24.10 RADEK

sikorski
Zawsze, jak tylko pamiętam, polskie rządy były złe. Głupie, spolegliwe, zależne od woli innych mocarstw, pojedyńczych graczy jak p. Helmuth Kohl czy generał Charles de Gaulle. Gwoli sprawiedliwości dziejowej: i inne kraje poza Polską też, niestety, nie mają od lat żadnych szans pochwalić się wybitnymi, charyzmatycznymi osobistościami politycznymi przełomu XX i XXI w.

Zacznijmy jednak od największego głupka w historii polskiej dyplomacji od chwili poczęcia II RP tj. od 11 listopada 1918 r. Bez wątpienia złotą palmę na tym polu otrzymuje geniusz naszych czasów, były „as” MON, minister bez przeszkolenia rekruckiego, chyba, że przed ekranem na tle rzeki Kwai, b. wieloletni minister spraw zagranicznych ery „tuskowszczyzny, niby-to socjal-prawicy”, przez siedem lat, dwa mniej więcej niemalże okresy legislacyjne, kiedy to p. Radek zdążył zniszczyć prawie całkowicie polską politykę zagraniczną. Cóż za geniusz!

Zacznijmy od tego, że Polska musiała, musi i będzie musiała walczyć – ze względu na położenie geopolityczne, o przetrwanie na mapach Europy – niezależnie od b. słabej UE oraz niedoścignionej, jedynej tego rodzaju organizacji zbrojnej naszego świata tzn. NATO, które w pełnej skali objęło obowiązki strażnika wewnętrznego i zewnętrznego państw członkowskich – i nie tylko. A więc bez wuja Sama – ani rusz. Nigdzie na świecie: czy to szukać porwanych misjonarzy, hamować machlojki narkotykowe Ameryki Łacińskiej w walce o szeroko rozumiany trockizm, jako „jedyną” formę socjalizmu południowoamerykańskiego przyszłego „dobrobytu żebraczego”, czy to też posyłając tysiące żołnierzy-ekspertów paramedycznych do walki z ebolą. Ogromna część finansowa – ponad 85 procent – idzie z kieszeni wuja Sama, czytaj: podatnika amerykańskiego!

Aż tu nagle, tuż przed słynnym polskim stanem wojennym grudzień 1981, wprowadzonym przez ś.p. (nawróconego na łożu śmierci) gen. Jaruzelskiego – nasz ukochany Radek-maturant z Bydgoszczy otrzymuje azyl polityczny w Wielkiej Brytanii, ba nawet pokrótce „załapuje się” na paszport Jej Królewskiej Mości Elżbiety II. Radek robił trochę na „czarno”, trochę na „biało” jak wszyscy emigranci, lecz przy pomocy kolesiów „tubylców” zapisał się do Pembroke/Oxford University, co po trzech latach dało mu „bachelora z bonusem”. Mając już tak wysokie wykształcenie (może ukształcenie), nasz Radek ruszył na wojenkę do Afganistanu, gdzie prawdopodobnie chciał wstąpić do tamtejszego wojska partyzanckiego, jako Muhadżedin…. nosił takie afgańskie pantalony i damską mini-spódniczkę…. tak zapewne, aby łatwiej załatwiać sprawy konieczne, fizjologiczne, na polu walki. Zapewne, i tak by nie mógł, bo musiałby zmienić wiarę i parę innych jeszcze rzeczy. Na szczęście dobry los dał p. Radkowi S. panią Ann Appelbaum, jedną z najsłynniejszych dziennikarek naszych czasów. Pani Appelbaum jest laureatką Nagrody Pullitzera, co żadnych wyjaśnień nie wymaga…. Popchnęła nieco do przodu maturanta-bachelora plus – emigranta Radka S.

Gdy się w kraju jako tako się uspokoiło, Radek wrócił do kraju, gdzie – po krótkiej przerwie „duperelek” mutacji partyjnych – dziewięć prawie lat trzymał się jak kleszcz stanowisk ministerialnych różnych frakcji, ba, nawet PIS-u. Radek ostatnio wyfrunął jako „zaaferowany” aferą taśmową fatalny minister spraw zagranicznych, ten, któremu się śniły salony królewskie, zepsuł stosunki Polski z Majdanem, odciągnął brutalnie, z lekka zadzierzgającą się przyjaźń polsko-ukraińską, zaś kompletnie zmiażdżył – i tak problematyczne – stosunki z „chorą” Rosją cara Vladymira I Vladymirovicza Putina, a nade wszystko naraził się wszystkim Polakom – i tym w kraju i tym zagranicą. Jego wypowiedzi ws. lojalności w stosunku do najbliższego alianta Polski, tj. Stanów Zjednoczonych, były oszałamiające, zapewne Radek był na bani (inaczej minister spraw zagranicznych) nigdy nie powiedziałby tego w knajpie, przy dużej nawet wódce. Obecne jego gigantyczne faux pas wymaga natychmiastowej jego, Radka S. relegacji ze wszystkich funkcji, nawet, podczas, gdy zaledwie trzy tygodnie temu dostał w „prezencie od partii PO” prezent w postaci drugiego co do ważności stanowiska w Polsce, Marszałka Sejmu III RP. Cóż za szaleństwo! Pani premier Ewo K. – czekamy na jednoznaczne usunięcie wroga ojczyzny, a kto wie, czy nie po odebraniu immunitetu – postawienie przez Trybunałem Stanu. Chłopiec z Bydgoszczy, potem „bachelor z plusem”…. to za wysokie progi, drogi Radku.
Co z Radkiem „bachelorem z plusem” – teraz minusem. Mały „domek” jednorodzinny, trzydziestopięciopokojowy wymaga nakładów, a i utrzymywanie służby i kupno południowo-afrykańskich, bezebolowych jabłuszek (do opiekania przy kominkach apartamentów) wymagają giga-nakładów w złotówkach polskich, czy dolarach czy funtach … Tedy dam Ci, Kochany Radku dwie rady…

Czyli dobre rady dla Radka….

Das Rad, czyli w języku niemieckim – rower, też można „se” nieźle na nim popedałować – i tanio…. Logicznie tedy: zapraszam do nowej pracy w Wiedniu, na biało czy na czarno; nie zgadniesz Radku, ilu tu „Polańskich”? Obliczam, że lekko 50 tys. obywateli – teraz na zimę warto mieć chałturkę… a że tu nie masz lokajów, ochmistrzyń i masy służących – nic to; brak pałacu – a w miejsce – „podnajęte” u prywatnego kapitalisty dwa pokoiki do € 550,- miesiąc w miesiąc do ręki – jak nie – to eksmisja „on spot” – a zimy tu nieraz groźne bywają. No, ale Cię jeszcze nie rozpoznają, Twego pysia, czy to na ulicy, czy w knajpce rejonowej lub tramwaju – a to sztuka nad sztuki…. nie dać się rozpoznać. Vienna is Vienna.
Jak będą procesiki sądowe, a myślę, że mogą być, masz Radku trzy ekspresy Intercity do Warszawy z Wiednia – i mniej się teraz spóźniają niż 3 godziny… a i lekturkę można nadgonić, miast nocy spędzonych „w pędzącym króliku” lub u Braci ”…..z gumowymi uchami….”

Welcome to Vienna Radek….

Piszę te słowa z bolesnym zdumieniem. Nikt nie może mówić o daniu drugiej szansy dla Radka S. Radek miał już incydenty, a ludzie go i tak niespecjalnie lubili. No, ale popracuje „se” na budowie w Wiedniu … i jakoś Drodzy Czytelnicy przeleci ta zima…. oby do wiosny. Masz u mnie piwo… wiesz, my kombatanci, Ty Radku w Afganistanie, ja w Wietnamie…. jest o czym pogadać.

Z Czytelnikami w kraju i zagranicą mam sporo kontaktów. Drodzy Państwo, właśnie dzięki Wam powstają te moje felietony, wraz z serdecznymi pozdrowieniami,

Andrew BENIGER
pisarz i dziennikarz polonijny

pisano w Wiedniu dla i.polen
dnia 23 października 2014 r.// 12:25LT

[Foto: Bundesministerium für Europa, Integration und Äusseres]

  


  
  
  

Komentarze



Dodaj komentarz

  
  

Tags