to, iż doprowadził do uniknięcia rozlewu krwi w stanie wojennym.

 

Jutro Warszawa zamyka okres Wielkiego Trinitum polskich kardynałów-prymasów. Różni byli polscy prymasi. Byli również w wiekach ubiegłych prymasi spełniający funkcję ‘aparatu władzy’, wyposażeni we własne wojujące wojska, tak, że Palec Boży wieku XX okazał się błogosławieństwem Polski od  roku 1863 poprzez lata 1914-1918, 1981 do dzisiaj, do jutra. Ciekawe jak kler polski pokona te wszystkie trudy piętrzące się przed nim.

 

Z Historii (tej Wielkiej) trzeba umieć wyciągać właściwe wnioski. Mam nadzieję, że Episkopat będzie w stanie je wyciągnąć. Oby ku dobru i jedności Polskiego Kościoła Katolickiego!

 

Kończy się definitywnie okres trwania kościoła w Polsce jako ‘ SAPIENTES TRINITAS POLONICA’. Można na chwilę zapomnieć o bezdusznych gadżetach naszych dni, a włączyć swe ukryte sekrety ducha, który jest – jak wiemy – nieśmiertelny. Dla wszystkich, bo pozostawiamy za nami trwały ślad na ziemi. I to jest ta czysta forma demokracji ducha. W innych aspektach życia i śmierci – jej nie ma.

 

Piszę tyle o Kościele Polskim, gdyż smutne okoliczności nakłaniają mnie ku temu, by głęboko pochylić się nad trumną kardynała-prymasa seniora i zastanowić się  nad przyszłością  Ducha Polskiego….

 

 

Z poważaniem,

Andrew BENIGER

pisarz i dziennikarz polonijny

 

pisano w Wiedniu dnia 27 stycznia 2013 r.// 12:24LT

  


  
  
  

Komentarze



Dodaj komentarz

  
  

Tags