imgp0045top.jpg

Tego wieczoru właściwie wcale nie chciało mi się wychodzić z domu. Szare październikowe popołudnie. A jednak w natłoku mniej lub bardziej nieciekawych imprez tegorocznych Dni Polskich w Austrii ta zwróciła moją szczególną uwagę. Teatr Hybrydy. Już samo skojarzenie ( przyjemne) ze znanym warszawskim klubem ze studenckich czasów intrygowalo. No i to, że teatr też studencki.
W zapowiedziach na stronie „imprezy.at „  przeczytałam: „ Warszawskie dzieci. Opowieść matki o powstaniu warszawskim“- spektakl dramatyczno-muzyczny. W Wiedniu  nieczęsto ma sie okazję natknąć na tę tematykę… Troche się jeszcze wewnętrznie ociągając wrzuciłam do torby aparat i ruszyłam w kierunku Piwnicy Takt.
Sala w podziemiach kamienicy w 9 dzielnicy była pełna. Nie zdziwiło mnie to specjalnie- w końcu przedstawienia teatralne stały się w ostatnich latach prawdziwym rarytasem w programie polonijnych imprez.
Parę pospiesznych przywitań ze znajomymi i… niewidzialna kurtyna podniosła się bezszelestnie.  Na scenę weszła nieco po amatorsku ucharakteryzowana kobieta. Jednak już po paru chwilach jej opowieści lekki posmak amatorszczyzny ulotnił się bez śladu .
Jadwiga Głuchowska , bo to ona wcieliła się w rolę matki, Anny Barskiej , swoją przejmującą autentycznością bardzo szybko wciągnęła widzów w klimat powstańczych wydarzeń, opowiadając o nich raz  z pozycji obserwatora- narratora a raz uczestnika.
Przy rodzinnym stole toczą się dyskusje .Między Jakubem i Mirkiem- synami Anny-  wybuchają spory o słuszności lub bezsensie powstańczej walki, pomiędzy które wpleciony został wątek miłości Eli i Jakuba, zakończony pospiesznym powstańczym ślubem.
Na tym sekwencje radosne się kończą  .Po tym już tylko rozstania, nierówna walka, śmierć, poszukiwania bliskich , okrutna pewność straty  i nieustająca żałoba matki.  I jej wewnętrzne rozdarcie- jak kochać młodszego syna , „zdrajcę”, który wyparł się powstania i postawił na tzw. „nowę władzę”,  nie depcząc jednocześnie  pamięci starszego , który w nim poległ ? Odtwórczyni roli matki, Jadwidze Głuchowskiej, brawurowo udało się oddać  konflikt psychiczny bohaterki. Monologi-wspomnienia, dialogi przywracające na moment chwile z przeszłości, świetnie wykonane powstańcze piosenki, wreszcie rzucone na ceglaną ścianę piwnicy  zdjęcia autentycznych świadków epoki – to wszystko złożyło się na reżysersko bardzo spójny i przekonywujący obraz losów  rodziny Barskich na tle tamtych pełnych nadziei, patosu  i rozpaczy powstańczych  dni.
Byłoby jednak niesprawiedliwością wołającą o pomstę   nie wspomnieć o innych „sprawcach” przedstawienia  „Warszawskie dzieci”. Wprawdzie od początku zdominowani przez doskonałą, dojrzałą grę aktorską Jadwigi, dzielnie starali się jednak wyjść z jej cienia. Michał Głowacki jako Jakub i Łukasz Kucharski jako Mirek- odtwórcy ról synów Anny- dali sobie z tym znakomicie radę. Nieco mniej przekonywująco wypadła pod kątem aktorskim Natalia Sikorska (Elżbieta), ale nie można jej odmówić dużego wdzięku i walorów wizualnych. Doskonałym dopełnieniem spektaklu były piosenki w wykonaniu Agnieszki Sztabnik i dobry zespół muzyczny towarzyszący aktorom.
W rozmowach po spektaklu dowiedziałam się, że zainspirowany on został dramatem        prof. Kazimierza Brauna i jest opowieścią opartą na faktach historycznych i prawdziwych losach ludzi. Z piwnicy „Takt” wyszłam pod dużym wrażeniem .Utrzymało się ono do dzisiaj.
Spektakl „Warszawskie dzieci…” był niewątpliwie gwiazdą tegorocznych „Dni Polskich w Austrii”.  Stowarzyszeniu „Takt” , które zaprosiło Teatr Hybrydy do Wiednia,  należą się uklony.
Organizatorom kolejnych „Dni Polskich” życzę natomiast planowania na jakość a nie na ilość-  a więc w przyszłym roku samych Super-Novych.

Tekst i Foto: Grażyna Wałęga

Zapraszamy do fotoreportażu.

  


  
  
  

Komentarze



Dodaj komentarz

  
  

Tags