wywiadtop.JPG

Wchodzę do neoklasycznego, imponującego budynku Ambasady Polskiej przy Hitzinger Hauptstrasse 42c.Sekretarka prowadzi mnie przez urzekająco piękne wnętrza do gabinetu ambasadora. W drzwiach wita mnie wysoki mężczyzna emanujący dystyngowanym spokojem- nowo mianowany Ambasador Rzeczpospolitej Polskiej w Austrii, Dr.Jerzy Margański. Zajmuję wskazane mi miejsce, rozmowa toczy się w nieskrępowanej, przyjemnej atmosferze.

Jakie drogi przywiodły go do Wiednia , jak widzi siebie i swoją rolę jako dyplomaty, jakie są jego poglądy na temat polityki, gdzie chętnie spędza swój wolny czas ? -dowiecie się Państwo z poniższego, autoryzowanego wywiadu z ambasadorem Jerzym Margańskim.

imgp0015.jpg

G.W : Panie Ambasadorze , jeszcze raz gratuluję nominacji na stanowisko szefa dyplomacji polskiej w Wiedniu. Zacznijmy naszą rozmowę od Pana doświadczeń zawodowych. Jak toczyła się Pana kariera do przyjazdu do Wiednia ?

 

J.M: Pracę w służbie dyplomatycznej zacząłem po przełomie w roku 90-tym.
Wcześniej studiowałem na Uniwersytetach  Jagiellońskim i we Freiburgu Bryzgowijskim filozofię, teologię i nauki polityczne. Doktoryzowałem się z filozofii i w tym samym roku zacząłem pracę w Ambasadzie Polskiej w Kolonii jako jeden z pierwszych dyplomatów z tak zwanego nowego rozdania na terenie Republiki Federalnej. Były to bardzo interesujące czasy. Przełom w polskiej polityce zagranicznej po roku 90-tym dokonywał się w różnych kierunkach ,ale tak naprawdę dogłębnie dokonał się on w stosunkach polsko-niemieckich.Podczas mojego pięcioletniego pobytu w Kolonii miałem przyjemność być świadkiem tych historycznych wydarzeń. Później byłem dyrektorem różnych departamentów w ministerstwie  spraw zagranicznych, m.in. dyrektorem  gabinetu ministra Geremka i ministra Bartoszewskiego oraz szefem naszego przedstawicielstwa w Berlinie. Przed przyjazdem do Wiednia byłem  ambasadorem w Szwajcarii.

 

G.W: Jakie wykształcenie i jakie cechy uważa Pan za przydatne do  pracy w dyplomacji?

 

J.M: Bez wątpienia powinna być to osoba zainteresowana polityką zagraniczną, rozumiejąca interesy państwa polskiego, potrafiąca nawiązywać kontakty i w sposób niekontrowersyjny prezentować swoje racje.
Jeśli chodzi o wykształcenie- wydaje mi się, że tutaj nie ma jakiegoś klucza. Wielu dyplomatów to prawnicy.Trochę przypadkowo też w latach 90-tych w polskiej dyplomacji sporo było historyków, przedstawicieli wolnych zawodów- dziennikarzy, naukowców. Myślę jednak, że gdyby w tej dziedzinie zrobić sondaż, to okazałoby się, że  szczególnie trzy kierunki studiów są mocno reprezentowane w dyplomacji -nie tylko zresztą polskiej-  mianowicie prawo, stosunki międzynarodowe i ekonomia. Kierunki te dają pewne pensum wiedzy oraz nawyki, które w dyplomacji są bardzo przydatne. Dobre podstawy teoretyczne dają z pewnością studia prawnicze , ponieważ uczą retoryki oraz sztuki negocjacyjnej.Swietne podstawy dają też studia ekonomiczne ,ucząc mechanizmów rządzących gospodarką niewatpliwie ważnych z punktu widzenia polityki.

 

G.W: Panie Ambasadorze, co sądzi Pan na temat zdania „Polityka jest służbą dla społeczeństwa”, szczególnie w kontekście wyników rankingu , według których w Austrii zawód ten znalazł się na jednym z ostatnich miejsc pod względem wiarygodności wśród społeczeństwa?

 

J.M: Nie tylko w Austrii politycy cieszą się umiarkowanym zaufaniem i wiarygodnością. Jest to chyba bardziej ogólny i niepokojący fenomen, jest to choroba zachodnich demokracji, która na dłuższą metę może być bardzo niebezpieczna. Swiadczy ona o tym, iż jakość polityki słabnie, jak również o tym, iż zainteresowanie społeczeństwa polityką , nie wnikając  tutaj głębiej w powody, również słabnie. Nasuwa się pytanie czyja to jest wina? Czy to politycy są winni temu, że ludzie mniej interesują się polityką, czy raczej mechanizmy rządzące rozwojem społeczeństw? Ja bardzo w to wierzę, że polityka powinna być służbą publiczną a społeczeństwo powinno mieć poczucie, że politycy działają w jego interesie.

 

G.W: Czy widzi Pan drogi wyjścia z tego impasu?

 

J.M: Jest to pytanie, na które niełatwo udzielić jednoznacznej odpowiedzi. We współczesnej kulturze, w społeczeństwie medialnym pojawiają się różne mechanizmy, które powodują erozję tego tradycyjnego systemu.Umowa społeczna nie funkcjonuje już tak dobrze, precyzyjnie  jak to było w przeszłości. Rola polityki i mechanizmy, które stały u podstaw systemu demokratycznego w ostatnich latach bardzo szybko się zmieniają co powoduje poczucie ogólnej niepewności.Wiąże się z tym pewne ryzyko dla demokracji , n.p. w postaci ruchów populistycznych.

imgp0011.jpg

G.W: Czy Pana zdaniem ruchy populistyczne są w stanie zagrozić idei wspólnej Europy? Jak widzi Pan przyszłość Unii?

 

J.M: Do tej pory ruchom populistycznym nie udało się na szczęście zagrozić procesowi integracji europejskiej, gdyż poparcie dla tego procesu było wystarcząjaco silne. Nasuwa się jednak pytanie, czy tak będzie nadal. Problemy z ratyfikacją Traktatu Lizbonskiego pokazują, że obawy przed dalszą integracją są w niektórych europejskich krajach dość silne. Myślę, że wspólna Europa musi się w sposób bardziej  otwarty zmierzyc z niektórymi problemami. Widoczny staje się brak dialogu ze społeczeństwami państw członkowskich. Powstaje też poczucie, że mają one za mało do powiedzenia w sprawie wizji przyszłości Europy.A przecież w Europie od dawna mówi się o tym , iż powinna ona stać się bliższa tym społeczeństwom.Z drugiej strony w dalszym ciągu nie mamy europejskiej opinii publicznej czy europejskiej polityki w takim sensie ,w jakim istnieją one w państwach narodowych. Są to istotne deficyty, z którymi Europa musi się w następnych latach poważnie zmierzyć. Nie będzie to proste zadanie. Pewne propozycje zawiera Traktat Lizboński, który daje większe uprawnienia Parlamentowi Europejskiemu,ale jednocześnie gwarantuje większe możliwości parlamentom narodowym. Takie rozwiązanie kompromisowe  stwarza  szansę na lepszą wspólną politykę europejską, bo nie koncentruje się wyłącznie na instytucjach europejskich, którym w pewnym momencie może grozić alienacja od polityki państw narodowych. Myślę ,że to jest właściwa droga. Nie jest dobrze, ze Traktat Lizboński przeżywa takie problemy i nie jesteśmy w stanie powiedzieć, czy i kiedy zostanie on ratyfikowany.

 

G.W: Wróćmy teraz na grunt wiedeński.Stanowisko Ambasadora RP  w Austrii nie było obsadzone od czerwca 2007 roku. Dlaczego Pana zdaniem, musieliśmy tak długo czekać na tę nominację?

 

J.M: No cóż, jak Państwo pamiętacie odwołanie mojego poprzednika  było dość nagłe, w związku z czym nie było kandydatury na następcę, która mogłaby zostać od razu zaakceptowana. W październiku 2007 roku w Polsce odbyły się wybory, po których ukonstytuował się rząd. Moja kandydatura pojawiła się w marcu tego roku . Wszystkie formalności, które poprzedzają wysłanie kandydata za granicę, trwają 3-4 miesiące. Jest to dość normalny cykl , który jednak przez wybory nieco się przedłużył.Ale teraz już nowy ambasador jest i mam nadzieję, że polsko-austriackie inicjatywy będą mogły być kontynuowane.

 

G.W:Pana poprzednik odwołany został w dosyć kontrowersyjnych okolicznościach, co nie uszło uwadze austriackich mediów i wywołało falę negatywnych komentarzy.Czy tamte wydarzenia wpłynęły na wzajemne stosunki dyplomatyczne lub Pański start, jako nowego ambasadora w Austrii?

 

J.M.: Stosunki polsko- austriackie są w bardzo dobrym stanie.Mamy znakomite relacje gospodarcze z wymianą handlową, która rocznie rośnie nawet o 20%,mamy świetne kontakty polityczne.Tego rodzaju wydarzenia na stosunki polsko-austryjackie nie mają wpływu. Nie utrudniły też w żaden sposób mojego startu tutaj. W Wiedniu czekano już na polskiego ambasadora i mam wrażenie, że wszędzie mam otwarte drzwi. Spotkałem się tutaj z naprawdę ciepłym, przyjaznym przyjęciem.

 

G.W:Mogę sobie wyobrazić ,że Pana działalność zawodowa  nie pozostawia  wiele czasu na życie prywatne. Proszę zdradzić ,jak wygląda dzień powszedni ambasadora?

 

J.M: To zależy, o  który Pani pyta. Jeden trwa 10 ,inny 16 godzin.A mówiąc poważnie- bardzo ważną stroną działalności ambasadora są kontakty.Musi on rozmawiać z najprzeróżniejszymi ludźmi, wysokimi urzędnikami, z przedstawicielami polityki i środków opiniotwórczych, mediów.Ambasador musi również analizować to, czego się dowie, musi przedstawiać swoje racje- i to jest druga ,nie mniej ciekawa bo intelektualna strona tej działalności. Ambasador musi też inicjować nowe przedsięwzięcia i kontakty, no i – musi reprezentować, uczestniczyć w ważnych wydarzeniach i uroczystościach.  Ambasador powinien też w miare możliwości prowadzić życie prywatne. Właściwie w Wiedniu trudno byłoby nawet tego nie robić- w mieście, w którym jest tak imponująca oferta kulturalna. Staram się od czasu do czasu z niej korzystać.

imgp0008.jpg

G.W:Czy stawia Pan sobie na okres swojej kadencji jakieś specjalne cele,priorytety ?

 

J.M: Jednym z takich ważnych priorytetów, które wytyczyłem sobie przyjeżdżając do Wiednia jest dostosowanie poziomu dialogu politycznego Polski z Austrią do naszej pozycji, naszych możliwości w Unii Europejskiej.Sądzę, że Austria, kraj nie największy, ale z silną pozycją w Unii, może i powinien być dla Polski ważnym partnerem do dyskusji na istotne tematy europejskie, takie jak budżet, wspólna polityka zagraniczna oraz  niektóre zagadnienia sektorowe ważne dla Polski z gospodarczego. Widzę tu pewne niewykorzystane do tej pory możliwości. Inna dziedzina to europejska polityka regionalna. Austria specjalizuje się w określonym regionie Europy- są nim Bałkany. My prowadzimy podobną działalność w odniesieniu do naszych wschodnich sąsiadów. Chciałbym, abyśmy nauczyli się nawzajem dzielić tym ważnym dla całej Europy doświadczeniem regionalnym. I tutaj spotykam się z dużym zainteresowaniem i zrozumieniem.Zarówno po stronie polskiej jak i austriackiej istnieje  poczucie, że taki dialog jest potrzebny. I wreszcie trzecia dziedzina  to stosunki gospodarcze, które jak już wspomniałem, rozwijają się bardzo dobrze. Co ciekawe , eksport polskich produktow do Austrii rośnie szybciej, niż w odwrotnym kierunku i jesteśmy coraz mocniej obecni na tutejszym rynku . Niemniej jednak  porównując wymianę handlowa Austrii z jej najbliższymi sąsiadami widzę dla nas pewien potencjał niewykorzystanych możliwości.

 

G.W: Mieszkał Pan już w różnych krajach Europy.Do jakich  miejsc w Polsce szczególnie chętnie Pan wraca?

 

J.M: Takim miejscem jest z całą pewnością Konstancin, gdzie mieszkam. Jest to miejsce niezwykle urokliwe i interesujące, zarówno ze względu na krajobrazy, jak i wspaniałą architekturę.Można zobaczyć tam stojące w lesie wille secesyjne, modernistyczne, domy w stylu art deco. Konstancin ucierpiał nie tyle w czasie wojny, co w okresie powojennym, kiedy te wszystkie piękne domy zostały zasiedlone z kwaterunku.  Tylko niektóre, zamieszkałe przez wyższych funkcjonariuszy MO, SB i PZPR były odnawiane (są jeszcze w Konstancinie wille Bieruta i Gierka). Reszta niszczała z czasem. Ale od lat 90-tych sytuacja się zmieniła. Wiele domów zostało odrestaurowanych. Konstancin stał się na nowo niezwykle pięknym miejscem. Zachęcam bardzo do odwiedzenia Konstancina. Oprócz tego jest kilka miejsc w Polsce, gdzie chętnie spędzam urlop. Są to Mazury, jest to Hel, który uwielbiam, oraz Międzyzdroje. A od czasu do czasu chętnie wyjeżdżam na weekend w okolice Warszawy, do Kazimierza nad Wisłą czy do Krakowa, gdzie mieszkałem.

 

G.W: Panie Ambasadorze, jak opisałby się Pan naszym czytelnikom w trzech słowach?

 

J.M: Wysoki , w średnim wieku, energiczny.

 

G.W. Zyczę, by energii tej wystarczyło Panu do realizacji zarówno  planów zawodowych jak i osobistych i  dziekuję za wywiad.

wywiad przeprowadziła mgr Grażyna Wałęga

  


  
  
  

Komentarze



Dodaj komentarz

  
  

Tags

Jerzy MARGAŃSKI, jerzy margański wikipedia, dr jerzy margański, jerzy marganski zyciorys, stosunki polsko austriackie, marganski ambasador, margański jerzy, ambasador jerzy marganski, dr jerzy marganski zyciorys, jerzy margański wiki, relacje polska austria, polska austria stosunki