Komentarze do spektaklu , który odbył się w Wiedniu 16.11.2013 w Teatrze Brett w ramach „Srodkowo-Europejskiej Karuzeli Teatralnej” 2013

Andrew – ur. 1948 roku , 1981r. miałem 33 lata.
„Tak dużo przeżyliśmy, tak dużo jeszcze przed nami”. Wybaczcie Drodzy Czytelnicy, że rozpocząłem w ten oto niekonwencjonalny sposób komentarz do ww. przedstwienia, opiewającego losy młodych dzieci w latach osiemdziesiątych wieku XX. Nie były to wtedy czasy łatwe, tymbardziej dla Polski, gdy inni nie myśleli jeszcze o rozmontowywaniu ‘Muru Berlińskiego”. Bardzo pozytywną ocenę wystawiam wspaniałemu pomysłowi Bielsko-Bialskiego Teatru Miejskiego: autorowi tekstu, Arturowi Pałydze i zespołowi aktorskiemu, który sztukę współtworzył. Zespół kreowali artyści Teatru Miejskiego, aktorzy na występach gościnnych jak również młodzież wyselekcjonowana w czasie castingu.

Reżyseria, bardzo sprawna zresztą – spoczywała w rękach Piotra Ratajczaka.
Tekst: Artur Pałyga i zespół.
Scenografia i Kostiumy: Grupa Mixer.
Występowali: Jadwiga Grygierczyk, niewatpliwie najbardziej doświadczona, zawodowa aktorka teatru bielsko-bialskiego,
Agnieszka Przepiórska (występ gościnny), Tomasz Drabek, Rafał Sawicki oraz grupa amatorów wybranych z castingu:
Dariusz Fodczuk (znany z licznych występów Performance-Theater i plastyk)
Magdalena Krauze, Tomasz Pisarek i Anna Zabawa.

Ta sceniczna reinkarnacja w kierunku pędu ku młodości w dobie ‘ciemnej komuny’ (Jaruzelski – smok wawelski) udała się aktorsko bardzo dobrze … aczkolwiek….

1.) I ja chadzałem do szkół w Polsce w latach 50-tych i 60-tych, niemniej, nie mogę sobie przypomnieć o słowie ostrzejszym wypowiedzianym przez belfra w obecności ucznia niźli: cholera jasna. A i ze tę ‘jasną cholerę’ musiał ów belfer spowiadać się przed tow. dyrektorem lub. tow. dyrektorką.

2.) Ogromna ilośc wulgaryzmów nie dodaje sztuce uroku – wręcz przeciwnie, nie przypominam sobie, by w moich latach tak często rzucano mięsem. Uważam, ze sztuka wybrzmiała by znacznie lepiej, dodając w miejsce chamskich zagrywek słownych więcej młodzieńczego liryzmu. Jego ukazanie w smutnych, niekiedy tragicznych latach 80-tch ub. wieku byłoby dalszą zasługą scenariusza. Podobno nawet młodzież zła, zblazowana i schamiała emanuje sama z siebie pokładami romantyzmu, delikatności uczuć, chęci życia, optymimu itp. (scena prawdziwie liryczna w ciągu dwóch godzin przedstawienia była tylko jedna!!!!)

3.) Sztandarowe słowo polskiej młodzieży: huj (chuj). Nie wiem jak to sie pisać do dzisiaj. Za moich czasów pisało się przez samo ‘h’… h… czy „ch” : oto jest pytanie… i tu przewraca się kol. Shakespeare w grobie…. ‘

4.) Muzyka głośna. Sporo fragmentów dyskotek i muzyki młodzieżowej lat 80-tych, 90-tych. Ładnie, ale skoro akcja rozgrywała się w kraju zwanym Polską – to brakowało chociażby właściwego podmalowania muzycznego ‘ np.”….żeby Polska była Polską…”, motyw muzyczny …”Polskich dróg”, lub polonez Ogińskiego.

IDEOLO. W momologu końcowym apelowała do naszych serc znakomita aktorka, wysokiej klasy odtwórczyni dramatyczna p. Jadwiga Grygierczyk. Oczywiście, inaczej apeluje sie do Rodaków na ziemi polskiej (na ziemi ojczystej) – jak to wielokrotnie nauczała nas aktorka, choć apoteoza konieczności duchowej pozostania w Polsce w trudnych czasach – jest tylko prowokacją dramatatyczną, bowiem w owym monologu końcowym wciela się p. Jadwiga Grygierczyk w kobietę naszego pokolenia tzn. 60+, aliści przypomina sobie doskonale i Marzec ‘68, i Grudzień ‘70 i Grudzień ‘81 i cały okres klinczu solidarnościowo-komunistycznego. Atoli, siądnięcie sobie w parku w Polsce (naszej Ojczyzny) nie uratuje….

Dlatego krytykuję pełnym głosem przedostatnie zdanie monologu aktorki: ….’pozamiataliśmy po sobie, zostawiliśmy (czystą ziemię) młodym pokoleniom. Co oczywiscie jest prowokacja aktorską ale rozmija się ideologicznie z prawdą w objęciach nowej-starej buraczkowej, karmazynowej, kardynalskiej, pururowej, ba, nawet fioletowej i zielonej komuny. Już wyrosły nowe pokolenia nic nie wiedzące o historii polskiej, prawdziwej Drodze Ku Wolności. Ich Dusze trzeba pochwycić – póki czas!!!

Ogólnie oceniam przedstawianie na czwórke – za ambicję i próbę ukazania nam problemu polsko-polskiego oczami dzisiejszych czterdziestolatków….

Bożena ur. 1960, w 1981 roku miałam 21.lat,
Spektakl „ Tak wiele przeszliśmy …“ obudził we mnie falę wspomnień z lat dzieciństwa i młodości. Z sentymentem patrzyłam na niebieskie, szkolne mundurki, lekcje PO, które wszędzie wyglądały tak samo, sceny przedstawiające dojrzewanie, pierwsze miłości i rozczarowania. Wróciła mroczna atmosfera stanu wojennego,kolejki, puste półki w sklepach i uczucie niepewnego jutra. Spektakl wiernie oddaje atmosferę lat, które przeżyłam w czasach PRL-u. Te lata mnie ukształtowały , stanowią cząstkę mojego życia i na zawsze pozostaną w zakamarkach pamięci.Myślę,że w zależności od bagażu doświadczeń i przeżyć, które wynieśliśmy z tego okresu różnie odebraliśmy to przedstawienie.Spodziewam się, że u wielu uwzbudził niemałe emocje i gorące dyskusje. No i dobrze! Taka jest przecież rola teatru.

Ania ur.1986 , urodziłam się pięć lat po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce
Refleksyjny w swej wymowie okazał się, bynajmniej dla mnie, spektakl Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami. Genialne kreacje aktorskie, które właściwie – ze względu na ograniczona ilość rekwizytów – samymi słowami i ruchem wyczarowywały przed nami obraz TAMTEGO komunistycznego świata. Kilkoma spostrzeżeniami chciałabym się tu podzielić.
Nie pamiętam sklepowych kolejek, kartek, ani pochodów pierwszomajowych. Z rekwizytów z przeszłości, pamiętam jedynie gumy Turbo (Kaczor Donald i najlepsze na świecie wafelki Kukuryku). Jedna ze scen spektaklu uderzyła mnie najmocniej: młodzi ludzie, na etapie liceum, marzący wyłącznie o tym by być gdzieś indziej, byle nie w Polsce. Powody były inne, jednak kiedy obserwuje moich rówieśników, urodzonych w późnych latach 80., to my ciągle marzymy o tym by wyjechać bo w tym mitycznym „zagranica” czeka lepsze życie. Jednym się udaje, innym nie.
Druga refleksja dotyczy poruszającego zakończenia. W finałowej scenie wspomniano o tym, ze kiedyś ludzie mieli dla siebie czas. Nie potrzebowali telefonów, by wpaść do sąsiada. Miałam to szczęście urodzić się w pokoleniu, któremu jeszcze podarowano dzieciństwo. Nie torturowano nas nadmiarem zajęć pozalekcyjnych, dzieciaki z sąsiedztwa bawiły się wspólnie, każdy mógł wpaść bez uprzedzenia. W liceum marzyliśmy o dobrych studiach, na studiach większość wyjeżdżała na stypendia i staże zagraniczne. Byli wśród nas i tacy, którzy chcieli działać w swoich miastach i regionach. Działają. Mimo ze ludzie z TAMTEGO świata niechętnie patrzą na ich ambicje. Na to kiedy uporem ściągają do maleńkiej miejscowości wybitnych naukowców na kolejne badania archeologiczne, na to kiedy w pracy zawodowej rzeczywiście promują swoje miasto.
Ale czy tak, a może nawet gorzej, nie jest i w TYM świecie? Zmieniły się parametry, wzrosła ludzka podejrzliwość, nie zmieniły się marzenia o lepszym, nie zmieniła się ludzka zazdrość. Świat jak stary i poharatany przez ludzka głupotę, od zarania dziejów rządzi się tymi samymi prawami. I choć pewne rzeczy są bardziej TAMTE, to przecież tyle jeszcze przed nami… w jednym i tym samym świecie.

 

Fotoreportaż: Władysław Wichrowski

  


  
  
  

Komentarze



Dodaj komentarz

  
  

Tags