Pomagają w kontakcie. Niwelują różnice pokoleń, uintensywniają stare znajomości. Mają jednak też swoje ciemne strony: rozbite małżeństwa, kradzieże tożsamości, zupełny brak ochrony danych osobowych, zdjęcia przekraczające granice dobrego smaku. Portale społecznościowe, bo o nich mowa, wpisały się na tyle mocno w polską kulturę, że choćby muzeum Auschwitz próbuje dotrzeć do młodzieży przez profil na Facebook. Lubisz to?

Rozmowa…

Komunikacja to słowo odmieniane dziś przez wszystkie przypadki. To ona właśnie jest głównym powodem posiadania kont na popularnych portalach. W czasie, kiedy odległości znaczą tyle, ile cena biletu lotniczego albo szybkość łącza internetowego, po prostu wypada być w kontakcie. A profil na Facebook czy konto w innym portalu społecznościom jest świetnym na to sposobem. Nawet jeśli aktualnie kogoś nie ma on line to nie dość, że można zostawić wiadomość, to zwiedzając czyjś profil, można dowiedzieć się w telegraficznym a raczej fotograficznym skrócie, co aktualnie dzieje się w jego życiu. Oczywiście pod warunkiem, że zdjęcia nie są dziełem bardziej photoshopa niż człowieka.
Zdecydowanym minusem takiego sposobu komunikowania jest ograniczenie relacji do binarnego systemu: jest komunikat/ nie ma komunikatu. Nie można spojrzeć w oczy osobie,
z którą się rozmawia. Rozmawia? A może po prostu wymienia informacje?

… zainteresowanych

Każdy z portali ma też swoje fora. To z kolei pomaga znaleźć osoby posiadające podobne zainteresowania, wymienić doświadczenia na temat szkół, uczelni, osób. Dobrze, jeśli wszystko dzieje się z poszanowaniem zasad kultury. Gorzej, gdy wymiana zdań zaczyna przypominać słowne przepychanki i popis erystycznych – w złym znaczeniu tego słowa – umiejętności.
Ciekawą propozycją są portale z jasno określonym celem np. jabluszkowo.pl dla osób, które rzucają palenie. Poczucie wspólnotowości z pewnością pomaga w walce
z nikotynowym głodem. Ludzie wymieniają się tam konkretnymi wskazówkami, radami, doświadczeniami. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że rejestracja na tego typu portalu motywowana jest czymś więcej niż chęcią zobaczenia komu urodziło się dziecko, kto kupił nową sukienkę a kto poderwał bogatego nie tylko wnętrzem obcokrajowca.

Granice świata

Chyba łatwiej przekroczyć bariery komunikacyjne wirtualnie niż w rzeczywistym świecie. To pewnie dobra wiadomość dla nieśmiałych. Może krok po kroku da się to przenieść do „reala”? Łatwiej jednak też obrażać, zaczepiać, proponować seks czy randkę ze względu tylko i wyłącznie na „niezłe zdjęcia”.
W wirtualnym świecie łatwiej też odnaleźć poznane lata temu osoby. Nawet jeśli zmieniły numer telefonu, przeprowadziły się do innego kraju. Znajomości więc, dawno zamknięte, odgraniczone od tu i teraz stają się na nowo częścią rzeczywistości. Czasem w zupełnie nowym wymiarze. Rodzą się miłości, romanse, relacje, które być może ze względu na ograniczenia czasowe czy przestrzenne nie miałyby szansy powstać.

Co byłoby a nie jest…

Jedną z zalet portali społecznościowych mogłoby być przeprowadzenie badań socjologicznych w zakresie choćby tego, kto w danej grupie znajomych jest najważniejszą postacią (tzw. gwiazda socjometryczna). Mogłoby, ale nie będzie. Jakiś czas temu na jednym z najpopularniejszych w Polsce portali aukcyjnych kupić można było znajomych. Znajomych czyli co? Czyli w mniejszym lub większym stopniu dane osobowe. Nowa wersja handlu ludźmi?
Najczęściej znajomi, którzy figurują na listach znajomości użytkowników w portalach społecznościowych to ludzie znani z realnego świata. Nie przyjmując zaproszeń od obcych, czy ignorując zaproszenia osób niechcianych definiujemy z kim chcemy podzielić się informacjami zawartymi w naszym profilu.

Cokolwiek powiesz, może być wykorzystane przeciwko Tobie

Tajemnicą nie jest, że jeśli szukamy pracy, powinniśmy być ostrożni w zakresie tego, co umieszczamy w profilach a co może przeczytać każdy. Bo „każdy” oznacza także naszego potencjalnego pracodawcę. Jasne, że profil może być równie dobrze świetnie zbudowaną wizytówką, jaka ułatwi znalezienie wymarzonej pracy. W końcu znajomi mają znajomych znajomych i może akurat ktoś poszukuje pracownika. Czym będzie? To już zależy od nas. A w Internecie jak w życiu. Cokolwiek powiesz, może być wykorzystane przeciwko Tobie.

Jak tęcza

Specyficzną grupą użytkowników są osoby, które zakładają fikcyjne konta tylko po to, by podglądać znajomych. Nie trzeba być specjalistą, by wiedzieć, że anonimowość, która jest największą wadą i zaletą Internetu to piękne jak tęcza złudzenie. Tyle, że pozornie anonimowe konto umożliwia bezkarne podglądactwo. Taka wersja reality show dla mediów elektronicznych. Zaspokojenie odwiecznej ciekawości, co się stało z byłą dziewczyną czy pierwszą miłością. Co dzieje się u znajomego czy nad czym aktualnie pracuje lubiany nauczyciel. Taka kolorowa, przypominająca niemal telenowelę próba uczynienia swojego życia bardziej jaskrawym przez poszukiwanie sensacji dotyczących innych. Bo po co ujawniać swoją tożsamość? Lepiej oprzeć się na złudzeniu, że jesteśmy anonimowi.

Talerz z popcornem i porno w czajniku

Sfotografować można wszystko. Lepiej, gorzej, po prostu. I właśnie wszystko użytkownicy umieszczają na swoich profilach. Zdjęcie talerza z popcornem, odbicie nagiego ciała w fotografowanym czajniku, drzwi, fotografie z podróży. O ile opatrzone dobrym komentarzem zdjęcie nabiera nowego znaczenia, o tyle ocierające się o pornografię epatowanie nagością zwyczajnie przekracza granice dobrego smaku.
Taką mamy kulturę, w której nie dzielimy się radością z zagranicznej podróży, a po prostu chwalimy się. Przynajmniej w opinii innych. Podobno są osoby, które do Egiptu wybierają się tylko po to, by zrobioną tam fotkę umieścić na Facebook. Tylko pozazdrościć takiej możliwości spełniania marzeń. Najczęściej jest chyba jednak tak, że zdjęcia zrobione
w trakcie wakacji są najładniejsze. Bo kiedy mamy być tak wypoczęci? Tacy piękni i beztroscy? Najważniejsze chyba jest jednak to, by nie umieszczać zdjęć, za które kiedyś będziemy musieli się wstydzić.

Lubię to!

Charakterystyczna „łapka w górę”, dla ciekawej książki, wydarzenia, trafnego komentarza. Kiedy jednak myślę o przytoczonym wyżej Muzeum Auschwitz niezbyt odpowiedni wydaje mi się porządek nakazujący mi polubienie tej strony. Bo najzwyczajniej nie lubię, ze kiedyś zaistniała przyczyna, dla której to muzeum powstało.

****

Jedni korzystają z portali społecznościowych, inni nie. Niewiele jest jednak osób, które na temat portali społecznościowych nie mają zdania. Z jednym zgodzą się wszyscy: portale społecznościowe są zawodowymi złodziejami czasu. Jednak z samymi portalami jest jak
z wszystkim. Sposoby, cele i motywacje korzystania zależą wyłącznie od użytkowników.

Anna Maria Gacek

  


  
  
  

Komentarze



Jeden komentarz do “Złodzieje czasu”

  1. Dodał: Mirek Walega - 28 November 2013 16:34

    Zgadzam sie – Info na stronie www w Wielki Piątek – “Jezus umarł na krzyżu i został złożony w grobie” – i teraz kliknij – ” lubię to”- to jest naprawde głupie.
    pozdrawiam Mirek

Dodaj komentarz

  
  

Tags