I zastanowić się jeszcze, że prawie siedem lat temu rozpocząłem serię artykułów w i.Polen pt. „OBAMA CZY OBAWA”. Puściłem się na szerokie wody dywagacji, czy ten ciemnoskóry, pierwszy w historii Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej kandydat, potem prezydent USA sprosta ogromnym, wręcz prawie nadludzkim zadaniom ogólnospołeczno-socjalnym, ogromnej niechęci kół konserwatywnego Południa i szerokim strumieniom niezadowolnia białej części kraju.
Należy pamiętać, że USA targane wstrząsami ekonomicznymi, kryzysem – choć o nieco mniejszym zasięgu i reperkusjach finansowych per capita niż w Europie i na Dalekim Wschodzie, niechęciami obywatelskimi, niezrównoważonymi ruchami społeczności amerykańskiej, uczyniły Barackowi Obamie, szczególnie, pierwszej kadencji, rządzenie – ciężkim orzechem do zgryzienia. Z działalności społeczno-historycznej Obama uczynił wiele dla słabo i źle zarabiających – rzucił się on bowiem niemalże „z motyką na Słońce” – próbował wprowadzić ubezpiecznia społeczne dla wszystkich. Kosztowało to setki miliardów dolarów i nie zawsze trafiało w mentalność przeciętnego Amerykanina…. (tu cytat)…. no ile razy w ciągu czterdziestu lat pójdę do dentysty z bolącym zębem? …. no tak cztery lub pięć razy – to wolę zapłacić niż się latami ubezpieczać na „tanie, rozklekotane szczęki kasy chorych i słono za nie płacić. (koniec cytatu). Na szczęście, ta pełna szarży amerykańska mentalność wobec własnego zdrowia i losu zaczyna ustępować trendom bardziej umiarkowanym, spokojniejsyzm, gwarantującym opiekę medyczną każdemu. A więc, dajmy tu plus socjalny Obamie i idźmy dalej.

Dlaczego jest tak widoczna skala częściowego załamania systemu kapitalistycznego w USA? Przyczyna jest bardzo prosta. USA – jako tzw. strażnik pokoju światowego, weszły w ostatnich dziesięcioleciach (po słabości militarnej Kennedy’iego i Johnsona) na drogę automatycznego ataku, popieranego przez większośc zainteresowanych regionów i ONZ dla podtrzymania pokoju światowego przeciwko tzw. „nieposłusznym” tzn. terrorystom wszelkiego rodzaju i wszelakiej maści, grupom komunizującym, radykalistom islamskim, grupom i ruchom pro-trockistowskim w Ameryce Łacinskiej, a kto wie czy nie ruchom na Dalekim Wschodzie, o którym już dawno nic nie pisałem – lecz i tam toczy się ta sama wojna, której naocznym świadkiem byłem w 1973 roku w Wietnamie. I tam dwa ruchy „komunizujące” pro-chiński i pro-sowiecki nabrały charakteru walk konkurencyjnych o przyszłość Azji – na razie – jeszcze tej biedniejszej. Ale miliardy kubików gazu łupkowego, ropa naftowa i inne bogactwa leżą na Morzu Południowo-Chińskim i tam wszyscy ostrzą sobie zęby: łącznie z USA, Rosją i Chinami. Walka o ropę i gaz z Arabii znudziła się światu: trzeba to zrozumieć, a jak wieść polityczno-gminna niesie i tam… w krajach arabskich… tej ropy coraz mniej… i mniej.
Amerykanie, mając wszystko perfekcyjnie zorganizowane – bezdyskusyjnie pod względem obronnym – najlepiej na świecie, sami sobie wyciągnęli los „strażnika świata” – co za tym idzie: będą prowadzili tzw. wojny prewencyjne utrzymując czas jakiś jeszcze miraż trwałego pokoju! Ach, ta złuda polityczna!!! Ameryka musi wiele produkować, by tworzyć nowe technologie m.in. te wojenne, by nakarmić ludność świata – oto zadania na dwa ostatnie lata prezydentury Obamy. Obama wycofał swoich ludzi (częściowo) z Iraku i próbuje ich wyciągnąć z Afganistanu. Cóż jednak nam z tego, iż ogromne wysiłki polityczne i straty w ludziach po stronie USA i ich aliantów nie gwarantują pokoju wolnych państw takich jak: Pakistan, Indie, Afganistan czy Irak, skoro wojna wewnętrzna – ta polityczna – trwa i trwać będzie nadal. Parodią świata jest to, że kraje biedne żywi się zbiorami (nadmiarem płodów rolnych) z USA i Kanady, gdyż bez tego, śmiertelność z głodu i chorób z niego wynikających, przewyższałaby wartości z epoki rozkwitu kolonializmu XIX w. Wniosek: kapitalizm może nie jest dobry jako system lecz komunizm okazał się na siedemdziesiąt ostatnich lat jeszcze gorszy. Był to okres kiedy po II Wojnie Światowej państwa wyzwalały się spod kurateli kolonizatorów i próbowały na „własnyj szczjot” budować lokalny komunizm. Wszędzie, bez pozytywnych skutków społeczno-gospodarczych. Zatem, Drodzy Czytelnicy, „nihil novi” , tedy trzymajmy się złotej myśli Sir Winstona – do dziś nie wymyślono nic lepszego ponad kapatalizm – zresztą ten obrzydły!

Na świecie toczyło się wszystko „pokojowym” i nawet nieco deproliferacyjnym trybem do listopada 2013 roku. Pierwszym i zarazem ostatnim sygnałem była wielkomocarstwowa polityka Rosji prezydenta Putina sprawowana w ostatnich dwunastu latach – jednoosobowo-jedynowładczo!!! Nieodpowiedzialny ten człowiek zyskał sobie milczący poklask całego świata licząc na duże dwu i wielostronne zamówienia handlowe, a przez to rozwój własnych gospodarek, oswojony wielki niedźwiedź (tu: car Vladymir Vladymirowicz – car Putin (może Rasputin) oraz jego prawa ręka na „viki – vikov” premier Mjedwjedjev – jako mjedwjeżonok- w roli głównej premiera Wszechrassiji: niedźwiadka). I tak się ślicznie toczyła ta zabawa do chwili powstania Majdanu w Kijowie i chęci odłączenia Ukrainy od reszty Rosji. Zaczęła sie Bitwa o Majdan, symbol niepodległości Ukrainy. Majdan został, a także jego niesnaski wewnętrzne m.in. starcia pomiędzy oligarchami rządzącymi Ukrainą i wczoraj i dziś; wojska rosyjskie tzw. separatystów odjęły Ukrainie Krym – oby nie na zawsze. Rozpoczęła się wojna pozycyjna, padają – na razie – nieliczne ofiary. Atmosfera działań wojennych – trwa! Oby nie skończyło się III Wojną Światową na europejskiej scenie. Postępów pokojowych – zanadto nie widać.

Widząc jawne bezprawie miedzynarodowe USA i UE nałożyły na rząd w Moskwie dwie serie sankcji ekonomiczno-politycznych. Trzecia transza, najbardziej dolegliwa – w przygotowaniu! Oczywiście, dla Putina stół będzie zawsze suto nakryty … dla Rosjan (zaledwie już 140 mln.) – groźba głodu i wojny. Coraz częściej mówi się o kolejnych ofiarach zachłanności geopolitycznej Rosjan. Głodne brzuchy można nieźle wykarmić atakiem na wschodnie „obłasti: województwa” Ukrainy, można połknąć całą powierzchnię państw bałtyckich tj. Litwę, Łotwę i Estonię, a także Polskę po stronie „Przywiślanej”i to już kilka razy przeżywaliśmy w ciągu naszej historii… Mimo Krezusowego bogactwa Putina i jego ludzi Rosja głoduje. Wojna – to dobry interes! Ona, jak to kiedyś nazywało się po rosyjsku „Matuszka Wajna” nakarmi nas wszystkich.

Wobec piętrzących się komplikacji w bezpośrednim pobliżu Polski, rząd zdecydował się na zaproszenie do kraju prezydenta USA, Baracka Obama. Powodem bezpośrednim wizyty amerykańskiego prezydenta była 25 rocznica „częściowo” wolnych wyborów z dnia 04 czerwca 1989 roku. I on, Barack Obama, pierwszy w historii czarnoskóry prezydent USA zapewnił w swoim programowym i historycznym przemówieniu, że Polska w sojuszu z USA będzie zawsze wolnym państwem. Nie złożył takiego zapewnienia ani żaden książe, władca, przyjaciel lub brat Polski. Nikt tego, poza prezydentem Obamą nie uczynił w ostatnich 1050 latach bytu państwowego, istnienia kraju jako mniej lub więcej suwerennego. Były te słowa, wypowiedziane w dniu 3 czerwca br. największym osiągnięciem polskiej racji stanu i dyplomacji w naszej całej historii.
Jednocześnie, wypowiadając słowa o – na zawsze – bezpiecznej Polsce – zapewnił Obama pokój w krajach Europy Wschodniej i Centralnej, na powierzchni kontrolowanej przez NATO. Takiego prezentu minister Sikorski się nie spodziewał. Choć przyznać tu należy, że ma dobre układy w Białym Domu i jego nazwisko połączy nitkę dobrych, przyjacielskich i obronnych stosunków polsko-amerykańskich w ostatnich 231 latach. No i zapewne wspaniały angielski p. Anny.

Dzieci uczcie się angielskiego na łeb, na szyję. Przyda się. Król Holandii uczy co prawda swoje dziewczynki niemieckiego – uczcie się każdego języka!!! Tego – nigdy nie za wiele.

Chciałoby się spojrzeć nieco bardziej optymistycznie na przyszłość Europy i świata. Trzymajmy się Obamy.

OBAMA TO NIE OBAWA. To swieżo zapisana kartka naszej historii.

Tymi to właśnie słowami kończę mój wieloletni cykl, pisany ekskluzywnie dla i.polen.
Myślę i mam nadzieję, że i nasi Rodacy, szczególnie młodsze pokolenia nieco spuszczą z tonu programowego antyamerykanizmu na rzecz ogromnych zalet Wuja Sama, który gdzieś nam krąży nad głowami na pokładach „Matuzalenowych”, ale ciągle jarych samolotów strategicznych B-52H.
Pamiętajcie Państwo na wakacyjnych trasach, plażach, lasach i jeziorach: owe „Matuzalemy” chronią nas aktywnie – być może teraz – od wybuchu III Wony Światowej.

Czasami aż strach ogarnia. No ale mamy we krwi p. Michała Wołodyjowskiego, p. Longina Podbipiętę i p. Jana Skrzetuskiego….
Oby do jutra.. nie traćmy rezonu!

Życzę wszystkim Czytelnikom, astro-navinautom-internautom miłych dni letnich A.D. 2014….

Andrew BENIGER
pisarz i dziennikarz polonijny

pisano w Wiedniu, dnia 11 czerwca 2014r//11:13LT

  


  
  
  

Komentarze



Dodaj komentarz

  
  

Tags