Kontynuacja wierszy poetów polonijnych.



Adam Siemieńczyk – Dotyk


Na początku nie ma nawet jego przeczucia. Jego piękna nie tworzy też wyobraźnia. Jest w drugiej osobie, w przebłysku nieodkrytej wiedzy; pod zastygłą krwią; gdzieś pod tężejącą na samą myśl limfą; za obronnym odruchem odsunięcia.
Atawistyczne oczekiwanie spełnienia.


I wtedy pojawia sie zarys sylwetki, twarzy, oczu. Ruch. Dźwięk głosu, który nie jest jeszcze rozmową.
Rytm oddechu. Spojrzenie. Kształt ust i policzków. Zastanowienie.
Kroki do siebie. Powrót do własnych niepoznań.


Zaproszenie do podróży. Pierwsza wspólna przestrzeń.
Opowiadanie, które staje się rozmową.
Wymiana zdań i zrozumień. Wytworzone energie nie zostają natychmiast zużyte.


Pozostają słowa.
Odczytywanie i nadawanie znaczeń z drobin. Odkrywanie wrażliwości.
Niepewność odpowiedzi.
Zbieżność estetyk. Baśnie, mity, wyobraźnie.


Oczekiwanie spotkania. Drżenie. Czy ten świat istnieje?
Czy pierwsza mikrosekunda pomieści to wszystko?


Przebywanie, po którym pozostaje świadomość chęci bycia.


Znów słowa, słowa. Rozedrgane niepewności. Odpowiedź.
Nieznane uczucie zbliżenia.


Kolejne spotkanie. Odczucie osoby. Gesty. Akceptacja. Odnalezienia.
Muzyka. Odległy sen. Bycie razem. Oglądanie świata z jednego, wspólnego punktu widzenia.
Wymiana niezgrabnych snów i przytuleń, bodących
znalezieniem bliskości. Odczuwanie ciepła. Tożsame kształty ciał.


Godzina snu. Wszystko zaczyna się budzić.
Ugięte szyje. Zamknięte oczy, które widzą. Nie wyobraźnia lecz odczuwanie.
Wzajemne przenikanie ciepła, zapachu, czystości. Drżenie zmienione w spokój, zostawiające policzki w momencie zbliżenia………………………….




[smartads]

Tomasz Januszkiewicz – *****


Ech, tak mi szkoda niezmiernie
że już po Jerzym Kernie
i skurczył jakoś się Kraków.


Chociaż, co do Polaków,
to jakoś… Nie uwierzę,
by znali, kto zacz Ludwik Jerzy.


Ech, przecież, takim cudnym
słoneczkiem był Jerzy Ludwik…
A Polak się kocha w powstaniach,
martyrologiach, kazaniach,
pogrzebach i ekshumacjach,
phoezjach i khontestacjach
i mu słoneczka nie trzeba.


Z mało-polskiego nieba
zszedł więc i został smutek.
***


A on już z Piotrem!
Filutek!



Cezary Mikolajewski – My emigration


  


  
  
  

Komentarze



Dodaj komentarz

  
  

Tags